Archives for posts with tag: gwiazda

 

Skąd pierwsze gwiazdy na niebie zaświecą,

Tam pójdę, aż za ciemnych skał krawędzie.

Spojrzę w lecące po niebie łabędzie

I tam polecę, gdzie one polecą.

Bo i tu — i tam — za morzem — i wszędzie,

Gdzie tylko poszlę przed sobą myśl biedną,

Zawsze mi smutno i wszędzie mi jedno;

I wszędzie mi źle — i wiem, że źle będzie.

Więc już nie myślę teraz, tylko o tem,

Gdzie wybrać miejsce na smutek łaskawe,

Miejsce, gdzie żaden duch nie trąci lotem

O moje serce rozdarte i krwawe;

Miejsce, gdzie księżyc przyjdzie aż pod ławę

Idąc po fali… zaszeleści złotem

I załoskocze tak duszę tajemnie,

Że stęskni — ocknie się i wyjdzie ze mnie.

 

[Juliusz Słowacki, W Szwajcarii, XXI]

– Berlin ma różne gwiazdy na placach.

– Gwiazdy Dawida czy gwiazdy stars?

– Róża Luksemburg to gwiazda Dawida.

– A gwiazda stars to Marlene Dietrich.

– Wiedziałeś, że Árpád Miklós nie żyje? Popełnił samobóstwo.

To znaczy samobójstwo, miało być.

Zresztą wszystko jedno.

– To były znakomite spektakle.

– Mieliśmy dużo szczęścia, że usłyszeliśmy gwiazdę takiego formatu.

– Tak, formatu A-zero.

– Wróciłem wówczas z dwóch wojen, byłem wschodzącą gwiazdą, mogłem sobie pozwolić na przejście przez redakcyjne studio w okularach przeciwsłonecznych, z którego to przywileju nadmiernie korzystałem. Dziś nie ma już nic z tego, firma nie istnieje, ja niemalże też nie. Czytam te swoje stare teksty, jak Barbara Brylska oglądająca z wideo Faraona i Anatomię miłości. Z wideo, bo nie stać jej na dvd.

Właśnie Judym tłumaczył matce coś interesującego, gdy uczuł, że go malec zaczyna łechtać po łydkach. W pierwszej chwili sądził, że mu się zdaje, ale wkrótce, rzuciwszy okiem, zobaczył na obliczu łobuza znamię chytrości i wywieszony język, którym ten pomagał sobie niejako w procedurze łechtania. Dyzio wsuwał rękę między nogawicę spodni Judyma i cholewkę jego kamaszka, odchylał skarpetkę i wodził po gołej skórze długą, ostrą słomą. Judym nie zwracał na to uwagi, w nadziei że mania psotnicza ominie małego towarzysza drogi. Stało się przeciwnie. Dyzio wynalazł pod siedzeniem jakiś zabłąkany długi, ostry badyl i tym sięgał aż do kolana. I to mu nie wystarczyło: wyskubywał nitki ze skarpetek, usiłował zdjął kamasz, zawijał ineksprymable, dopóki się dało itd. Poczęło to wreszcie doktora drażnić. Odsunął szorstkim ruchem rękę łobuza raz, drugi, trzeci. Wszystko na nic. Język, wywieszony na bok, coraz bardziej wskazywał, że gotują się nowe eksperymenty. […]

Skoro tylko powóz się wstrzymał, otwarł drzwiczki, jednym zamachem skoczył na ziemię i wyciągnął ze sobą Dyzia. Tam ujął go za kark lewą ręką, przechylił w sposób właściwy na kolanie i wysypał mu prawą około trzydziestu klapsów spod ciemnej gwiazdy.

[Żeromski, Ludzie bezdomni, rozdział pt. Swawolny Dyzio]

 

Исполнение желаний

Mне звезда упала на ладошку,
Я ее спрасил – откуда ты?
Дайте мне передохнуть немножкo,
Я с такой летела высоты!

А потом добавила, сверкая,
Словно колокольчик прозвенел:
-Не смотрите, что невелика я,
Я умею делать много дел.

Стоит только вам сейчас припомнить,
Что для вас важней всево на свете,
Я могу желание исполнить,
Я все время занимаюсь этим!

Знаю я что мне необходимо,
Мне ненадо долго вспоминать.
Я хочу любить ибыть любимым,
И хочу чтоб не болела мать.

Чтоб на на нашей горестной планете
Только звезды падали с небес
Были все доверчивы как дети
И любили дождь цветы и лес.

Чтоб траву, как встарь, косой косили,
Каждый день летали до Луны,
Чтобы женщин на руках носили,
Не было болезней и войны.

Чтобы дружба не была обузой,
Чтобы верность в тягость не была,
Чтобы старость  не тяжолым  грузом,
Мудростю бы на серце лягла.

Чтобы у костра пропахнув дымом
Мог я ету песню напевать.
А еще хочу я быть любимым
И хочу чтоб не болела мать…

Говорил я долго и напрасно,
Долго очень долго говорил
Не ответил мне звезда погасла
Было унее немного сил.

———————————————————————

Dobre polskie tłumaczenie i znośne wykonanie można znaleźć tutaj.