Archives for posts with tag: dvd

– Aby się obyć oraz pokaszleć sobie i posmarkać przy „Parsifalu” bez konieczności wychodzenia z domu i zakładania cyrkowej biżuterii warto kupić/wypożyczyć ten utwór na DVD i napawać się kulturą w zaciszu domostwa.

– Ale taki sposób ma jedną zasadniczą wadę: obędziesz się, ale nie pokażesz! Ha. A na festiwalach – z Beethovenowskim na czele – pokazówka jest najważniejsza.

– No mamy kilka nagrań na DVD. Trzeba odpalić – Wielkanoc to dobry moment. Obwiesimy się koralami i bransoletami i pokaszlemy se przy akompaniamencie dzwonów!

 

 

 

– A ta śpiewająca pani nazywa się Zasłonka.

– Co?

– Na imię ma Phyllis, a na nazwisko Curtin.

– No super. Tryper Zasłonka. „Tryper-zasłonka” to mogłoby w sumie być inne określenie na prezerwatywę.

– Ale jaki ma głos!

– No ma, ma. Mogłaby na nim grillować kiełbaski.

– Może sobie coś obejrzymy do kolacji?

– Okej, a co?

– Może jakiś koncert?

– Koncert? Zawsze zastanawiałem się, kim są ludzie, którzy oglądają koncerty na DVD. Nie spektakle, ale koncerty właśnie.

– Nie to nie.

– No dobrze już, będę słuchał, bez oglądania. Czyj koncert?

– Cecilii Bartoli?

– Mowy nie ma! Ze wszystkich absurdalnych diw ona jest wizualnie najbardziej absurdalna! Jeśli już to jej koncert mógłbym oglądać pod warunkiem, że muzyka leciałaby z głośników, a ona by stała na scenie wypchana.

– No wiesz co!

– Albo ewentualnie mogliby zwiesić z góry wielkie plakaty ze zdjęciami tej królowej fotoszopa.

Skończyło się na tym, że oglądaliśmy DVD z amerykańskimi nagraniami telewizyjnymi z lat 60, gdzie wybitne skądinąd gwiazdy scen operowych śpiewały w wydziwionych kostiumach na tle kuriozalnych dekoracji.

 

 

 

Oglądamy na dvd Adrianę Lecouvreur, niemożliwie kiczowatą operę Francesca Cilei w stylu podróby Pucciniego. Synopsis: księżna de Bouillon (sic) truje sławną aktorkę Adrianę bukietem nasączonych jadem fiołków w ramach rywalizacji o faceta. Czegoś jednak w tym libretcie nie rozumiem i dociekam, czemu księżna zrobiła przedtem tytułowej Adrianie afront, na co ta zareagowała napadową recytacją Fedry Racine’a (po włosku, oczywiście). Daję przy tym popis widowiskowego niezrozumienia realiów epoki. Rabbio objaśnia:

– Zazdrosna była.

– Ale o co?

– O miłość, a o co.

– No nie wiem, może o to, że tamta jest…

– Aktorką? Zazdrosna? Ona jest księżniczką! Aktorka, początek XX wieku! Toś wymyślił.

– Wróciłem wówczas z dwóch wojen, byłem wschodzącą gwiazdą, mogłem sobie pozwolić na przejście przez redakcyjne studio w okularach przeciwsłonecznych, z którego to przywileju nadmiernie korzystałem. Dziś nie ma już nic z tego, firma nie istnieje, ja niemalże też nie. Czytam te swoje stare teksty, jak Barbara Brylska oglądająca z wideo Faraona i Anatomię miłości. Z wideo, bo nie stać jej na dvd.