Archives for posts with tag: chorał

 

Der, welcher wandert diese Strasse voll Beschwerden,
Wird rein durch Feuer, Wasser, Luft und Erden;
Wenn er des Todes Schrecken überwinden kann,
Schwingt er sich aus der Erde Himmel an. —
Erleuchtet wird er dann im Stande sein,
Sich den Mysterien der Isis ganz zu weih’n.

[Emanuel Schikaneder]

*

Tego, który przemierza wyboistą ścieżkę,
Oczyszczą ogień, woda, ziemia i powietrze.
I jeśli strach przed śmiercią przezwyciężyć zdoła,
Wzniesie się wprost do nieba z ziemskiego padołu.
A kiedy oświecony nareszcie zostanie,
Odda się wśród misteriów w Izydy władanie.

[tłum. mrówkodzik]

– No i co po tej Idzie? Parę ładnych kadrów i dobrzy aktorzy, o ile akurat słychać, co mówią. I tyle.

– Ładne zdjęcia, to prawda.

– Ale to za mało jak na cały film. I ten morał, że przeczysta nowicjuszka, zakosztowawszy rozkoszy ziemskiego życia, wraca jednak do boga. Maszerując w habicie przez kartoflisko przy akompaniamencie Ich ruf zu dir, Herr Jesu Christ w tempie defiladowym.

– Najwyraźniej ta transkrypcja fortepianowa, chyba Busoniego, to jest aktualnie taki kawałek Bacha, który obowiązkowo musi być w filmie. A najciekawszy wątek, czyli sędzia, ucięty – ex machina. A przecież ona powinna się zaangażować w sprawę restytucji…

– Śmiech śmiechem, ale to jest denne, że ją tak uśmiercili bez wyjaśnień.

– Wygodne. Zamiast prowadzić i konsekwentnie budować postać, zrzuca się to na widza. Żeby on załatwił to za twórcę.

– To bardzo przemyślne. Bo jak się człowieka w coś wciągnie, jak się odbiorca zaangażuje, to wcześniej czy później zacznie mu się podobać. I to wcale nie dzieło, nie; tylko własna aktywność odbiorcy, jego twórcza działalność zamiast działalności twórczej autora.

 

 

Tajny D. miał w Warszawie pied-à-terre wynajmowane w… Katedrze! Nie Świętego Jana, tylko jakiejś innej, również położonej na Starym Mieście, nieistniejącej w rzeczywistości, o bardzo dziwnej architekturze, jakby była pozlepiana z wielu różnych kościołów mniej więcej gotyckich, ale ładnej.

Do tego wysokiego jednopokojowego mieszkania z antresolą wchodziło się przez średniowiecznie wyglądające drzwi z kaligraficzną mosiężną tabliczką: „Nie wchodzić. Mieszkanie prywatne”.  Kiedy zapytałem, ile za nie płaci, odparł po anglosasku, że pięćdziesiąt tysięcy rocznie, co po podzieleniu przez dwanaście dało nam tysiąc dwieście.

Bardzo miły lekko zgrzybiały proboszcz tego kościoła serwował wiernym różowe wina (twierdząc z przekonaniem, że inne to rozpusta), z chóru ktoś wesoło śpiewał luterańskie chorały przy fałszywym akompaniamencie ligawy, a w nawie bocznej wyłożonej tandetną sosnową boazerią odprawiano nabożeństwo po grecku. Wyszedł z niego starszy mężczyzna, podszedł do stolika z dewocjonaliami i próbował oprawić jakąś książkę religijną w ramkę zabraną ze świętego obrazka.

Chciałem zagrać na miejscowych organach, ale proboszcz kręcił nosem, aż wreszcie zgodził się, zaznaczając, że musi mi towarzyszyć jakaś kompetentna sopranistka. Z Tajnym D. zaś wstępnie ustaliliśmy, że przejmę to mieszkanko mniej więcej od września.

Kolejka do kasy w kinie. Długa, aż zakręca. Pytam:

– Za czym ta kolejka?

Nieznajoma dziewczyna odpowiada:

– Za Miłością.

– Co to leci?

– Kantata 101.

– Bach, Lohengrin, Salome, Menda w Korycie*, arie koncertowe Mozarta… Ale masz rozrzut… Jak rozrzutnik do gnoju!

——————————————

* Czyli Medea w Koryncie Johannesa Simona Mayra.

A oto rzeczona kantata:

[Polecam zwłaszcza fragment 15’51” z odjechaną modulacją. I w ogóle całą kantatę, bo mamy w niej piękną symetryczną konstrukcję z wyjątkowo dużą reprezentacją chorału:

1. chór z chorałem

2. aria

3. chorałorecytatyw

4. aria z (chorałem instrumentalnym)

5. chorałorecytatyw

6. duet (z cytatem chorałowym)

7. chorał

a szczególnie kręcące są te chorały zmiksowane z recytatywem]

 

Du sollt glauben und nicht wanken,
Daß ein’ Speise sei den Kranken,
Den’n ihr Herz’ von Sünden schwer
Und für Angst ist betrübet sehr.

– Niedawno przyszłem.

– Jacek też tak lubił mówić.

 

 

 

Tempo:

 

Mrówkodzik rozmawia z Taziem, którego kiedyś uczył niemieckiego. Mówi:

[z rozrzewnieniem]

– Bo wiesz, jest taki poruszający chorał Komm, o Tod, du Schlafes Bruder

[i z nagłą irytacją]

– Cholera, żebyś ty się chociaż TROCHĘ uczył tego niemieckiego, tobyś rozumiał, co do ciebie mówię!

No i kolejne odkrycie. Kto jest zainteresowany specyfiką tej kompozycji, niech zerknie na ten abstrakt pewnego artykułu tutaj. W totalnym skrócie: Buxtehude napisał fantazję chorałową w postaci małej stylizowanej partity (cykl tańców dworskich, świeckich, naturalnie) na motywie chorału Auf meinen lieben Gott, a zatem formy jak najbardziej religijnej, w ramach swojego głosu w temacie ars moriendi.

Dotarłem do w sumie trzech możliwych wersji tego chorału, a mowa o Christ lag in Todesbanden:

1) chorału właściwego (którego nigdzie nie mogę znaleźć na sieci),

2) 20-minutowej kantaty na bazie całego psalmu Lutra,

Harnoncourt:

Koopman:

3) krótkiego preludium organowego o charakterze fantazji na temat motywu tego chorału

Podaje tekst trzech pierwszych versus wraz z moim tłumaczeniem jak to określam, tautosylabicznym, czyli odzwierciedlającym – z drobnymi wyjątkami – rytm oryginału, co nadaje mu miejscami chropawe brzmienie po polsku:


Christ lag in Todesbanden

für unsre Sünd gegeben,

Der ist wieder erstanden

und hat uns bracht das Leben;

Des wir sollen fröhlich sein

Gott loben und ihm dankbar sein

Und singen Halelluja. Halelluja!

W okowach śmierci Chrystus

za nasze spoczął grzechy,

By z martwych powstać znowu,

dać życie nam z powrotem;

Z tego trzeba się weselić

chwalić Boga, czynić dzięki

i zaśpiewać: Alleluja. Alleluja!

Den Tod niemand zwingen kunnt’

bei allen Menschenkindern,

das macht’ alles unsre Sünd,

kein Unschuld war zu finden.

Davon kam der Tod so bald

und nahm über uns Gewalt,

hielt uns in seinem Reich gefangen. Halelluja.

Śmierci nie zwyciężył nikt

wśród wszystkich ludzkich dzieci

to przez nasz powszechny grzech,

niewinnych szukać próżno.

Stąd tak rychła przyszła śmierć

i przemocą wzięła nas,

więziła nas w królestwie swoim. Alleluja.

Jesus Christus, Gottes Sohn,

an unser Statt ist kommen

Und hat die Sünde weggetan,

damit dem Tod genommen

all sein Recht und sein’ Gewalt,

da bleibet nichts denn Tod’s Gestalt,

den Stach’l hat er verloren. Halelluja.

Jezus Chrystus, Boży Syn,

na nasze przyszedł miejsce

i wszelkie grzechy przegnał precz,

ażeby zabrać śmierci

cały gwałt i przemoc jej;

dziś został z niej jedynie cień,

swe żądło utraciła. Alleluja.

[słowa Marcin Luter, przeł. mrówk]