Archives for posts with tag: BWV 1080

– Jest coś głęboko optymistycznego w tym utworze. A dokładnie w tym, czego w nim nie ma. I to pod wieloma względami. Jest w tym ulga i nadzieja jednocześnie, a te nie tak znowu chętnie chodzą w parze. Jest niedosyt, usprawiedliwienie dla apetytu, ale nie ma głodu. Ten kontrapunkt jest jak szczepionka.

 

 

 

– Masz, zabierz te książki, to jest do odstawienia gdzieś w sypialni, bo przyszły nowe i nie ma miejsca.

– Co tu jest?

Masa i władza, chwilowo nie potrzebuję. Dalej jest to głupie, nędzne, co dostałem z bieda-festiwalu. No i to coś.

– Dlaczego?! To jest taka ładna książeczka!

– E tam. Pierdmistrz pisze o pierdach, nie chcę tego tutaj.

– Ale przecież jest Od Ważyka do Asnyka!

– Prawie. To jest Od Rimbauda do Eluarda.

– Ale Ważyk napisał.

– No, nie da się ukryć.

 

 

– Co tak wąchasz? Śmierdzi coś?

– Z dupy śmierdzi, jak ktoś pierdzi.

– Znakomita recenzja tej jego nowej książki.

– E tam, on jest bardziej kunsztowny.

– Ale! Zobacz, jest 4+4, rymuje się, co byś jeszcze chciał?

– Żeby nie śmierdziało.