Archives for posts with tag: Berlin

– Trzeba im przyznać, że menu dali całkiem, całkiem i to z wyraźną nutą kuchni niemiecko-austriackiej.

– Dobrze, że grali dziś Mahlera, a nie Szostakowicza. Tak to by była tylko wódka i kawior…

– A gdyby grali Chopina? Może coś takiego, co kiedyś widziałem w gazecie – była to bardzo wyrafinowana potrawa z jakiejś snobistycznej restauracji (Tamka?), ponoć inspirowana preferencjami Chopina. Coś tam polanego musem z zielonych szparagów, co wyglądało jak odkrztuszona spieniona gruźlicza flegma.

 

 

– Bo wiesz, La Valse Ravela ma program literacki. To pary, które tańczą walca i co rusz nikną we mgle…

– To nie jest program literacki, tylko wynurzenia afektowanego nastolatka, który się za dużo masturbuje, głównie własną rzekomą zajebistością.

– No, to dokładnie sedno kultury francuskiej!

 

 

[Rabbio przyjrzał się trochę jednej z naszych wyjazdowych zdobyczy. No jasne,  Nolle nie śpi…]

 

Umiłowań tańca

– Popatrz, ile ma kluczy! Jeden do piwnicy…

– Drugi do klatki…

– Trzeci do obroży!

– Nie, to nie jest Niemiec, tylko Grek. To są klucze do skrzynek, z których odbiera renty i emerytury nieżyjących pokoleń babć i cioć.

– No, cioć to tu z pewnością nie brakuje.

 

 

– Nie wiem, co naszło dzisiaj tego motorniczego, ale nie dał ludziom spokojnie wsiąść do metra. Nie trwało to długo, w środku było miejsce, a ten „Bitte zurückbleiben. Bleiben sie zurück! ZURÜCKBLEIBEN, BITTE!”. Więc powiedziałem głośno „Jawohl, Herr Obergruppenführer”. I nikogo to o dziwo nie zszokowało.

– Tu nawet jakbyś zrobił to ubrany w pasiastą piżamę z różowym szalikiem, toby nikt nie zauważył.

– Berlin ma różne gwiazdy na placach.

– Gwiazdy Dawida czy gwiazdy stars?

– Róża Luksemburg to gwiazda Dawida.

– A gwiazda stars to Marlene Dietrich.

– Ładny. Gdzie go poznałeś?

– Na manifestacji KOD-u.

– No tak, sobie pedały zrobiły ruchomą pikietę!

– To te jedyne momenty, kiedy w Warszawie jest prawie jak w Berlinie.

– W jakim sensie?

– W takim, że zasięg Grindra kończy ci się na 200 metrach, bo w ich obrębie wyświetla ci już maksymalną liczbę użytkowników do wyświetlenia.

– Co to za topos tryskającego cycka? Na tych obrazach co druga karmi jakieś dziecko.

– Co, potrzebny jest jakiś pretekst, żeby pokazać cycek. I na tym polega ten topos.

– Patrz, walkman Sony. Jako eksponat. Muzealny. Wiesz, co to oznacza.

– Nie, to wcale tego nie oznacza.

– Oznacza, oznacza.

 

IMG_3477

IMG_2951

– I trzeba wsiąść w pociąg na Südkreuz.

– Südkreuz? To nie brzmi jak nazwa dworca, tylko jak odznaczenie za służbę w Afrika-Korps!

– Wiesz, jest taka nowa sympatyczna knajpka wietnamska…

– Tak? A gdzie?

– Na Alexanderplatz.

– Aaa, na Alexanderplatz, światowe życie. Nie dla psa kiełbasa. Z psa.

– Co robiłeś w Berlinie? Opowiadaj!

– Nic nie robiłem. Spałem, czytałem, dwa razy gdzieś wyszedłem.

– Dramat.

– No właśnie brak dramatu. Dopiero gdyby opisać to czego nie robiłem, toby brzmialo dramatycznie.

– Ale z ciebie non-drama queen!