Archives for posts with tag: Café „Po Schodkach”

– Masz gumkę?

Recepturkę?

Małymi kroczkami…

…to piekło jest wybrukowane!

Poszły się pierdolić.

Znaczy, mają się ku sobie.

Umrzeć tutaj to nawet gorzej niż tu zasnąć.

W Café „Po Schodkach”:

Ktoś do chłopaka: Parlez-vous français? Polonais?

Chłopak: Nie, ja nie palę.

Mein cheies gejt mir ojs

Ich fil ich halt nit ojs

Mein hartz tut wej gor on a schir

Er is mir hejs un kalt

Un ich wer groj un alt

Un wejst ir menschn wos es kwejlt mir

Di libe brent a schrek

Ich fil ich starb awek

Noch mein Joslen

Mein darling, mein dear

A kocher a szejner

Mir zol zajn far seine bejner,

Josl, ich krapir noch dir!

– Uczyń naczynie!

Słuchaj, to całe Liège to jest po prostu ciemna dupa.

Ja myślałem, że anus mundi to były Auschwitz, Dachau…

Nie, no, zaraz, w sumie anus mundi to Przemyśl jest.

Mrówkodzik rozmawia ze znajomym Włochiszpanem o jakimś bardzo atrakcyjnym kolesiu i poznawaniu go głębiej.

Włochiszpan (w uniesieniu): … Y así podrás explorar sus raíces…!

Mrówkodzik (z powątpiewaniem): Ya, sus raíces nerviosas!

————————————————————————-

(I tak będziesz mógł poznać jego korzenie – Chyba korzonki nerwowe!)

– Ej, weź, puść coś normalnego.

Ci, co używają takich słów, to lubią dawać pedałom w mordę.

Często bywasz w tej świątyni rozpusty?

Świątyni rozpusty? Rozpusta jest w głowie, cała reszta to tylko okoliczności.

Ty tak nie zapisuj, bo zgubisz i nie zapamiętasz.

– Noc jeszcze młoda…

– Lecz ja jestem stary.

 

–  O, a co ty masz pod nosem?

Zovirax. A co myślałeś?

–  Że to taka maść mentolowa, jaką sobie smarują pod nosem anatomopatolodzy przed wejściem do prosektorium.

Byliśmy w palarni.

I jak było?

–  Marnie. Byliśmy tylko my i jakichś dwóch nieciekawych kolesi.

Aaa, to pewnie razem mieliście ze 300 lat?

Widziałem taki ambitny film porno pt. „Alicja w krainie czarów” – tańczyli tam, śpiewali i tak dalej.

O, ale powiedziałbyś, że to było dobre?

Jako porno – nie, ale etycznie – tak.

Etycznie?!

– Tfu, estetycznie.

– Idziemy gdzieś?

– Nie wiem. Czuję się dziś jakiś taki stary, brzydki i nieatrakcyjny…

– Aaa, to Café „Po Schodkach”.

Rozmawiam z jakimś znajomym na żywo, twarzą w twarz, okiem w oko. Porusza nieco, ale tylko troszkę, poważniejszy temat, na co rozmówca z niewzruszoną miną stwierdza:

– To nie jest rozmowa na telefon.

– Podobasz mi się bardzo, owszem, ale kupię sobie ładniejszego.