Archives for posts with tag: dzik

– A jadłeś kiedyś racice…?

– Co?! O co ty mnie pytasz!

– No wiesz, je się świńskie racice…

– Sam jesteś świński, nawet gorzej… Tacy jak ty… Świnie świniom zgotowały ten chlew!

 

Kolejne zestawienie fraz z wyszukiwarek, po których trafiano ostatnio na mrówkodzika. Najciekawsze podrubiam. Szczególnie cieszy częstość występowania pierwszej z przytaczanych fraz:

jak działa jamniczek

subiektywizując twoje autokratyczne stanowisko wobec poruszanych kwestii, moje osobiste ego uległo autodegradacji poprzez inkorporację

pokaż rogi wypierdalaj

kibol drech mecz odlać opowiadania

cipeczka dajana szlage

gejowska siłownia warszawa holmes place

caning kijem

wierszyki o tlumoku

nuty na flet poprzeczny aria królowej nocy

piosenki do korowodów, pląsów

ale pedziochy

grzebalec młody dzik

Mrówkodzik skończył dziś dwa lata.

Zmieniał się przez ten – zaskakująco dynamiczny – czas razem ze mną, no, powiedzmy, że dreptał za moim świńskim truchtem, przechodzącym czasami w sprint, który kończył się zadyszką. Będąc z tyłu, sygnalizował to i owo z właściwym sobie niedostatkiem wyrafinowania. Przede wszystkim podkreślił boleśnie, że właśnie i tylko tutaj da się popoprawiać przeszłość, naprawić literówki, cofnąć grube błędy, wywalić całe fragmenty, opóźnić jedne wpisy, antydatować drugie. Z tagowania bieżącej przyszłości i sortowania przyrastającej przeszłości nie płynie jednak tyle pewnego, sytego spokoju kronikarza, na ile bym liczył.

A to dlatego, że dostęp do tego katalogu jest poniekąd jak wypatrywana przez pacjenta diagnoza – po jej wygłoszeniu następuje przeważnie wielkie nic, od czysto frazeologicznego po jak najbardziej dosłowne. Na początku jest może radość albo smutek, euforia albo zniechęcenie, ulga lub zatrwożenie (te dwa ostatnie, paradoksalnie, ściśle współpracują), ale to chwila, a dalej? Dalej mamy do czynienia z jedną z wielu odmian niczego: nic się nie zmienia albo naprawdę wszystko  się zmienia, chociaż nic się nie zmieniło, albo nic się nie zmienia, chociaż tyle się zmieniło, względnie: wszystko się diametralnie pod każdym względem zmienia, ale wtedy to już że ho. To się odnosi do tu i teraz oraz niedaleko i wkrótce.

W szerszym sensie nic jest i tak zawsze na horyzoncie, który przecież kiedyś przestaje oddalać się wraz z ruchem obserwatora naprzód. Wtedy pewnie coraz dokładniej widać detale tego, co się ma przed sobą, i całokształt tego, co się ma za plecami, o ile można się w ogóle odwrócić. Tak czy inaczej ta świadomość nie jest, przypuszczam, specjalną niespodzianką, i niewiele niby zmienia, ale znowu: niewiele zmieniając, wiele zmienia i tak dalej. O ile dalej… Oczywiście, nie przesadzajmy, mrówkodzik jest o wiele za ruchliwy jak na kamień nagrobny, co nie znaczy, że nie kuśtyka niekiedy mementem, pokwikując epitafiami, choć przecież często bryka skocznie i – zachowując wszelkie (czy aby?) proporcje – z fantazją.

Na żywym dziku nie da się podzielić skóry, z czego wypływa tyleż otucha, co zwątpienie. Nie dziwne, że te także są nierozłączne, skoro są dwustronnym żądłem tego samego błędu.  Są zabawkami Oczekiwania, które wyrastało w rodzinie patologicznej. Jedną siostrą Oczekiwania jest bowiem Nadzieja, drugą – Obawa. Obie po przejściach z systemem edukacyjnym, na koncie z wyrokami za poważniejsze przestępstwa. Za ojca mają Brak (nie był notowany), ale są z różnych matek: Nadzieję wykarmiła Ułuda (puszczała się i handlowała prochami), a Obawę – Wątpliwość (myślała, że jest cnotliwa, ale to jej nikt nie chciał, żyła więc z szantażu); możliwe, że obie były, jak zwykle, pod wpływem i stąd niezrównoważenie potomstwa. O matce Oczekiwania wiadomo niewiele. Niektórzy twierdzą nawet, że było podrzutkiem do okna życia i nie poznamy jego prawdziwych rodziców, wiadomo nam za to o surowym, acz niezbyt konsekwentnym wychowaniu, jakie otrzymało w rodzinie, która je przyjęła i, co ważniejsze, którą ono uznało za własną.

Jak do tego doszło? Co się wtedy działo? Co będzie z nim dalej? Na razie daruję sobie odpowiedź, chociaż daruję sobie to nie jest chyba, nomen omen, najszczęśliwsze sformułowanie.

– Magnez pijesz?

– Biorę wapno, żeby się odczulać. Bo ja czuły jestem za bardzo.

– Ty to masz jednak najebane we łbie.

*

– Czy ty właśnie miauczysz do Bacha i oglądasz zdjęcia dzików?

– Tak, to właśnie robię.

– Łaaa, spać mi się chce. Jadę do domu.

– Uśnijcie, krwawe sny.

– Jak zmęczona, syta krwi pantera.

– Dzik syty żołędzi.

 

Genitalia na szybie. „Pamiątka” za złe parkowanie.

[gazeta.pl]

*

 Już w zeszłym roku naukowcy osiągnęli wyniki znacznie przybliżające do stwierdzenia odkrycia tajemniczej cząstki. Jednak pewność odkrycia wynosiła ok. 3 sigma, tzn. szansa, że wynik został uzyskany losowo, wynosiła 0.13 proc. A to w tzw. fizyce wysokiej energii zbyt mało. Pewność odkrycia musi być niezwykle wysoka, by można było bez ryzyka mówić o odkryciu. Jak podaje Polskie Radio, dowodem na istnienie cząstki będzie dopiero wynik 5 sigma, co będzie oznaczało, że szansa na losowy wynik będzie wynosiła 0.00006 proc.

[gazeta.pl]

*

[Ninon de Lenclos] do końca życia zachowała żywy umysł i urodę. Jej śmierć była sensacją.

[wikipedia]

*

Chwyta włoski tak krótkie jak ziarnko piasku.

[z reklamy depilatora]

*

Dziki obiły jej zderzaki.

[„Super Express” o wypadku  Iwony Węgrowskiej]

*

Artykuł trzydziesty chroni godność człowieka, ale nie chroni niegodnych uczynków człowieka.

[posłanka Krystyna Pawłowicz]

*

Jestem atakowana przez mój były autorytet – Pana Ryszarda Szurkowskiego. Całkowicie niesprawiedliwie. Pomijam kwestię tego kto ma rację – każdy ma swoją.

[Maja Włoszczowska]

Kolejne zestawienie fraz, które wpisawszy do wyszukiwarki, ludzi trafiali na mrówkodzika. Nie jest ono specjalnie ciekawe, przyznaję. Najciekawsze jest tutaj domniemane rozczarowanie, które musi odczuwać większość osób wchodzących na mrówkodzika. Że nie znalazły tego, czego szukały.

piuska jana pawła ii z certyfikatem

dwubiegunówka

porno gay woda w cipie

jak wydepilowac penisa

wymagania w gejowskich filmach

klomb wiersze

blaha lujza kim była

metasen sen o śnie

majaczenie id

nocny ssak łysy ogon

penis – ciężar

sex z kobietą w odbyt musi być bolesny

doświadczenia wulgarne

podnieca mnie golenie głowy

utwory siedemnastowieczne zwane tombeau

anus to odbyt

zgwałtowana

komórka lokatorska

przeciw fochowe

„ty kurwo saficka”

srom niewieści zdjęcia

zajęcia a zainteresowania

mały polski dzik

–  Cześć, myszko!

Myszko?!

Bo do ciebie trzeba jak do dziecka.

Mrówkodzik doczekał się portretu, a nawet dwóch. Autorem pierwszego jest Vrublini (kapelutek zasugerowany przez portretowanego). Drugi portret to autoportret.

Odezwałem się do znajomego, Wehwalta, na brzydkim złym portalu. Zanim zaprosił mnie do znajomych, skierował do mnie takie oto pytanie:

– Czyżby to był ten łysy gruboskórny zwierz o duszy szesnastoletniej klawesynistki?

Mrównik nazywa się po grecko-łacińsku Orycteropus afer, co można przetłumaczyć jako Grzebonóg afrykański. Łatwo jednak skojarzyć przymiotnik afer z rzeczownikiem aper – dzik. Używa się też nazwy prosię ziemne (kalka z niderlandzkiego aardvark, por. ang. earth pork), co wzmacnia skojarzenie z dzikiem, czyli knurkiem leśnym.

Mierzy ponad dwa metry, co teoretycznie mogłoby budzić szacunek, ale po odjęciu ogona nie jest już takie imponujące.

Mózg mrówników ma niewielkie rozmiary, półkule są słabo pofałdowane. Mrówniki mają węch lepiej rozwinięty niż jakikolwiek inny ssak.

Język mrównik ma długi o skórze stwardniałej, co czyni go poniekąd odpornym na ukąszenia owadów.

Mrównik prowadzi nocny tryb życia. Dzień spędza w wykopanych przez siebie jamach (kilku). Z nory wyłania się późnym popołudniem lub tuż po zachodzie słońca i wędruje nawet całkiem daleko od domu, huśtając długim nosem na boki, aby wyczuć pożywienie.

Jego tryb życia jest również samotniczy, więc jest mu raczej smutno, choć nie powie, żeby się nie przyzwyczaił. Trochę.

W niewoli dożywa 24 lat.

Może spać na plecach, na boku,  żerować lub stać wypchany w muzeum.

Mmm:

– Jak się nazywa ten twój blog? Dzikojeż? Jeżocośtam?