Archives for posts with tag: czeski

– Jak się pisze Krenek? Z haczkiem czy bez haczka?

– Zwykle bez haczka. On se odhaczkował w Palmowym Springsu, odhaczkował na amen pod konec 90. let.

– A on se tam bydlił czy se tam wiwczasował? W tej Palmowej Krżyniczce?

– On se wyrychtowal do Amerikanskich Stanczików już prżed wojnou.

– A to se byl szczwany Czech.

– Ano. To se neni!

 

 

– Oj, będę jutro niewyspany.

– Oj. Ja ciągle jestem: ktoś się tłucze po nocy, choć nie wzywa pomocy.

– Ja się tłukę i upadlam czasem, widać trzeba. Jadę, jadę. Do domu dojeżdżam. Pić mi się chce i spać, i rozmawiać też, co gorsza, o wzniosłych tematach…

– You have been drinking!

– Oj, no właśnie nie… Na trzeźwo, jak widać, jest nawet gorzej.

Ostatnio nie było, no to niech będzie, żeby nie było, że nie ma.

 

W styczniu, gdy tak mało słońca,
W hoteliku w Ołomuńcu,
Na twój widok aż przystaję:
Mastroianni, słowo daję!
Lecz tamtego diabli wzięli
Leży w ziemi, nie w pościeli,
Jak ja z krwią w żyłach tętniącą,
W hoteliku w Ołomuńcu.

Moja dłoń jest kłusownikiem,
Serce coraz szybciej bije.
Ty nie jesteś wcale starszy,
A masz już spękane wargi.
Może smutku jest tak słone –
Chwyć się mnie, zanim utoniesz,
Jestem twoją brzytwą, w końcu.
W hoteliku w Ołomuńcu.

Zniewoliłeś mnie tak zgrabnie.
Pytasz mnie, kim jestem? Zgadnij.
To nie będzie wcale łatwe –
Będę taka, jakiej pragniesz:
Piękna, brzydka, wielka, mała,
Cichuteńka, rozwrzeszczana,
Tak, że w uszach aż zadźwięczy
W hoteliku w Ołomuńcu.

Ledwo dyszę. Byłeś ostry.
Teraz śpisz, bez żadnej troski.
Cicho biorę buty w rękę.
Ale jeszcze, nim odejdę,
Pocałunek. Jestem wierna –
Bo całuję swego męża.
Ale zmiana czasem cieszy –
W przyszły piątek będzie Cieszyn.

tłum. mrówkodzik

—————————————————–

A kojarzy mi się ta piosenka z Sur l’oreiller Juliette Noureddine.

– Po czechosłowacku śpiewają?

– Tak, to czas oper w językach narodowych.

– A jest jakaś opera w górnołużyckim?

– Wszystko przed nami! Ja napiszę libretto, Rabbio muzykę, a mademoiselle wyreżyseruje, o ile nie zechce zaśpiewać głównej roli, Górnołużyczanki Sřěščvíi Kažglebráďkovej, kniahini Budziszyna.

– Kniahinią bym zjawiskową była! O, tutaj też jest wszystko, co trzeba. Dramatis personae idealne. Ta z cyckami – sopran liryczny, policjant-dresiarz z drogówki – tenor, sędzia – baryton. Do tego ewidentny brak hepiendu, długi, klątwa, chuj bombki strzelił.

Iloczas, ile czasu.

 

 

Kráska v nesnázích prchá za andělem neboť ví jistě že jí

přichystá horkou lázeň zaplatí drožku a opuchlé oko zhojí.

Zprvu ať ze studu či obezřele vyčkává než se svěří

až se sám optá kolik komu dluží a vyloví šek z peří