Archives for posts with tag: doktorant

– Akurat doktoranci nie prowadzą zajęć za darmo, tylko w zamian za to, że w odróżnieniu od większości swoich kolegów z zachodu, nie muszą zaciągać kredytów, żeby w ogóle móc swoje studia odbyć. To, że nie ma sensownego systemu stypendialnego, to inna sprawa i oczywiście woła o pomstę do nieba.

– Np. we Francji wcale nie trzeba zaciągać kredytu, żeby zrobić doktorat … I zajęć za darmo też nie trzeba prowadzić.

– O ile się nie mylę, we Francji również nie płaci się za wszystkie niezbędne leki przepisane przez lekarza. Jaki wniosek natury ogólnej chciałaby Pani wyciągnąć z tych dwóch oderwanych exemplów?

– Odnoszę się po prostu do tego, co Pan napisał wcześniej: że „doktoranci nie prowadzą zajęć za darmo, tylko w zamian za to, że w odróżnieniu od większości swoich kolegów z zachodu, nie muszą zaciągać kredytów, żeby w ogóle móc swoje studia odbyć”. Podałam przykład kraju, w którym jest inaczej. Naprawdę nie wiem, czemu Pan pisze do mnie uszczypliwym i pełnym poczucia wyższości tonem – ja się nie wyzłośliwiałam, a poczucie wyższości nie jest niczym uzasadnione – zapewniam Pana.

– Nie no, przepraszam; drobna uszczypliwość była, zgoda. Warta zresztą argumentu z Francji. Ale ton pełen poczucia wyższości? Nie wiem, czy miałaby się ona przejawiać. Uderz w stół? Tak czy inaczej nie przyszło mi do głowy, że taka wypowiedź może kogoś urazić. Jeśli tak się stało w Pani przypadku, to ubolewam i zapewniam, że nie mam żadnych powodów ogólnych ani szczególnych, żeby się czuć od Pani lepszym.

– Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nie odpowiedziałby mi Pan takim tonem i takimi słowami, gdybym była mężczyzną – czytając Pana post, poczułam się tak, jakby uważał mnie Pan za jakąś zabawną paniusię, która sobie coś tam bredzi od rzeczy o Francji i pewnie nawet nie bardzo wie, co to są „exempla”. Co ciekawe, nie zetknęłam się do tej pory z taką niczym nieuzasadnioną uszczypliwością i protekcjonalnym tonem ze strony mężczyzn, którzy nie są Polakami.

– Oto – jako zdeklarowany od lat gej, poeta, bywalec parad równości i manif, filosemita, kosmopolita, ignostyk, do tego prawie niewychodzący z opery – poczułem się przez chwilę tak stereotypowym, heteronormatywnym polskim maczo, że nie wiem, czy bardziej mam się bać, czy podniecać.

– Patrz, jaki narybek.

– Może to jego doktoranci?

– E tam, za młodzi, raczej licencjanci.

– Myślę, że magistranci. Może dzisiaj się obronili?

– Nie sądzę, żeby się bronili…

– To może poddają się celem obrony?

Przełożony, a zarazem promotor,  z wyrzutem do Mmm i dwojga jego kolegów z zakładu:

– W państwa wieku Skłodowska miała już doktorat!

Mmm na to:

– Tak, ale jej promotorem był Becquerel