Archives for posts with tag: Henryk Mann

– Czy nie chciały pan poświęcić trochę czasu tej [mojej] miłej dziewczynie?

– Ja mam…?

– Że się tak wyrażę, od czasu do czasu zamieszać w rondlu, w którym postawiłem na ogniu kiełbasę z kapustą.

H. Mann, Poddany

[…] Diederich miał bowiem taką naturę, że uszczęśliwiała go przynależność do bezosobowej całości, do tego nieubłaganego, gardzącego mechanizmu, jakim było gimnazjum, że władza, owa zimna władza, w której sam uczestniczył, aczkolwiek tylko jako strona cierpiąca, przepajała go dumą. W dniu urodzin wychowawcy udekorowano katedrę i tablicę. Diederich oplótł kwiatami nawet trzcinkę.

[…]

Diederich zdawał sobie sprawę, że wszystko tutaj, traktowanie, fachowe wyrażenia, wszystkie te wojskowe czynności zmierzały przede wszystkim, aby godność człowieka obniżyć do minimum. I to mu imponowało: im gorzej mu było, tym większy czuł szacunek i coś w rodzaju samobójczego entuzjazmu. […]

H. Mann, Poddany

Czy mam zostać generałem i przez całe życie czekać na wojnę, której prawdopodobnie nigdy już nie będzie, czy też w miarę możliwości zostać genialnym przywódcą ludu, kiedy lud tak już dojrzał, że może zrezygnować z geniuszów? Oba pragnienia byłyby romantyzmem, a romantyzm, jak wiadomo, prowadzi do bankructwa. – Buck wychylił jeden po drugim dwa kieliszki koniaku. – Czym więc mam zostać?

„Alkoholikiem”, pomyślał Diederich.

[H. Mann, Poddany]