Archives for posts with tag: ból

– A czego ty tu sobie słuchasz?

– Samo mi się włączyło na jutjubie. Bartoli śpiewa „Lascia ch’io pianga”, tyle że z innym tekstem.

– Bo to ma alternatywne słowa, z innej opery.

– Ach, rozumiem, aria walizkowa.

– Tak. „Lascia la spina”.

– Czyli jakby „porzuć cierń”. Albo kręgosłup.

– No chyba kręgosłup.

– Jak to kręgosłup? Moralny ma porzucić?

– A bo ja wiem. Może spina w cyrku.

– Spina w cyrku? To jak występujący mają tremę przed pokazem?

– Nie, ściana.

– Ściana to jest rozmowa z tobą. Jaka znowu ściana?

– W rzymskim cyrku, na wyścigach. Taka między torami najeżona.

– Coś powątpiewam, żeby w tej arii chodziło o porzucenie najeżonej ściany. Zerknę na tekst… No właśnie. „Lascia la spina, cogli la rosa”.

– Coli!

Cogli, tak.

– Escherichia?

– Tak, bakteryjne zapalenie rdzenia!

– Zauważyłeś, że deadlines od deadliness różni tylko jedna litera?

– To „s” to znak węża!

– To jest ta, nie mogę sobie przypomnieć piosenki…

– No, pomyśl.

– Nie wieeem…

– To czemu leżysz głową w dół i wierzgasz nogami? Masz napad paniki?

– Nie, myślę!

– Co robisz z tą ręką? Masujesz ją czy wycierasz, czy kremujesz?

– Ubolewam.

 

 

– Byłem w Paryżu na „Sinobrodym” według Warlikowskiego. Publika padła na kolana.

– Warszawscy klakierzy nie mogą paść przed Trelińskim na kolana, bo już leżą przed nim krzyżem.

– Kawai czy Fazioli – i tak równo boli.

– Steiway czy Yamaha – i tak jest bardacha.

– Boli mnie głowa.

– Ibuprofen?

– Poproszę.

– Proszę, oto pigułka gwałtu.

– Skoro gwałt już był, to raczej pigułka po.

– Kolka nerkowa? Uj, to nic przyjemnego. Może strasznie boleć, podobno.

– Mówi, że go bolało, ale że głównie to nie mógł się tak jakby wyprostować.

– To dobrze, że aż tak nie cierpiał. Słyszałem, że niektórzy się zwijają z bólu.

– No, może się zwijał i dlatego nie mógł się wyprostować, nie wiem.

 

 

– Słyszałeś to?

– O rany boskie.

– Powiedziałbym, że Pluhar dała czadu, ale czad jest trucizną bezbolesną…

– Katolicki psycholog mówił dziewczynce w szkole, że jak ateista umiera, to strasznie krzyczy, bo go boli, a nie ma przy nim nikogo.

– A to dziwne, bo widziałam wielu wierzących, którzy umierali w potwornym bólu, bez bliskich obok.

– Jak mówiła matka Teresa z Kalkuty, odmawiając swoim chorym środków przeciwbólowych: „Kiedy cierpisz, Chrystus cię całuje”. Tych krzyczących po prostu całuje z języczkiem.

– Jedna położna mówiła mi, że ból porodowy to jest taki ból pierwotny i to trzeba zaakceptować, to trzeba przeżyć, i to jest dobre.

– Czyli najlepiej sobie tym dzieckiem w tę i we w tę…?

 – Pobolewa mnie lewe jądro. Ale to chyba nie rak, bo rak nie boli.

– Ale to żaden problem, można uciąć i zrobić sobie protezę.

– Nie waż mi się tak mówić!

– No tak, to jest niefajne. Ale to nie jest najgorsze, co może cię spotkać.

– Pocieszyłeś mnie.

– Au, boli. Mam tu ranę.

– Jam ran twoich całować niegodzien.

– To nie całuj, tylko sobie oglądaj.

– Wiesz, że ostatnio zaczynam mieć coraz większą frajdę, że komuś zadaję przyjemność.

– Jak się próbuje naraz kiwać i kręcić głową, to wychodzi lemniskata.

– Trafiłem na piosenkę z lat 70., gdzie wokal brzmi jak u małego molestowanego chłopczyka. Odkryłem, o dziwo, że śpiewa to kobieta. Niestety.

– Ty jesteś taki… Do rany przyłóż!

– Fakt, do rany mogę się przyłożyć.

– A co on mi zrobi?

– Dużo rzeczy, najchętniej to, na co nie masz ochoty.

– Niech pomyślę, na co ja mógłbym nie mieć ochoty…

– Nie należy malować się na co dzień, na zwykłe spotkania towarzyskie, bo jak się coś stanie i naprawdę będzie się źle wyglądać, to nikt nie zauważy braku różnicy.

– Typowa alergia: kręci mnie, kręci i płaczę.

– Z czymś mi się to kojarzy.