Archives for posts with tag: Bieszczady

Rozmowa przy choince

No, co tam słychać na świecie? – A chujnia, że szok. –
Chujnia, że szok, tak uważasz? – Tak właśnie uważam.
Jak tylko mogę, z tą chujnią bez przerwy się zmagam.
I dzień po dniu bezustannie upieprzam się z nią. –

Powiedz mi, co dalej będzie? – A gówno i już. –
Gówno? Czy dobrze rozumiem? – Tak, dobrze rozumiesz.
Ja już od dawna niezmiennie się taplam w tym gównie.
Rzucę karierę i spieprzam w Bieszczady co tchu. –

Co teraz? Co z nami będzie? – A w dupie to mam. –
W dupie to masz, mówisz serio? – Tak, kurwa, serio.
Tak długo w tej dupie siedzę, że wszystko mi jedno.
Brzmi niewesoło, lecz prawda to jest bez dwóch zdań. –

Da się z tym wszystkim coś zrobić? – A posłać w pizdu.  –
Posłać w pizdu, jesteś pewien? – W chuj przekonany. –
Jaki masz dowód, że ten twój plan jest wykonalny? –
Weźże się odpieprz, kobieto, i nie truj mi znów. –

Myślę, że ten nowy rok coś dobrego nam da.
Spójrz, jak się pięknie bawimy w tę noc sylwestrową! –
Słuchaj, naprawdę zaczynasz już wkurwiać mnie zdrowo,
Więc, bez obrazy, dziewczyno, spierdalaj, raz dwa. –

Może chcesz ze mną zatańczyć? – Zdurniałaś, czy co?
Ty wciąż nie widzisz, że nic między nami nie będzie?
Walc dobiegł końca, więc bardzo cię proszę o rękę.
Ale nie twoją, ty moją mi oddaj, i won!

[słowa: Giennadij Smirnow według tekstu Jurija Lewitanskiego do piosenki z filmu „Moskwa nie wierzy łzom”; tłumaczenie: mrówkodzik; oryginał przeróbki tutaj]

A bierzesz namiot?

Nie, bez namiotu jadę.

Będziesz spać pod gołym niebem?

– Tak! W worku na śmieci.

–  Antygona w Bieszczadach. I to na dodatek monodram.

Właśnie! Sama sobie zrobię Antygonę i się zakopię w ziemi!