Archives for posts with tag: Camus

– On jest trochę nudny. Nic tylko by chciał na Mojżesza.

– Na Mojżesza?

– Na Abrahama?

– W sensie misjonarza.

– No. Po bożemu.

– Czyli jak? Od przodu?

– Od przodu, od tyłu, wszystko jedno.

– Ja czasem myślę, że jesteśmy za grzeczni. Nie rozpychamy się łokciami, i mamy placek. A raczej tego placka nie mamy, tylko patrzymy przez szybkę, a zza otwartych na pozór drzwi dolatuje jedynie zapach.

– Zapach placka! Jak ładnie.

– Nie mówiłem, czy to cukiernia czy obora.

– Świadomość przychodzi dopiero w trakcie konsumpcji. To znaczy jedzenia – lub bycia zjadanym. Ze wszystkimi tego następstwami gastroenterologicznymi.

– I wracamy do placka.

– Z placka powstało, w placek się obróci.

– Placek, nawet obrócony, jest plackiem. Placek to nie medal. On ma z obu stron jedną stronę.

– Tamten fajny.

– A nie wiem, nie przyjrzałem się.

– Ja też nie widziałem awersu.

– Bywają takie znajomości, że widzi się głównie rewers.

– Bywają i takie.

– Nie jestem ich wielkim fanem.

– Ja też nie. One są takie… Jednostronne.

– Przypomina mi to definicję słowa „rzecz”, o której pani Hołówka, jak byłam na 1. roku, opowiadała – rzecz to coś, co ma drugą stronę.

– Czyli „ale” jest rzeczą. Mówi się „ale z drugiej strony”.

–  Tak. Ale i medale.