Archives for posts with tag: choroba

Dziś pragnę oddać głos niezwykłej lekarce, kompozytorce, piosenkarce, a przede wszystkim – poetce. Ona łączy w sobie i skupia jak soczewka trzy najważniejsze, najbardziej inspirujące mnie tematyki: literaturę, medycynę i muzykę. Najlepiej, jeśli damy przemówić (i zaśpiewać) samej autorce.

MOJE DOŚWIADCZENIE

Lek „X-Y” pacjentowi G. J. zaaplikowałam,
gdy już cienia nadziei na jego wyleczenie nie miałam.

Oporny na leczenie wyprysk hyperkeratotyczny stóp,
Nie opuściłby pacjenta tego z pewnością już po sam grób,

Gdybym nowego preparatu – dwa razy na dzień nie zastosowała,
Postać maści, nie kremu, w tym przypadku leczniczym wybrała.

Pozytywny efekt terapeutyczny był natychmiastowy !
Doprowadził on mnie i pacjenta niemal o zawrót głowy.

Tak szybkie ustępowanie przewlekłych ognisk chorobowych,
Równolegle podana regresja objawów podmiotowych,

A więc zmniejszenie świądu, bólu, uczucia „kłucia”, „ściągania’,
Od tej chwili, można powiedzieć, pacjent nie chodzi, lecz – gania !

Żadnych objawów niepożądanych nie zaobserwowałam,
Choć pilnie pacjenta, podczas badania, zawsze oglądałam.

Z radością pozytywny efekt terapii odnotowałam,
Lek „X-Y” dla opornych dermatoz – zarezerwowałam.

Polecam też piosenkę Miłość kontra śmierć  oraz galerię zdjęć autorki.

Obraz 563

– Cześć. Co tam u ciebie? Ja wychodzę z grypy.

– Słabo zachorować, ale miło, kiedy da się wyjść. Ja się kładę. Ostatnio wstaję rano.

– Oo! Dobranoc zatem.

– No tak, kortyzol, mi każe/karze wstawać.

– Rozumiem. Subordynacja przez zaśnięcie.

– Niee, batem jest poranek. Sen jest fetyszem.

Znajomy uczy się do egzaminu specjalizacyjnego z chorób wewnętrznych. Wkuwa kanoniczny podręcznik Szczeklika. Pisze do mnie w wiadomości:

Teraz czytam o limfangioleiomiomatozie płucnej, można sobie połamać język na samej nazwie. Na szczęście nie muszę się uczyć leczenia tej choroby, bo nic na to nie pomaga :)

– […] Nie zakładam.

– Co? Niespodzianka?

– Nie zakładam.

– No tak, to może być niespodzianka.

– Ale nie zakładam. Może być miła albo nie. Więc nie zakładam.

– No jak się nie zakłada, to może być niemiła.

– Nie wiem. Można nic nie czuć.

Wiewiór robi poranny przegląd internetu. Zagajam:

– Co tam w wielkim świecie?

– Raki.

– O, ale że ktoś ma raka, czy takie zwierzątka?

– Ktoś ma raka…

– Ooo…

– …Takie zwierzątko.

– Bakteryjne to to nie jest, skoro nie masz temperatury. Angina też nie, przy anginie bakteryjnej nie występuje równoczesny nieżyt nosa.

– No tak, to jakaś grypa czy coś. W każdym razie nie wirus Ebola ani Marburg.

– No to dobrze. Zatem samobójstwo odłożę na inny termin.

[Dwa fragmenty z powieści Johna Lanchestera Capital (Faber and Faber, 2012). Ogólnie nie wiem, co sądzić o tej książce. To znaczy, że naprawdę nie wiem. ]

‘I’ve got cancer,’ Petunia had said, with a sensation that she had bumped into something. People talked about the floor opening up beneath you, or the ground falling from beneath your feet, and things like that, but it wasn’t how Petunia felt; she felt as if she had walked into something invisible. Something which had always been there but which she hadn’t been able, and still wasn’t able, to see.

‘Not strictly,’ the doctor said. […] ‘Brain tumour is not a form of cancer. But you do have a tumour and I am sorry to say there is evidence that it is growing.’

Evidence – a heavy word.

*

The punchline was that she was now dying. Petunia’s story was an example of life’s capacity to go on being one thing, to be it more that it was possible to imagine, and then to be more of the same, only more intensely so. It was unbearable. And like so many unbearable things, it had to be borne. 

Moja odpowiedź na trawestację pewnego wierszyka Witwickiego, sprzed około roku [z komentarzy wygrzebana, z uwagi na sezon ogórkowy i  niedomiar zdarzeń słownych.]

 

Menda lubi w pachwinie,
Weszka na łepetynie,
Glista ludzka w jelitku,
Lecz liszajec, liszajec!

Z uciechą na lewej nóżce
Lubi i na prawej nóżce,
Lubi gdzie i niewidoczny,
I gdzie bardzo jest widoczny

Gdziekolwiek on wykwitnie,
Uroda nie zakwitnie,
Gdziekolwiek on wykwitnie
Uroda nie zakwitnie.

Poleca się podśpiewywanie do melodii autorstwa F. F. Chopina.

Nad nutami, w balladowej wariacji osnutej na temacie pojawiającym się na początku, Chopin napisał doppio movimento, dwa razy żywiej. To fragment od 4’19”.

Skarżyła mi się wujenka, że gdy kocha wuj, to męka.

Zadręczały ją te szały i brewerie.

Za to radość niepomierną niosła jej wuja niewierność,

Bo jej całą zawdzięczała biżuterię.

Hop, hop, hejże ha! Całą biżuterię.

Złotą broszę za tę Olę, co z nią młócił wuj w stodole.

Bransoletę za konkietę madame Lili.

A ten pierścień ze szmaragdem to wuj wujnie dał za Magdę,

Gdy go w życie z nią o świcie wykosili.

Hop, hop, hejże ha! W życie wykosili.

Cud pektorał wuj na święta kupił wujnie za bliźnięta,

Co je wzięła z nim poczęła panna Zocha.

Krzyżyk z kości i emalii – za tę praczkę, co do balii

Głową wpadła, gdy ją z nagła wuj pokochał.

Hop, hop, hejże ha! Z nagła wuj pokochał.

Wachlarz z pereł i szyldkretu – za szantezę z kabaretu.

A egretkę za subretkę Teklę Pośpiech.

Brylantową aureolę dał wuj wujnie za pacholę,

Gdy zabronił mu kanonik kobiet w poście.

Hop, hop, hejże ha! Ksiądz kanonik w poście.

Aż szafując zdrowiem bujnem wuj odumarł Hanię – wujnę.

Pewnej doby wpadł w choroby na ostatek.

A gdy zapalała świéce, to wuj jeszcze – siostrzenicę…

Po czym – Haniu – szepnął – za nią to już spadek.

Hop, hop, hejże ha! Wieczny odpoczynek.

– On jest już stary, w sklepie sprzedaje, siedzi o lasce. 

– A ty co robisz?

– Choruję aktualnie. Do środy.

Wziąłem brandy. Ale nie dałem rady wypić, za ostra…

Ojej, biedaku, to ta angina?

…więc musiałem iść po wódkę.

*

Przeczytam, jak będę szedł do ciebie w pociągu.

Słucham?

Jak będę jechał do ciebie tramwajem.

Mmm: Poznaj moją matkę. Ale uważaj, bo straszna z niej lampeduza.

————————————————

Mmm i mrówkodzik: To moja córka. Ale nie dotykaj jej, bo ona jest śrabhata.

I oryginalny teledysk The Irrepressibles (In This Shirt):

Mrówkodzik: Bo wiesz, to są takie przeciwciała ludzko-mysie.

Wychuchol: Wiem, że ma przeciw ciała takie. To myślisz, że mi ogon urośnie?