Archives for posts with tag: Donizetti

– Skoro mamy gotować, to włączę muzyczki.
– Tylko nie żadną niemiecką operę ekspresjonistyczną, bo nam się sosy w rondlach zwarzą.
– Nie. Zapuszczę swoją ulubioną operę Donizettiego.
– Niech zgadnę… Sir Gian Francesco w Etiopii lub coś równie niszowego?
Annę Bolenę.
– Jak wesoło śpiewają! Czy ktoś umiera?
– Nie, to finał pierwszego aktu.
– Nikt nie umiera? Co to za opera!
– Nie teraz. Później.
– A kto?
– Zgadnij.
– A na co?
– Zgadnij!
– Na pewno była ciężko chora, na gruźlicę?
– Na zdradzicę. Fikcyjną.

– Byłem na masterclass u Teresy Berganzy. Ciągle na mnie patrzyła i robiła do mnie miny.

– Czemu akurat do ciebie? Może ty robiłeś do niej miny?

– Pewnie tak. A potem podszedłem, żeby mi się podpisała na zdjęciu. Bierze je ode mnie i mówi: „Niech pan zgadnie, ile ja na tym zdjęciu miałam lat.” Wyglądała na jakieś czterdzieści-pięćdziesiąt, więc ryzykuję: „Czterdzieści pięć…?” A ona na to: „Ha! Sześćdziesiąt pięć! Proszę popatrzeć tu, na szyję, jakie zmarszczki!” Patrzę, no, faktycznie, ma zmarszczki. „Ale reszta dobrze, świetnie wyglądałam. A wie pan dlaczego? Bo ja wtedy byłam bardzo zakochana!”