Archives for posts with tag: Bartoż

– „Krowa biegała na ulicach Wrocławia. Zwierzę uciekło z uczelni.”

– Jak z uczelni, to niechybnie była to święta krowa.

– Jak święta, to musiała mieć co najmniej habilitację.

– A pomyśleć, że kiedyś w przemyśle mleczarskim wystarczała zwykła pasteryzacja…

– Siła w kupie!

– A kiła w dupie.

*

– Szkoda, że musiała iść. W sumie dobrze, że poszła.

*

– Bo widzisz, jeśli zejdzie się z nim na jakiś temat… Ale z nim się nie da zejść na jakiś temat.

*

– Patrz, zdeptałem szkła i nikomu się krzywda nie stała.

*

– Co za tłok.

– A poprzednio? To dopiero było. Tak ciągnęli na schodach, że zlali się z fototapetą.

– To miłość?

– Tak, ale taka niespełniona.

– To znaczy on cię wyruchał, a ty jego nie?

Rabbio: Rupert Everett mi się podoba.

Ja: Co? O fu.

Bartoż: To normalne, że mu się podoba.

Rabbio: No, podoba mi się.

Bartoż: Ale czekaj, nadal?!

Ja: Ty właśnie powiedziałeś, że Polska jest świńska czy śliska?

Obcokrajowiec: Śliczna!

Bartoż [ze smutkiem]: Ani świńska, ani śliska.

– Swoją drogą – ciekawe, ile kosztuje „minuta ciszy” na koncercie Madonny.

 

– Chciałbym dziś ejakulować. Choćby w samotności.

– Każdy ejakuluje w samotności.

 

Siedzimy z Bartożem przy barze, rozmawiamy sobie niezobowiązująco. Kilka kroków dalej dwóch młodych ładnych kolesi raczy się tabaką. Zerkamy na nich z pewnym zainteresowaniem. Po jakimś czasie jeden z nich podchodzi do Bartoża i proponuje mu macha. Bartoż nie wie, jak należy nasypać tabakę na dłoń, żeby efektywnie wciągnąć. Chłopak ujmuje jego dłoń swoją dłonią i przed dobrą chwilę układa ją właściwie. Posypuje tabakę. Bartoż wciąga.

Chłopak: I co, czujesz miętę?

Bartoż: Czuję miętę…