Archives for posts with tag: flatulencja

– Wiesz co, w odpowiedzi na to stwierdzenie to mógłbym się co najwyżej… Jak to było po grecku?

Antapoperdo. Cytuję definicję za słownikiem: „skopcić się w odpowiedzi na coś”.

– No właśnie, skopcić.

– Ty, skoro skopcić się to spierdzieć się, to kopeć oznacza pierd?

– Czy ja wiem… Chyba w tym przypadku rodzaj jakiegoś nerwicowego zatwardzenia. Zespół jelita drażliwego, typ zaparciowy. Bo idzie w zaparte.

Opus rectum to również „prawe, słuszne, szczere dzieło”.

– To bardzo prawdziwe. Naprawdę szczere!

– I głębokie. Biorąc pod uwagę, ile jelita mają metrów, to wszystko to, co się z nich wydostaje, reprezentuje chyba najgłębszą głębię człowieka.

– „Etiudami symfonicznymi” oraz „Etiudami-kanonami” Schumann udowadnia, że potrafił pisać na fortepian rzeczy autentycznie ciekawe, a nie tylko taśmowo produkować minoderyjne skisłe pruty w stylu „Karnawału” czy „Scen leśnych” albo „Kreislerianów” czy „Novelett”, które w większości są subtelne jak bawarski masarz, dowcipne jak wujcio Beethoven i błyskotliwe jak piekielne dłużyzny Schuberta. Ale oczywiście pamięta się głównie o tych jego flatulentnych miniaturach.

– Bosz. Kocham Haydna, nie znoszę Schumanna. No, dobrze. Zaraz posłucham tych etiud.

– Gupiego też można kochać wszak! A brzydki może się podobać. Aha, żeby było już całkiem w stylu Katona Starszego: A poza tym uważam, że Haydn jest gupi!

– Proszę mi tu natychmiast zaprzestać obrażania Haydna Josepha!

– Och, ja jestem przekonany, że on się zaimpregnował pudrem na peruce i nie straszne mu żadne obrazy. Po kimś, kto napisał setkę symfonii, i to takich, nie spodziewałbym się wrażliwości na cokolwiek, a już na pewno nie na krytykę.

– To jak z polskimi wykonawcami, reżyserami, dyrygentami – nie da się ich obrazić, bo są przez wszystkich dookoła utrzymywani w takim przekonaniu o własnej zajebistości, że przenieśli się już w inny wymiar.

 

– Przed świętami było tak: -prawie 68 kg, -9,2 kg tkanki tłuszczowej (13,2%), -55,7 kg masy mięśniowej (82%), -2,9 kg tkanki kostnej, -41 kg wody (60%). Po świętach pewnie z grubsza jest tak samo, z tym, że mam 3 promile majonezu i 5 promili cukru we krwi.

– Brakuje informacji o ilości neurotoksycznych substancji związanych z dysmorfofobią, tudzież ortoreksją, uderzających do mózgu w postaci gazów cuchnących słabo skrywaną nienawiścią do samego siebie. Po fakcie publikacji tego rodzaju danych można przypuszczać, że musi być tych toksyn sporo.

 

 

– Krew mnie zalewa, jak widzę te zdjęcia, a jeszcze większa mną cholera trzęsie, jak przechodzę przez Teatralny. Dlatego się stamtąd wyniosłem. Żeby zdrowie psychiczne ratować.

– Bardzo chciałbym powrotu tamtych drzew i gazonów. Przecież były takie plany. A parking – pod ziemię. Bo być tam musi. Czy chcemy czy nie.

– NIEMOŻNABOTAMJESTMETRO. WWARSZAWIENIEMOŻEBYĆDRZEWBOJESTMETRO. WARSZAWACAŁAUSIANAROZLEGŁĄSIECIĄMETRA!!! !!! !!!

– NOTAMNIEMAAKURAT.

– ALEBĘDZIE!

– WSZĘDZIEJESTMETRO. METROWARSZAWSKIEPIĘCIOMARZEKAMIHADESU!

– Będzie albo nie będzie, może Hanka już zwróciła podziemia jakimś posiadaczom tytułu do przedwojennej wygódki, która stała przy Moliera i nie ma, przepadło, koniec, umarł w butach. Dlatego nie może być parkingu podziemnego.

– Może tam akurat była jakaś piwnica na ziemniaki? I ktoś się upominał o.ziemniaki, ale zgniły, więc w nagrodę pocieszenia dostanie podziemną działeczkę?

– Właśnie! A pradziadek kogo innego pierdział kiedyś obficie, więc w duchu Ducha Świętego Hanka powinna oddać prawnukom przestrzeń powietrzną nad Warszawą.

– A czyjaś babka na anemię piła herbatkę z pokrzywy, a pokrzywa moczopędna, to należy oddać wodę z Wisły.

– Ciekawe, czy ulgixem można popełnić samobójstwo… Byłaby to ulga ostateczna.

– Nie da się. Przeczytałem, że objawem przedawkowania mogą być co najwyżej kłopoty z oddychaniem.

– No, w sumie to raczej nie powinno dziwić.

– Wezmę sto kapsułek i umrę, wyzionę ducha, dosłownie.

– Albo urosną ci cycki, kręcone blond włosy i niewyparzony jęzor!

– Nie dręcz mnie, bo sobie pójdę i będziesz szukał wiatru w polu.

– Pójdę po śladach zapachowych.

– Czego?

– Wiatru!

– Czy ty rozumiesz, dlaczego na tych filmikach różni młodzieńcy uwalniają gazy? I to często w miejscach publicznych, w obecności kolegów lub w kierunku swoich partnerek.

– Nie mam pojęcia.

– Mają takie poważne miny. Jakoś nie wygląda mi to na fetysz erotyczny… Ani na performance. To nawet nie wygląda na żart.

– Wyższa potrzeba. Ale my tu gadu gadu, a tak w ogóle to jak ty trafiłeś na takie materiały?

– Och, pewnie wyobraziłeś sobie zaraz nie wiadomo co, a to zupełnie niewinne! Po prostu szukałem sobie kolęd.

– Kolęd…?

– Tak, wypierdzianych.

– Wiesz, muszę cię zmartwić, ale to nie przemawia za bardzo na twoją korzyść.

– Zawsze najpierw są wichry namiętności.

– A potem ewentualnie wiatry namiętności.

– O rany, nie wiem, jak się wcisnę do metra, są tłumy.

– Nie martw się, ludzie są jak gazy.

– I nawet pachną podobnie.

– A na Bostridge’a się nie wybieramy?

– Chcesz, to idź, ja nie chcę.

– A czemu? No dobra, on ma tę swoją manierę jedną czy drugą, ale przecież umie śpiewać Schuberta.

– To nawet nie o niego chodzi, tylko o publiczność.

– W sensie?

– No, bo wszyscy po tym koncercie, niezależnie jaki on będzie, będą tak uduchowieni, że będą srali ognikami, będzie z e s r a n i e  ducha świętego !

 

Pakiet telewizji cyfrowej – ok. 50 zł miesięcznie.

Telewizor o dużej przekątnej – od ok. 2000 zł.

Nocne wiązki reklam, od których czujesz, że dostajesz upławów z kurzajek na wzdętych hemoroidach – bezcenne.

Rabbio opowiadał, jak był kiedyś na spotkaniu towarzyskim w większym gronie z pewnym przewrotnym znajomym, który zobaczył stojąca nieopodal Maję Komorowską, zaczaił się za nią chytrze  i zaczął poszeptywać zjadliwie w jej kierunku, ale tak, żeby nie wiedziała, skąd dobiega ten pospieszny, tnący jak brzytwa, napastliwy szept:

– Boga nie ma! Boga nie ma! Boga nie ma…!

Nieszczęsna, chociaż nerwowo rozglądała się dookoła, to nie udało się jej wypatrzeć czarta, co wlewał jej w uszy truciznę tych słów.

Niebawem znajomy zauważył też Roberta Janowskiego. Podszedł więc do niego, pierdnął siarczyście i zapytał tonem niewiniątka:

– Jaka to melodia?

– Co zamierzasz zrobić z tą reprodukcją Leonarda? Chyba schować?

– Jak to schować! Powieszę w toalecie.  Chciałbym mieć ten komfort, że kiedy mnie odwiedzi jakiś dystyngowany gość, to żeby nawet w tym miejscu mógł obcować z… Z…

– Z łasiczką…?

– Ohyda.

– No dobrze. A Bronzina też tam powiesisz?

– Och, Bronzina to nawet bardziej!

– Co tak wąchasz? Śmierdzi coś?

– Z dupy śmierdzi, jak ktoś pierdzi.

– Znakomita recenzja tej jego nowej książki.

– E tam, on jest bardziej kunsztowny.

– Ale! Zobacz, jest 4+4, rymuje się, co byś jeszcze chciał?

– Żeby nie śmierdziało.

– Może ty przez dupę oddychasz, dlatego jesteś taki skwaśniały. Gazy unoszą ci się do mózgu, i o. Ty, w sumie ten ulgix wzdęcia to jak pastylki na gardło dla ciebie.

Piątkowy recital. Po raz kolejny: nie żałuję, że poszedłem, bo dzięki temu nie muszę żałować, że nie poszedłem (tak samo było z Manon). I gryźć się, że może straciłem coś dobrego, ciekawego.

Była pani, która śpiewa dwoma głosami na zmianę: w dole jest dobrej klasy fisharmonia, a w górze – przyzwoity akordeon. Niby nieźle, ale jak się spodziewasz usłyszeć organy, to trudno nie czuć się rozczarowanym. Bo ani to Silbermann pod palcami, ani Koopman czy Preston przy stole gry; gdyby było chociaż jedno, toby się broniło.

Rozumiem, że to taki styl, maniera, że charakterystyczna, i że kobieta dojrzała i role dojrzałe śpiewa, postacie przez czas bezlitośnie posunięte, na śmierć idące, mękami trapione, przez życie doświadczone. Ale można to oddać, nie robiąc z nich karykatury. Bo jest różnica między ukazaniem starości, niedołężności w jej przykrym, drażniącym też niekiedy kształcie, a robieniem z tego kabaretu (celowo bądź nie). Pokazać kogoś, kto  niedomaga, zapomina, cierpi – choćby i nieestetycznie, zachowuje się uciążliwie to nie to samo, co robić na niego zbliżenie, gdy się przewraca na śliskiej podłodze i wywijając rękami, upada z głośnym pierdnięciem. Śmieszne? Niesmaczne? Niepotrzebne? Co najmniej wątpliwe.

Rozumiem, że kwestia „po co” ustępuje tu przed pytaniem „dlaczego”, na to drugie jednak nie mam siły  próbować odpowiadać.

Na gorzką osłodę pomieszczam przykład mądrze i stylowo zaśpiewanej przez Podleś arii hrabiny z Damy pikowej.

– Ty, a wąż to jest w stanie pierdnąć?

– Noo, jak go przygazuje.

[…] ja nie wiem, czy popuścił, czy puścił wodze fantazji […]

[K. Pochanke w tvn24 o Joachimie Brudzińskim]

*

Masz ponad 25 lat i nigdy nie miałeś szkody?

[z mejlowej reklamy firmy ubezpieczeniowej]

*

Wystarczą dwie kapsułki dziennie i problem wzdęć pryśnie!

[z reklamy preparatu degasin]

*

[Jarosław Kaczyński] potrzebuje ciepła, dlatego otacza się ludźmi z dawnego PC. I nikomu nie ufa.

[Jadwiga Staniszkis tutaj]

*

A jak bijesz tą dziewczynę, to nie jest ci przykro?

[Robert Jałocha z tvn24 do bokserki Lidii Fidury]

*

Każdy ksiądz u nas dysponuje pensją w wysokości półtorej najniższej krajowej, średniej krajowej.

[ekonom archidiecezji krakowskiej]

– Ej, a wiesz, ze w BUW-ie jest już mniej restrykcyjnie? Można wejść z plecakiem (!), rzecz jeszcze parę lat temu… chyba nawet rok temu, nie do pomyślenia. I przy wejściu nie robią już wziernikowania odbytu!