Archives for posts with tag: chłopiec

 

Dolina, dolina, kamenný chodníček,
kde je naša verná láska, švarný šuhajíček?

Šuhajova láska, a moja sloboda,
naše verné milovanie ako v koši voda.

[tekst ludowy]

*

Dolina, dolina, dróżka z kamykami;
gdzie jest nasza wierna miłość, piękny ukochany?

Kiedy on mnie kocha, znaczy: jestem wolna;
A uczucie nasze wierne – to jak w koszu woda.

[tłum. mrówkodzik]

– Rozmawialiśmy właśnie o tobie.

– A w jakim kontekście?

– No jak to, młodych chłopców!

– To znaczy tych, do których ja należę, czy tych, którzy do mnie należą?

– Kto to dzwonił do drzwi?

– A co, obudził cię?

– W sumie nie spałem, czytałem.

– A, to dobrze. Jakiś chłopak.

– Czego chciał?

– Nie aż tak interesujący, żebym chciał z nim dłużej gadać.

– Aha. A jak wyglądał?

– Chciał mnie o coś tam pytać, ankieta jakaś.

– I powiedziałeś, że nie masz czasu.

– Tak. Że nie jestem zainteresowany.

– I co?

– A co miało być… Okej: i wtedy on odwrócił się, i odszedł. A gdy tak stąpał, oddalając się w blasku zachodzącego słońca, krzyknąłem za nim cichuteńko: „Kocham cię…!”.

 

 

-…I opowiadał mi o takim chłopaku, który wszedł w relację z jakimś profesorem bardziej taką mentor-uczeń, o ile dobrze pamiętam. Profesor umarł i zostawił testament, na którego odczytanie została zaproszona miejscowa profesura oraz rzeczony młodzieniec. I wyobraź sobie, że wszystko – w tym liczącą dziesięć tysięcy tomów bibliotekę – otrzymał chłopak, a jaśnie panowie profesorowie obeszli się smakiem. Skubaniec kazał ich zaprosić tylko po to, żeby się dowiedzieli, że nic nie dostaną!

– Miał poczucie humoru.

– A kto po nas odziedziczy nasze bezcenne zbiory, jak umrzemy leciwie?

– No nie wiem.

– Myślisz, że znajdziemy sobie chłopca na starość?

– A na co mi chłopiec na starość! Bardziej by się przydał profesor na młodość.

– Wiesz co, my to jesteśmy chyba w idealnym wieku.

– Trzydziestka to doskonały wiek, prawda. A czemu ci to teraz przyszło do głowy?

– Bo patrzę na ludzi dookoła i myślę, że to fajnie mieć znajomych i dwudziestoletnich, i dwadzieścia lat starszych.

– Jedni i drudzy mają coś do zaoferowania.

– I to nie zawsze to, czego się po jednych czy drugich spodziewamy…

– Można się mile zaskoczyć w obie strony.

– Mam nadzieję, że za dwadzieścia lat też tak będziemy mieć.

– To znaczy, wtedy, czterdziesto- i siedemdziesięcioletnich znajomych?

– Nie. Nadal dwudziesto- i pięćdziesięcioletnich.

– Oho, wygląda na to, że zaczął się najazd emerytów.

– Nie tylko emerytów, spójrz, tam jest młody chłopak z rodziną.

– Tak, rodziną złożoną z babci, babci, babci i cioci.

 

 

– To jest piosenka o misiu?

– Nie, o ślicznym chłopięciu i gorących całusach.

– A nieprawda, to jest o futrzanym misiu, słuchaj: fur miś!

 

[Znajomy opisuje swoje przebudzenie.]

Ranek w cudzym mieszkaniu po wspólnej nocy. Chłopiec puszcza gramofon, z którego idą dziwne dźwięki, jakby coś się spieszyło.

 Uwielbiam słuchać tego rano – powiada. – To Ariadna na Naksos.

Tak – odpowiadam, zerknąwszy – ale na przyspieszonych obrotach.

– Trafiłem na piosenkę z lat 70., gdzie wokal brzmi jak u małego molestowanego chłopczyka. Odkryłem, o dziwo, że śpiewa to kobieta. Niestety.

– Mam przy sobie ciasto kopiec – mówi Vrublini, ale dla pewności dopytuję, powątpiewając, że przyniósł ze sobą na wernisaż kopiec kreta:

Ciasto kopiec?

– Ciasto kopiec.

– Ciasto kopiec? Kreta?

– Nie, ciasto kopiec – w swoim mniemaniu wyjaśnił, ale  ja nadal słyszę to co przedtem.

– No mówię, że ciasto kopiec.

– Nie ciasto kopiec, tylko ciasny chłopiec – do mojego mózgu dociera kolejna wersja. Dociekam, żeby sprawdzić, czy zrozumiałem:

– Jaki ciasny chłopiec?

– No czarny, czarny ciasny chłopiec. – Zatem pojawiają się jakieś konkrety.

– Czy on powiedział „ciasny chłopiec” czy „ciasto kopiec”? – podejrzliwy wobec własnego słuchu pytam towarzysza z naprzeciwka.

– Tak – odpowiada z przekonaniem.

– Co tak?

– Ciasny kopiec.

– Ale jaki ciasny kopiec?!

– Czarny.

– Czarny ciasny kopiec?

– Nie, czarny ciasny chłopiec.

– Tu, patrzcie, tu mam! – przerywa z rezygnacją Vrublini i macha nam czymś przed nosem: to  czarny c i e n k o p i s, który przez cały czas trzymał w ręce.

– Rany boskie, ty widziałeś tego ślicznego chłopaka? Ale się spojrzał!

– No… Zostałeś jego idolem.

– I jego fanem!

– …Ma taką specjalną beczkę na solankę, żeby przed wędzeniem zanurzyć mięso.

– To rewelacyjna sprawa takie domowe wędliny.

– Ale ty wiesz, ile on tego ostatnio nawędził? Trzydzieści cztery kilo! To jest tyle co… Co… Co dziesięcioletni chłopiec!

 – Zaśpiewałbym sobie jakąś kantatę.

– Ja też.

– Taką kantatę moglibyśmy zrobić.

– Ja bym tym chłopcem mógł być.

– A ja dyrygentem, będę cię bił.

 

[rzeczony chłopiec, którym miałbym być, pojawia się przy 15’55”]

 

Szukałem czegoś do recenzji książki i trafiłem na stronę essentielle.be. Przemyślna maszynka zasugerowała mi w okienku reklamowym następujące potencjalnie interesujące mnie tematy:

essentielle.be/love-sexe/parfum-anus-de-garcon-disponible-au-japon-57799.html

 

Les Belges parmi les plus longs pénis d’Europe • Essentielle.be

 

Florence Foresti parodie Dior! • Essentielle.be

– Aż tak ci się podoba? Dla mnie jest za mało męski jak na dresa, a za ostry jak na chłopca. Nie moje decorum.

– Jest idealny. Doskonały. Dochodziłbym z nim czternaście razy. Dwa razy po prostu, a pozostałych dwanaście widząc, jak bardzo tego nie chce.

– I stoi w tym metrze taki chudy, biedny, blady, w tych okularach większych niż twarz, optycznych, i w koszulince, w kratkę, zestresowany taki, i widać, że to jedna wielka nieśmiałość, niepewność, zagubienie, i nic tylko go wziąć na ręce, na rękach nosić. Płacząc.

Wchodzisz i mijasz jakieś rzeźby greckie, jacyś starożytni atleci i inne piękne męskie. Przy jednej stoi dwóch młodzieńców, pięknych jak ta figura. Jakieś 18 lat pewnie mają. Ubrani w jakiś garniturek bardzo granatowy, bardzo eleganccy, pewnie z jakiejś cholernie drogiej szkoły. Jeden rudy i piegowaty, taki jak lubisz, śliczny. Drugi jakiś Pakistańczyk chyba, śliczny jak w Mojej pięknej pralni (albo jeszcze ładniejszy). Stoją, oglądają, przyglądają się każdemu szczegółowi anatomii tej rzeźby, chodzą dokoła, znowu oglądają, komentują, na koniec łapią się za rączki i idą dalej.

[znajomy o wizycie w British Museum]

 – Nie pokażę ci chłopaka, który chce się ze mną spotkać.

– Pokaż.

– Nie.

– No pokaż.

– Ale ja nie wiem, czy ja się z nim spotkam.

– Pokaż.

*

– Ale on ma trzynaście lat!

– Osiemnaście…

– Ale wygląda na trzynaście lat!

– Mam kryzys wieku średniego! Mam kryzys! Wieku średniego!

*

– On pisze dobrą polszczyzną. Ma maturę. Albo będzie miał.

– Niech najpierw skończy gimnazjum.

– Spierdalaj.

– Nie zapomnij mu potem podciąć żył i wypić tej życiodajnej krwi.


 

Ja miałem ostatnio jedenastoletnią dziewczynę. Tzn. jedenaście lat ode mnie młodszą.

Nie martw się, ja powiedziałem coś kiedyś głośno o moim ośmioletnim chłopaku. Tzn. takim, z którym byłem przez prawie osiem lat.

– Podejrzewam, że od popadnięcia w pedofilię uchroni cię twój nieznośny nawyk rozmawiania.