Archives for posts with tag: fundacja

– Myślę w przyszłości o pomocy chorym, bezdomnym zwierzętom…

– No, nieźle. Niedługo zasłużysz na przydomek Kocia Mama. Albo lepiej: Kocia Ciocia. Ciekawe tylko, z czego będziesz żyć. Villas to przynajmniej te jakieś tantiemy miała…

– Ale serio, te koty, które teraz mam, są naprawdę niesamowite, mam z nimi taki kontakt jak nigdy z żadnym zwierzęciem. Założyłbym jakąś fundację, pozyskiwał środki…

– No bo to jest kwestia karmiczna. Wszystkie koty z twojego życia wcielają się w kolejne koty, bo mają dziewięć żyć, i dlatego kolejne egzemplarze są coraz doskonalsze… Ej, mam! Koty plus karma, plus Kocia Ciocia – już wiem, z czego będziesz żył!

– Co, myślisz, że założę restaurację azjatycką? Fakt, te koty będą przyrastać w postępie eksponencjalnym…

– Nieee… Chciałem tylko powiedzieć, że może zostaniesz wróżką. Ale restauracja też spoko.

 

 

– Dobrze pan trafił – szepnęła doktorowa nabożnie, wypuszczając dym – czuję wzbierającą we mnie potrzebę filantropii, razem nieśmy pomoc ubogim! Załóżmy fundację – szeptała, wyobrażając sobie siebie jeżdżącą mercedesami fundacji i mieszkającą w wielkiej siedzibie fundacji, jedzącą obiady u Wierzynka z pieniędzy na cele statutowe, bo przecież trzeba obgadać sprawy sierot, sprawy fundacji! […]

Doktorowa poczuła, jakby naraz, od tego nieznanego sportowca, otrzymała olbrzymią liczbę przedmiotów w prezencie, drukarek, paczek z papierem, tablic korkowych, odblaskowych markerów bic, pływała w tonerach, komputerach, przedłużaczach, opływała w pinezki do owych tablic korkowych, on niósł jej spinacze i benzynę do samochodu… Poczuła, jak na fali tych przedmiotów wzbiera w niej coś, tak, to właśnie miłość jest!

[M. Witkowski, Drwal]