Archives for posts with tag: drzewo

– Przywrócili rynkowi na siłę historyczny wygląd. Odtworzyli stare żydowskie getto według dziewiętnastowiecznej ryciny, na której był jakiś zawszony koń plus krzywe drzewo, a na nim sęp. I chyba wisielec. A zatem wyrżnęli zieleń i wyłożyli całość kostką Bauma.

– To się nazywa rekonstrukcja tkanki miejskiej.

– Daj spokój z tą rekonstrukcją tkanki, bo zaraz znów będzie coś o napletkach…

– A co to za drzewko?

– Wierzba przecież płacząca.

– A czemu ona płacze na żółto?

– Bo ma zapalenie spojówek. A gdyby na zielono, toby cię nie zdziwiło?

– Bo to taki naturalny kolor.

– Dla łez?!

– Dla drzewka.

 

– Cały dzień jestem wypluty. Chyba nic już nie zdziałam. Idę spać.

– Widzę właśnie… To może opowiem ci bajkę na dobranoc?

– Bajkę? Sam z siebie, nieproszony, niebłagany? Kombinujesz coś?

– Nie, po prostu bajkę.

– No to opowiadaj.

– Dawno, dawno temu, za siedmioma lasami, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma morzami żył sobie dziczek. Dziczek wędrowniczek. Miał bardzo ładne babrzysko i znajomych w lesie, ale tęsknił za wędrówkami, więc postanowił wyruszyć w podróż na kraniec świata. I tak wędrował, wędrował, przepłynął siedem rzek i siedem mórz…

– Na statku?

– Wpław przepłynął, dziczki są pławne. I dotarł wreszcie do żołędziowego drzewa i się w nim zakochał. I chociaż się zakochał, to się nim wkrótce znudził i wyruszył dalej szukać krańca świata. Przemierzył całą ziemię, która okazała się okrągła, więc nie znalazł krańca świata. Nie odnalazł też więcej żołędziowego drzewa.

– I koniec?

– Uhm.

– No ładnie. Smutna bajka do tego z ponurym morałem. Mogłeś od razu podstawić naczynie i podciąć mi żyły.

– Jak to! Bardzo ładna!

– Ładna, ale smutna.

– No bo nie wolno porzucać drzewa żołędziowego…

…Bo czeka cię tylko bezsensowna tułaczka, a powrotów nie będzie? Ale z drugiej strony należy porzucić babrzysko, bo się nie znajdzie drzewa żołędziowego.

– Ale drzewo żołędziowe było tuż obok babrzyska…

– Przepływał rzeki! Morza! Wcale nie było blisko.

– Właśnie, że było, tylko on poszedł naokoło.

– A jak dzik jest zły, to jaki jest? Zły czy niezły?

– Ty, zobacz. Jak myślisz, co to za ptak wydzióbał tę dziuplę?

– Nie wiem.

– No ale powiedz.

– Nie wiem… Ryjówka dziuplówka ostrodzioba… gładkolica.

Na murze mojego dawnego liceum widnieje niezwykle motywująca grafika na kształt drzewa, które składa się ze słów wyrastających niczym konary, gałęzie i liście z pnia stworzonego przez rdzeń: „ucz-”.

Ktoś tę grafikę bardzo udatnie poprawił. Zupełnie jakby tę szkołę kończył.

Rabbio przegląda Mały leksykon przesądów (o tej książce będzie jeszcze mowa). Trafia na hasło „jesion”. Przeczytałem wczoraj od A do K, więc coś tam na temat jesionu kojarzę. Mówię:

– To drzewo poświęcone chyba Posejdonowi, robili z niego wiosła.

– Tak. I piszą, że odpręża węże.

– Co odpręża?

– Węże.

– Pokaż. Tu jest napisane: „odpędza węże”!

– Odpręża czy odpędza, wszystko jedno; w każdym razie unieszkodliwia.