Archives for posts with tag: Chopin

– Drugi akt „Damy kameliowej” za nami, teraz przerwa i jeszcze jeden. Pierwszy był trochę nudny, ale drugi bardzo fajny. Mam nadzieję, że w trzecim akcie będą umierać w podskokach.

– Jedynym problemem jest brak czasu na ćwiczenie. Przez co nie ćwiczę. I coraz gorzej gram ten program.

– Nie wgrał ci się jeszcze? To coś trudniejszego? Pokaż ten program. O boże. Trzy kobyły plus walc i dwa rozbudowane nokturny, nieźle.

– Wiem, mogłem wziąć łatwiej, a trochę wjechało mi na ambicję… A doba ma 23 godziny, bo srać trzeba, i przed tym nie uciekniesz.

– Trzeba im przyznać, że menu dali całkiem, całkiem i to z wyraźną nutą kuchni niemiecko-austriackiej.

– Dobrze, że grali dziś Mahlera, a nie Szostakowicza. Tak to by była tylko wódka i kawior…

– A gdyby grali Chopina? Może coś takiego, co kiedyś widziałem w gazecie – była to bardzo wyrafinowana potrawa z jakiejś snobistycznej restauracji (Tamka?), ponoć inspirowana preferencjami Chopina. Coś tam polanego musem z zielonych szparagów, co wyglądało jak odkrztuszona spieniona gruźlicza flegma.

 

 

– I jak Ci się to widzi?

– E tam, on kombinuje jak koń pod górę.

– Po błocie?

– Tak, Pobłockiej.

– Czy Ługanskij musi tak masakrować tego biednego Chopina?

– On wie, że jak zagra za dobrze, to Wiediernikow doniesie Putinowi.

– A Zofia Lissa na przykład we wszystkich scherzach Chopina widziała walkę klas.

– Wygląda na to, że pani Lissa nie była zbyt subtelna.

– Bo za subtelność nie było punktów, a za pochodzenie – tak.

Zdyszane, obsesyjne solilokwia głównego bohatera mają za swój powidok równie niecierpliwe pragnienie samego Pereca, wyrażającego tu niejako zza każdego ze zdań chęć wkroczenia w świat literatury.

[Piotr Sadzik, źródło]

*
Akcja skupia się na trzech kumplach z San Francisco (Frankie J. Alvarez, Murray Bartlett, Jonathan Groff). Korzystają oni z czasem zabawnej, a czasem przytłaczającej rzeczywistości, która związana jest z postrzeganiem dzisiejszej generacji gejów.

[źródło]
*
W piątek 20 marca 2015 r. w ramach XXI Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Łódzkiej wraz z Barbarą Wysocką wykonała dwa Chopinowskie koncerty fortepianowe bez fortepianu. […] to spektakl, który zbliża nas do odpowiedzi na postawione przez dyrektora artystycznego Festiwalu Ewę Pilawską pytania o kondycję artysty. […] Na scenie Barbara Wysocka staje się przewodnikiem po utworze kompozytora, kontestując utrwalony wizerunek artysty. Ten gest nie jest jednak wymierzony w Chopina, ale w imię Chopina i jego dzieła.
[…] Jak podkreślił reżyser [Michał Zadara], Chopin został zmitologizowany, wpisany w narodową narrację, przez co na dalszy plan zeszła jego muzyka. Zamiast słuchać utworów, chcielibyśmy wychwytywać kontekst polskości. Mówiąc o Chopinie zapominamy o człowieku – cierpiącym, poszukującym. Pamiętamy za to o dworku w Żelazowej Woli, polskiej wsi, brzozach i wierzbach.

[źródło]

*
Kiedy wydawało się, że Anderszewski dotyka najsubtelniejszych kwestii metafizycznych, kiedy czas i przestrzeń na chwile zapomniały o swej aprioryczności, rozległy się… wybuchy. Donośne, mocno rezonujące w wyczulonej akustyce Filharmonii Narodowej. Choć wiedzieliśmy, że to tylko „Światełko do nieba”, mało wyrafinowany symbol ogólnopolskiej dobroczynności, w tak wysublimowanym kontekście Sarabandy, a potem równie cichego Double, warszawskie fajerwerki z Placu Defilad stały się pełnoprawnym elementem tego niezwykłego doświadczenia estetycznego.

[Karolina Kolinek-Siechowicz, źródło]

*
The three terms are separated by three vacations (Christmas, Easter and Long Vacation) during which undergraduate teaching is suspended. The Long Vacation is also known as the Research Period.

[Strona Cambridge University, źródło]
*
Urodzona w 1939 roku Cynthia Powell poznała Lennona, kiedy studiował na Uniwersytecie Artystycznym w Liverpoolu. Było to pod koniec lat 50. Była pilną uczennicą i „porządną młodą kobietą”, pod wieloma względami więc przeciwieństwem muzyka.

[wyborcza.pl, źródło]

*

Wzrost popytu na mięso kozie wiązać należy z dwoma zjawiskami – modą na kulinarne eksperymenty wśród mieszkańców krajów rozwiniętych oraz napływem migrantów z globalnego Południa, szukających smaków swojej tradycyjnej kuchni. […]Z pewnością rarytasem są gałki oczne o konsystencji puddingu […]Przepis na Isi Ewu może budzić u wielu Polaków mieszane uczucia. Podobne impresje mogą mieć Nigeryjczycy

[Błażej Popławski, źródło]

– Barbara Wysocka wykonywała już partię (półwokalną) w Gurre-Lieder, teraz gra Chopina bez fortepianu. Wkrótce pewnie zacznie wystawiać się w galeriach jako obraz i pokazywać w kinach – jako film. Pozostaje mieć nadzieję, że zlepiła sobie pióra w skrzydłach wytrzymałym woskiem.

– Dzień dobry.

– Dzień dobry. Przyłóż mi.

– Mam ci przyłożyć?!

– Rękę do czoła.

– No, ciepłe. Ale nie wiem, czy cieplejsze niż u zagrzebanego w pościeli jamniczka.

– Przeziębiłem się wczoraj, wracając z koncertu.

– Tak, z pewnością. Zapadłeś na gruźlicę i mukowiscydozę. Chociaż ta ostania jest dziedziczna.

– To będę ją hodował, a potem wszystkich zarażę.

– Ale ona nie jest zaraźliwa!

– Moja będzie.

– Julianna Awdiejewa Mozarta zagrała tak, że gdyby była śpiewaczką, tobyśmy powiedzieli, że nie ma koloratur. A Liszta – cóż, tak jak on na to zasługuje. W preludiach Chopina chciała chyba uzyskać brzmienie fortepianu historycznego dla ubogich gustem, bo jak wcisnęła lewy pedał, to odpuścić nie mogła. Chyba że się jej noga zaklinowała, w takim razie powinna rozważyć konsultację ortopedyczną. Niestety, jak się gra ciągle una corda zamiast tre corde, to może zostać tylko 1/3 muzyki…

 

– Jezu, jak ona śpiewa. Jak babcia przy kominku.

– To jej standardowe brzmienie przecież.

– Baje smętnie babcia, baje, gdy Alagni już nie staje*.

 

—————————————————

* Przest. „nie staje kogo, czego” – „brak kogo, czego”.

 – A tytuł od tej, co sobie „wianeczek zmaczała”?

Piosnka litewska. „Prawda, matusiu, prawdę wyznać wolę…”

– Nie podśpiewuj tego, nie rób mi ohrwurma, bo znowu będę w rosole.

– Jak to?

– Nie pamiętasz, jak spacerowaliśmy po parku tworkowskim i pruszkowskim, to nie mogłem przestać tego podśpiewywać? Przez kilka godzin. „Prawda, matusiu, prawdę wyznać wolę, jestem zmaczana jak kluski w rosole” i tak na pięćset różnych sposobów.

– A jak się nazywa ta pieśń, zaczynająca się od słów „Z gór, gdzie dźwigali”?

– Nigdy nie pamiętam, sprawdzę. Melodia.

Melodia? Melodia?! Co to za tytuł! Nie do zapamiętania.To może od razu Muzyczka!

Granko!

Granko śpiewanko. A „a ja pierścień dałem jaki ma tytuł?

– „Pierścień” to chyba Pierścień.

– Tak, Pierścień. A co to jest Hulanka?

– „Szynkareczko”.

– A, no jasne. „Szafareczko”. A to co ma być – Nie ma, czego trzeba?

– „Mgła mi do oczu zawiewa z łona”.

– To się trzeba umyć!

– Popatrz na nią. Jak myślisz, „gdzie lubi”?

– Trzeba emerytce powiedzieć, gdzie ona powinna lubić: na widowni albo przed telewizorem.

– Opowiedz mi bajkę na dobranoc.

– Nie umiem opowiadać bajek.

– Oj, umiesz, umiesz. Zobacz, zacznij od „Był sobie kiedyś…”

– Był sobie kiedyś chłopiec o imieniu Patryk. Miał dziewięć lat. Rodzice poświęcali mu bardzo mało czasu, więc był niewychowanym bachorem. Nie lubiły go inne dzieci. To znaczy dzieci w szkole i dzieci na podwórku. Żadne dzieci go nie lubiły. A dziadkowie… Dziadkowie nie chcieli z nim zostawać. Nie lubiła go też matka innego ucznia, bo była zazdrosna o jego osiągnięcia szkolne. Wiedziała, że Patryk ma trudności z przełykaniem, i dała mu landrynka.

– I co wtedy było?

– Patryk się zakrztusił, udusił i… Wszyscy żyli długo i szczęśliwie!

 

 

Harmonia początku tego duetu kojarzy mi się silnie z ostinatem z Berceuse Chopina (stąd wybór wykonania w podobnie wolnym tempie):

 

 

 

Rozpoczął „Partitą e-moll” BMV 830. Toccatę grał w sposób nieznośnie afektowany, udziwniając ją tam, gdzie potrzebna jest tylko prostota i umiar. Dziwaczny manieryzm mógł podnieść ciśnienie, na szczęście potem była już tylko nuda i pustka. Nawet wieńczący całość fantastyczny Gigue zabrzmiał bezbarwnie. Podobnie jak „Koncert włoski” BMV 971. Bach i Chopin na jednym recitalu? – momentami może się okazać, że pianiści wymagają od siebie i słuchaczy zbyt wiele…

[Marta Nadzieja, w dwutygodniku.com]

*

Zdaję sobie w sposób dotkliwy sprawę z tego,  że pisząc te słowa jako japonista mogę brzmieć nieszczerze i stronniczo. Japonistyka pozostaje w człowieku jak harcerstwo: japonistą jest się do końca życia i nie sposób tego zmienić.

[Arkadiusz Jabłoński, japonista, tutaj]

*

Jestem twoim zboczonym wujkiem i chcę ci pokazać swojego ptaka.

[dziesięciolatek do 15-letniej siostry w filmie Piękność w opałach, reż.  Jan Hřebejk]

*

Chopin mówił, że najważniejsza jest prostota i naturalność. On to miał. A u innych tej naturalności zabrakło. Były za to udziwnienia, a niekiedy brak wiedzy muzycznej. Nuty mniej ważne były eksponowane, a najważniejsze lekceważone – tłumaczyła Kozubek. – Mam nadzieję, że będą nowe pokolenia pianistów, którzy zadbają o oczyszczenie Chopina – dodała.

[źródło]

*

[Quentin Crisp] w tym okresie znany był z paradowania wieczorami po ulicach w swoich wyzywających ubiorach, często podrywając młodych amerykańskich żołnierzy. Było to początkiem jego zachwytu amerykańskim stylem życia.

[wikipedia]

*

Nie tylko znam założenia; znam szczEgóły tych projektów.

[z akcentem na trzecią od końca, Andrzej Seremet]

Moja odpowiedź na trawestację pewnego wierszyka Witwickiego, sprzed około roku [z komentarzy wygrzebana, z uwagi na sezon ogórkowy i  niedomiar zdarzeń słownych.]

 

Menda lubi w pachwinie,
Weszka na łepetynie,
Glista ludzka w jelitku,
Lecz liszajec, liszajec!

Z uciechą na lewej nóżce
Lubi i na prawej nóżce,
Lubi gdzie i niewidoczny,
I gdzie bardzo jest widoczny

Gdziekolwiek on wykwitnie,
Uroda nie zakwitnie,
Gdziekolwiek on wykwitnie
Uroda nie zakwitnie.

Poleca się podśpiewywanie do melodii autorstwa F. F. Chopina.

Chyba kończyła się zima. Piliśmy wino i słuchali muzyki, potem podśpiewywaliśmy sobie Chopina, Purcella, Dowlanda. W końcu wylądowaliśmy w klubie. Przechadzka po rozległych ciemnicach, ciszej tam, chłodniej, mniej duszno. Gadaliśmy, patrzyli; widać niewiele. Gdy krążyliśmy po korytarzykach, pogwizdywał – czysto i przenikliwie, choć cicho – Schuberta.

Śliczny chłopiec


Wzniosły, smukły i młody,

O! nie lada urody,

Slicznyż chłopiec — czego chcieć?

Czarny wąsik! biała płeć!

[…]

Stuknie oto po sieni,

Wnet się raczek czerwieni,

Slicznyż chłopiec — czego chcieć?

Czarny wąsik! biała płeć!

A gdy pląsamy pod ręce,

To się ledwie nie skręcę;

Slicznyż chłopiec— czego chcieć

Czarny wąsik! biała płeć!

[…]

Krąży słówko dowcipne,

Żem żywica, bo lipnę;

Slicznyż chłopiec — czego chcieć?

Czarny wąsik! biała płeć!

[sł. Józef Bohdan Zaleski]