Archives for posts with tag: dupa

– Co pijemy, dziewczyny?

– Ja nie jestem dziewczyną.

– A to niby czemu.

– No, raczej mam fiuta.

– A gdzie…?

– W dupie!!!

 

 

Opus rectum to również „prawe, słuszne, szczere dzieło”.

– To bardzo prawdziwe. Naprawdę szczere!

– I głębokie. Biorąc pod uwagę, ile jelita mają metrów, to wszystko to, co się z nich wydostaje, reprezentuje chyba najgłębszą głębię człowieka.

– Patrz, jak wygląda włoska prowadząca programu kulturalnego, niejaka pani Cancelleri.

– Miała chyba tyle operacji plastycznych, że sama stała się jakimś kontrowersyjnym dziełem sztuki współczesnej.

– A to jest artysta, ten sobie wymyślił pseudonim „Sha one”, brzmi tak dalekowschodni. Z pewnością jest bardzo zen.

– Och, z pewnością, dzięki temu, kiedy ma dwie ręce w dupie po łokieć, może wciąż zachować spokój.

– Tak, i nie chcieć niczego więcej!

– Ja kiedyś dostałem jakąś egipską monetę zamiast pięciozłotówki. Rozumiesz?! 5 ziko w dupę!

– A ona przecież nie jest na żetony!

– Nie. Na banknoty prędzej. Albo AmEx.

– To można też kartą kredytową?

– No przecież piszę, że AmEx spoko. Ale tylko AmEx.

– Faktycznie. Myślę, że można też Mastercard. Wtedy to bez pytania o pozwolenie.

– Idąc tym tropem, mógłby być też Maestro.

– Jeszcze trochę się podzieje w tym kraju i może się okazać, że wkrótce i za Visę nie takie rzeczy zrobimy…

– Nie patrzyłem na MASTERcard i Maestro przez pryzmat aktualnych wydarzeń, a bardziej pod kątem dupy. Oooops. Nie bez znaczenia było też „bez pytania o pozwolenie”.

– No co, master nie pyta.

– Rzeczownik, czy czasownik?

 

 

– Problem z polskimi liczebnikami wynika poniekąd z faktu, że polszczyzna ma pięć rodzajów gramatycznych…

– GENDER atakuje!

– Co znamienne, podstępne lewactwo wyeliminowało z polszczyzny liczbę podwójną, niszcząc podstawową komórkę chłopak-dziewczyna-prawdziwa-rodzina. Nic tylko pojedyncza (masturbacyjne single) i mnoga (orgie)!

– I stąd ten fałszywy dualizm, że raz w dupę to nie pedał, a dwa to już tak…

– Fałszywa dychotomia.

– Dupotomia.

– A jaka jest prawda?

– Same pedały!

– Dobrze, że same, tak to się przynajmniej nie gżą. To już krok w dobrym kierunku. Następnym będzie nauka spania z rączkami na kołdrze.

 

– Głodny jestem.

– Jeszcze?

– No. Co to było. Dwa wysuszone na wiór udka i parę plasterków ziemniaka. I marchewka z wody.

– Ciesz się, że nie z dupy.

– Będziemy się brandzlować do upadłego tymi pożalsięboże podbojami Piastów i ich państewkiem, które ledwo rozkręcili, to już rozpieprzyli, żeby zapomnieć, że potem przez sześćset lat była bida z nędzą.

– Nie no, jeszcze Jagiellonowie byli.

– No, toć mówię. Połowa XV wieku. Teraz jest prawie połowa XXI.

– No… Gdyby nie Sasi…

– …to tu byśmy szczekali dupami jak na Ukrainie.

– W jakiej części ciała krewetka ma serce?

– W dupie!

– W głowie… ale podoba mi się twój tok myślenia.

– I tak Polska wstała z kolan.

– Żeby wypiąć dupę?

 

 

– Aktualnie zakrywam nową warstwą farby rysy na ścianach…

– A co, drapiesz je z rozpaczy?

Nein. Dzieją się tu dzikie rzeczy na imprezach muzyków.

– No wiesz co, jak tak można pozwalać gościom na takie rzeczy.

– Jestem dość ugodowy.

– Kto ma miękkie serce…

– Musi mieć twarde żebra.

– Czemu żebra?

– Żeby serce chronić!

 

 

– Zacznę od tego, że przepraszam, i każdy może stwierdzić, że mi się w dupie poprzewracało, skoro mówię to w szpitalu wśród chorych i zapracowanych pielęgniarek… Ale muszę CAŁE ciało smarować kremem. Tłustym jak masło. Obrzydliwy ten krem jest niemiłosiernie. Przypomina, no nie wiem. Najmocniejszy, jaki znam, olejek do opalania. W ogóle to się nie wchłania i czuję się, jakbym szykował się komuś na precyzyjnie chirurgiczny wjazd w dupę CAŁYM ciałem.

– A co byś chciał: jest akcja, jest reakcja.

– Przydałaby się jeszcze redakcja.

 

 

– Ha, właśnie się dowiedziałem, że Polska zakwalifikowała się do Euro. Kilka miesięcy po fakcie, mam refleks.

– A co to jest Euro?

– Okej, wygrałeś. To są mistrzostwa świata. Czy tam Europy.

– To się domyślam, ale w czym?

– W piłce.

– Aha. Myślałem, że w Miss Polonii albo Eurowizji.

– No i bez tych jakichś obciachowych rzeźb lepiej.

– Przestań! Chłopiec wyciągający cierń w takim lokalu jest akurat bardzo na miejscu.

– Powinien sobie z dupy wyciągać.

– Wpychać sobie powinien. „Chłopiec wpychający sobie cierń do dupy” – to brzmi godnie.

– Jak słyszysz, żyjemy w muzycznej dupie.

– Ale marmurowej dupie!

– Marmurowej studni z łajnem.

– Czytałem był onegdaj ustęp z Tomaszewskiego, z francuskiego passage, i zastanawiałem się nad jego arrière-pensées związanemi z używaniem takiego, pardonnez le mot, języka très raffiné.

– On jest z Krakowa.

– Nie ma w tym wszelako kontradykcji, niewątpliwie wybitny szopenista.

– One we dwóch z Poniatowską to czołówka.

One we dwóch?

– W sumie, to one we dwie.

– Sofista ma kręgosłup krzywy, stoik zaś prosty. O ile się nie garbi.

– Do dzieła! Świat stoi przed otworem!

*

– Nie chlastać mi się tu.

– Czym?

– Wargami.

– Sromowymi?

– Homo, sromo, nie wiadomo!

– Emo?

– Emo to przy nich lux torpeda.

*

– Ej, co wy wyprawiacie?

– Znasz nas dość długo, by patrzeć na to przez różowe okulary 3D.

– A jakie to są 3D?

– Trzy razy „dupa”.

*

– Angielski jest na trzeźwo dla mnie bardzo łatwiej.

– To bardzo ciekawe, co pani mówi.

– Ale ja jeszcze nic nie powiedziałam.

*

– Blisko, coraz bliżej.

– Bliżej do końca niż do początku.

– Powiedz mi, prawda, że to prawda?

*

– Ej ty, ruhasz się?

– Jak ty dziwnie mówisz! „Ruchasz się” przez samo „h”?

– Nie, w dupę.

*

– Idziecie?

– Nie no, pierwsze spotkanie to chciałbym tak intelektualnie, no i wtedy ewentualnie.

 

– Jaki on ma ładny tyłek! Czemu się Michałowi Aniołowi nie podobała ta rzeźba?

– Nie wiem. Może nie w jego typie.

– E tam. Ty też taki masz.

– Serio?

– Serio.

– Szkoda, że nie wiedziałem.

– A co?

– A nic, bo jakbym wiedział, tobym z nim chodził na wierzchu.