Archives for posts with tag: etykieta

– Ja buczałam po pierwszym akcie. Ale kulturalnie.

– Musi mnie Pani nauczyć!

– Służę: wydajemy odgłosy „buuuu” nie wrzaskliwie, tylko w jakiejś milej tonacji, i nie przeszkadzamy w ten sposób sąsiadom oddającym się aplauzowi. Nie wywracamy pogardliwie oczami, lekceważąc ich zapał, tylko buczymy konsekwentnie, uśmiechając się zarazem do otoczenia.

 

 

 

– Masz w swoim opisie profilowym: „Jeśli wiesz, co to IPA, dostajesz na wstępie 2 punkty. Jeśli nie odpisujesz na wiadomość, jesteś po prostu burakiem.” Wiem, co to IPA, więc mam dwa punkty na wstępie. Ale nie odpisuję na wiadomości, jeśli ich treść jasno wskazuje na to, że nadawca nie zadał sobie trudu przeczytania tych paru zdań z mojego opisu profilowego. W związku z tym muszę sobie odjąć 4 punkty i zostaje mi minus dwa, co wynosi dokładnie tyle co dwa, tylko że z przeciwnym zwrotem – ku mnie samemu.

stylu

– Coraz lepiej. Że chcą za wstęp w sobotę piętnaście złotych, to jeszcze nie problem. Ale wyobraź sobie, że za szatnię trzeba osobno dopłacić.

– A ile?

– Ha, trzy złote. Trzy. Co za absurdalna suma. Złotówkę, dwie, bodaj i pięć – to bym jeszcze zrozumiał. Ale trzy złote?

– Szkoda, że nie jedno euro. Czyli 4,76zł, bo zakupione po kursie obowiązującym w lokalnym, klubowym kantorze.

– A jak z toaletą?

– Na razie bezpłatna. Ale i to się może zmienić.

– Tak! Zainstalują babcię klozetową, potwornie niemiłą, złośliwie komentującą klientów podczas mikcji, najlepiej długość ich prącia. I wydzielającą papier toaletowy.

– Lepiej wydzierającą. Z rąk osobom korzystającym z toalety.

– A w darkrumach zamontują specjalne liczniki, do których trzeba będzie wrzucić monetę.

– Żeby zapalić światło?

– Żeby zgasić!

 – Znacie ten dowcip? Czemu Murzyn nie może być drużbą na ślubie? Bo służba nie drużba.

– Przezabawne. Ale spróbuj zastąpić Murzyna Ukraińcem i ten dowcip staje się zupełnie nie do opowiedzenia.

– O, widzę, że oskubujesz butelkę. Ja też tak mam. Jak piwo się poci, to zdejmuję z niego etykietkę.

– Żeby mu ulżyć?

Ja: Ty właśnie powiedziałeś, że Polska jest świńska czy śliska?

Obcokrajowiec: Śliczna!

Bartoż [ze smutkiem]: Ani świńska, ani śliska.

Rozmowa się nie klei i chyba wszyscy trzej wiedzą dlaczego. Na jakieś dwie minuty zapada milczenie.

– Panowie się nie obrażą, jeśli się oddalę.

– Obrazimy.

– O, a jak to okażecie? Milczeniem?

Napisał do mnie na fb nieznajomy celem poinformowania mnie o moim niestnieniu.

Nieznajomy: Nie ma czegoś takiego jak mrówkodzik.

Mrówkodzik: A co to za ontologia o poranku?

Nieznajomy: No bo nie ma mrówkodzika.

Mrówkodzik: „No bo” to spójnik, nie argument. Zresztą: pan wybaczy, ale chyba nie zostaliśmy sobie przedstawieni.