Archives for posts with tag: herbata

– To jest mięta z rumiankiem?

– Chyba tak.

– Czy herbata z  miętą?

– Nie wiem, może tak.

– To mięta z rumiankiem czy herbata z miętą?

– Kubek i tak jest po kawie, więc i tak czuć kawą!

– Wygrywamy!

– „My” czyli kto?

– My!

– Gracie w coś teraz? Nie zauważyłem.

– Nasza reprezentacja wygrywa!

– Nie moja.

It’s not your cup of tea?

It’s not my bucket of shit.

– Zdrzemnę się.

– To sobie śpij.

– Hola, hola! Bajkę!

– W środku dnia?

– Już!

– No dobrze. Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma morzami…

– Za siedmioma lasami.

– Za siedmioma lasami był sobie dziczek. Dziczek mieszkał w lesie. I miał przyjaciółkę…

– Jak się nazywała?

– Świnka Słoninka. I chodził do niej na herbatę, którą pili z porcelanowych filiżanek.

– …?

– …

– I długo.

– Że co? I szczęśliwie? Nie ma, opowiadaj.

– No dobrze. I któregoś dnia Świnka Słoninka stłukła swoją filiżankę. I dziczek już do niej nie przychodził.

– No jak to! Z takiego powodu? Dlaczego?

– Bo ona jednak była świnią.

– Co mademoiselle będzie zamawiać?

– Rozważam herbatę…

– Herbatę?! Udam, że nie słyszałem i będę twierdził, że powiedziała mademoiselle „idę wciągać kokę”.

Ksiądz, nowy proboszcz, przyszedł do kolędzie. Pchani jakąś perwersyjną ciekawością postanowili go przyjąć.

– Zapraszamy, księże proboszczu. Mogę wziąć płaszcz?

– Nie będę się rozbierał, bo będzie mi zimno.

W domu gorąco tak, że psy leżą pokotem, a koty chłodzą się na tarasie.

– Rozumiem. Ksiądz spocznie, tu, przy kominku. Napije się ksiądz kawy, herbaty?

– Herbaty, ale żeby nie była za gorąca.

– Nie za gorąca…?

– Bo ja za gorącej nie lubię. Mogła pani wcześniej zaparzyć, toby przestygła.

Gospodyni, w lekkim szoku, udała się zatem do kuchni i zrobiła mu herbaty, którą następnie poprzelewała z kubeczka w kubeczek, tak jak robiła swojemu synowi, gdy miał dziesięć lat.

– Proszę bardzo. Ksiądz lubi ciepło, to może i słodycze? Ciasta?

Ksiądz leciutko się czerwieni:

– Nie mogę, bo zaraz musiałbym umyć zęby.

Gospodarze nieco zdziwieni patrzą po sobie. Ksiądz wyjaśniającym gestem wyjmuje górną sztuczną szczękę i pokazuje, po czym wkłada z powrotem.

– Tak, oczywiście…

Rozmowa się z wiadomych plus widocznych względów nie klei, ale schodzi na szczęście na tematy kulinarne. Gospodyni, pchana wrodzoną szczodrością, proponuje, wychodząc nieco przed szereg:

– Może ksiądz proboszcz dałby się kiedyś zaprosić na obiad?

– Niedziela. Mszę mam o szesnastej, to trzeba by po mnie podjechać.

– Myślę, że nie byłoby problemu…

– A co państwo podają?

– Robimy dobrą kaczkę…

– Ale w winie?

– Nie, raczej na chrupiąco, z majerankiem i z…

– Moja ciotka robi doskonałą w winie. Bo ludzie to nie potrafią zrobić kaczki. Za sucha.

– Ty nie słodzisz kawy, prawda?

– Nie. To znaczy to zależy od humoru. Jak jestem smutny, zmęczony albo przybity, to nie słodzę, ale jak jestem so gay, to se jebnę herbatkę z cukrem.

Mmm wchodzi do sklepu z herbatami i pyta:

– Dzień dobry. Czy mają państwo filiżanki z motywami solarno-lunarno-floralnymi?

Hrabina Roletti i Ordynatowa Podtworecka rozmawiają o różnych snobistycznych i anankastycznie drobiazgowych procedurach przestrzeganych przez nie obie, ale zwłaszcza Hrabinę, podczas czynności domowych takich jak parzenie kawy lub podawanie posiłku:

– To faktycznie pachnie jakimś aspergerem.

– Gdzie tam. My po prostu jesteśmy STRASZNIE mieszczańskie.

– -Umarłam. Idę uprawiać czynność naparzalniczą względem suszu listnoherbacianego na drodze zalewu wodnego o temperaturze wrzu celsjalnego.

To, że ktoś na starość jest brzydki, wcale nie musi świadczyć o tym, że w młodości był ładny.

*

Każdy ma swoje preferencje co do herbaty.