Archives for posts with tag: cena

– Zawsze mi się myli po hiszpańsku barato i borracho.

– A co to znaczy?

– Odpowiednio „tani” i „pijany”.

– W sumie nie mówiłbym tu o pomyłce…

 

 

–  Stwierdziła dowcipnie, że ma kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem.

– Chyba z pisaniem ze zrozumieniem.

 

—————————————————

* Stan konta oka to 6800 zł za 16 miesięcy ciężkiej pracy.

– Lublin Story. Miasto dobrego street artu i najgorszej reklamy, gdzie teatralnemu show dla dzieci towarzyszy gwarantowana erekcja za 19zł.

– Dzisiaj dzieci tak szybko dorastają…

 

 

„Polityka” w kiosku – 6,90zł

Dojście do 32 strony – jakieś 15 min

Najważniejszy lewicowy tygodnik stawiający (zagraniczny skądinąd) tytuł szlachecki przed nazwiskiem osoby, z którą robi wywiad*, i podniecający się jej dożywotnim członkostwem w Izbie Lordów – bezcenny

 

—————————————————

* A wywiad, swoją drogą, znakomity [„Polityka” 26(3065)]. Trochę szkoda, że Jacek Żakowski nie zwraca się w nim do Roberta Skidelsky’ego per Wasza Lordowska Mość, ale trudno.

 

 

 

To był zawsze jeden z moich ulubionych kolorów. Pod koniec lat 80. trafił do kredek.

– Lata 80. były wszak zapowiedzią dramatu lat 90. …

– Wtedy pojawiło się jeszcze więcej kolorów kredek w drewnianych oprawkach.

– Ja też lubię tę barwę. Ale nasz gust jest cokolwiek niszowy

– Kolor kaki.

– Swoją drogą to dlaczego w PRL-u kredki były takie brzydkie? Przecież to nie była kwestia ceny pigmentów, to nie XVI wiek, żeby za karmin czy indygo płacić fortunę.

– To nie kwestia pigmentów. Po prostu kredki musiały być koloru świata, żeby nie prowokować dzieci do czucia i myślenia. Świat był bury, to i kredki bure.

 

 

– Mam często wrażenie, że ten poeta nienawidzi poezji. Bo nienawidzi formy. A to ona zasadniczo odróżnia poezję od prozy, eseistyki, lub – jak w tym przypadku – doraźnej publicystyki.

– Ja czasem myślę, że dobrze że niektórzy poeci umarli i nie mieli okazji doświadczyć swojego upadku i pisania złych wierszy zaangażowanych bądź odgrzewania kotletów. Wydaje mi się, że nawet gdyby Barańczak napisał taki wiersz, to przynajmniej miałby on formę i to by ten wiersz ratowało, i mój stosunek do Barańczaka. Ostatnio przeczytałem, że proza to graniczny przypadek poezji, bo bez wersyfikacji.

– Przypadek graniczny niech sobie będzie. Ale, ale – kiedy coś jest przeważającą normą, to przestaje być graniczne, nie? Dziś granicznym przypadkiem poezji jest poezja. Mam wrażenie, że niektórzy wiekowi poeci są jak szczeniaki, które nigdy nie wyrosły ze swojej, psiamać, „awangardy”. Po raz kolejny mam wrażenie, że awangarda to dla niektórych inne określenie lenistwa. I  tkanina na nowe szaty cesarza, najtańsza z tanich.

– No, ja też mógłbym napisać felieton, podzielić go na wersy i ogłosić się nowym pretendentem do nobla. I byłbym niedoceniany, tak jak on. Ale przeceniany to już nie.

 – Najwyżej przeceniony.

 

– Może moglibyśmy skorzystać jakoś z naszych wad?

– Jakich?

– Wzroku, słuchu. Ty jesteś półślepy, a ja półgłuchy.

– No tak, to razem bylibyśmy jednym niepełnosprawnym, który miałby bilet za darmo, a drugi byłby sprawny…

– Więc wchodziłby za pół ceny jako opiekun!

– A którą stronę masz gorszą?

– Lewą.

– Ja też lewą. To jak byśmy stali do siebie?

– Boko-tyłem. Ja do twojego prawego oka swoim prawym uchem. A chodzilibyśmy bokiem, jak krab, żeby żadnego z nas nie dyskryminować.

 

 

– Wiesz, że na Allegro widziałem krzyż wykonany z drewna z brzozy smoleńskiej?

– O, a za ile? Pewnie niezły biznes można na tym zrobić.

– Za trzydzieści złotych…

– Taniocha!

– …Na starcie.

– Chyba raczej na lądowanie!

– Jak delikatnie przekazać swojemu facetowi, że się z nim zrywa w walentynki? Powiedzieć: „Ej, w klubie nieopodal jest walentynkowe party dla singli, idziemy?”. Idziemy?

– Oni za wstęp chcą 20 złotych.

– Powaliło ich. Do tej tancbudy? Niedoczekanie.

– A nie, w piątek wjazd – w j a z d – jest za 5 złotych, a w sobotę za 10. Ale my nie będziemy wjeżdżać, to wejdziemy za darmo?

Dwie solidne bramy z osobnymi domofonami, żeby dostać się na podwórze – ładnych parę tysięcy złotych.

Odbitka w całodobowym czynnym przez 7 dni w tygodniu punkcie ksero w podwórzu – już od 6 gr.

Automat otwierający każdemu, kto zadzwoni do rzeczonego punktu xero – bezcenny.

Ciasto francuskie, warzywa, sery i zioła – po cenach z supermarketu.

Prąd w piekarniku – według taryfikatora.

Paszteciki w kształcie wiatraczków, które po upieczeniu wyglądają jak swastyki – bezcenne.

– Ty byś się puścił za czekoladki!… Z kimś brzydkim i starym. Byleby ci dał neuhausy.

– No, oczywiście! Albo dwadzieścia złotych.

– Less more, more less.

– To chyba kiepska dzielnica.

– Najgorsza! Wiesz, jakie tam są tanie mieszkania?!

 

– Tu jest taki checkout button, który ja nie wiem, co to jest. Nie testowałem tych opcji.

*

– To jest bańka

– To jest bańka. A po czym poznać, że ta bańka będzie pękać?

*

– Jak kupił, to za chwilę sprzedał, żeby wróciła cena.

– W dobrych cenach mają tu te wina, a to denominazione di origine controllata.

– E garantita!

Disprezzata!

Sola, perduta, abbandonata!

Casta diva!

Cara sposa!

– No ale chyba skończy się na tym Ryanie, bo jednak są połowę tańsi …kurwa! Ja tak lubię sobie latać, tak jakby to nadal był przywilej … Tanie linie, jasna cholera! Świat się kończy! Rozdarte bachory, ciasne, brzydkie lotniska, fuuuj.

– Ślicznie się złościsz! Zrobiłeś takiego knura*, tylko o lataniu, nie brudzie w mieszkaniu.

– Tanie linie, cały Białystok będzie leciał, cała ta pseudoszlachta zaściankowa, z ambicjami i pretensjami do całego świata, do Brukseli, okropne; te kłótliwe baby, wypindżone laski z niewychowanymi bachorami, które będą darły gumiory, bo chcą soczek, a mama im nie kupi, bo to 4 euro kosztuje; nigdzie nie lecę.

– Ej, bez defetyzmu mi tu.

– Nie dają małpek, ani niczego, nawet suchej buły jak w Locie albo w Lufthansie (nie sądziłem, ze kiedykolwiek mi będzie tego brakowało). Ubiorę się w kaftan … tak dla bezpieczeństwa, zatkam uszy, zawiążę oczy, a ty będziesz moim przewodnikiem. No i jakoś to zniosę. Chodzi mi o to, żeby przybrać taką przetrwalnikową formę…

————————————————————————–

* To i tytuł postu: por. hasło knur w słowniczku.

Magda wychowywała się razem z moją córcią Olą .Gdy moja Ola bawiła się lalkami Magda resorkami! Moja rysowała słoneczka i lale to Magda ludzi na szubienicy lub z urwaną głową lub zamazaną złą twarzą. Kiedy Magda dostała od nas lalkę na urodziny to w pięć minut urwała jej głowę itpitp. Zaczęli szukać przyczyny jej zachowania. Psycholodzy zrzucali to na rodziców Magdy że żyją w separacji itp i tak Magda ciągle zbuntowana żyła przez tyle lat aż nie tak dawno ZMIENIŁA OPERACYJNIE PŁEĆ! Myślę że dopiero teraz zacznie jej sie nowe lepsze życie!

[komentarz na fb pod wpisem A. Grodzkiej]

*

[…] to może na posiedzeniu zespołu [sejmowego] przy szklaneczce soku ananasowego się dogadają

[Robert Biedroń w tvn24]

*

Jakkolwiek pani Małgorzata jest niewątpliwą ozdobą sceny, wspaniale zgrabną, piękna kobietą, tak ciężar roli pozostaje nieudźwignięty. Głos jej niknie w lewej kulisie, a w scenie z futerkiem-w wysokim kołnierzu. Lewa kulisa w ogóle pochłania głos. Widz umiejscowiony w skrajnym rogu widowni nie jest w stanie wyłowić wszystkich słów kwestii, mimo dobrej dykcji aktorki i natężania uszu.

[ktoś o roli Małgorzaty Foremniak, tutaj]

*

Wolność jest jak atrakcyjna, długonoga, cycata laska. Przy niej głupiejemy.

[Kuba Wojewódzki, Newsweek 47/2012]

*

Wcale nie chcemy podnosić tych cen…

[ztm tutaj]

*

Ballantine’s 21 YO szczyci się doskonałymi referencjami. Tajemnicą jej zachwycającej złożoności jest skrząca się czerwienią i złotem barwa, kwiatowy zapach i smak aromatycznych przypraw.

[ballantines.pl]

– Nie kupię dilda, bo obiecałam sobie, że do pięćdziesiątki nie będę płacić za seks!