Archives for posts with tag: hihihi

– Ta pani jest klimatologiem, analizuje te, ekstrema pogodowe. Fale upałów, polewy, susze…

– Polewy? Znaczy się: ulewy czy powodzie?

– Jak poleje, to powódź.

– A jak się powodzi, to polej!

 

– „Krowa biegała na ulicach Wrocławia. Zwierzę uciekło z uczelni.”

– Jak z uczelni, to niechybnie była to święta krowa.

– Jak święta, to musiała mieć co najmniej habilitację.

– A pomyśleć, że kiedyś w przemyśle mleczarskim wystarczała zwykła pasteryzacja…

– W krainie ślepych jednooki  jest królem.

– A w krainie nagich ubrany jest ciachem?

 

 

– Piwo? Piffko? Piweczko? Albo wóda? Lub woda, jak zwierzęta.

– Woda? Nie ma mowy! Zezwierzęcać wolę się w inny sposób.

 

– Jeśli na Ziemi ważysz 100 kilo, to na Marsie tylko 38.

– Jutro się przeprowadzam!

– Ciekawe, czy na Marsie są pączki…

– Na pewno są pączki! I trzeba ich zjeść trzy razy więcej, bo ważą trzy razy mniej!

– Wyglądam obiadu… uu…uuuuu!

– Ty już chyba umarłeś z głodu, bo wyjesz jak duch.

– Jestem w magazynie, tu czas płynie dwa razy wolniej i dwa razy szybciej jednocześnie, przez co jest się cztery razy bardziej głodnym!

– Miał dostać Nobla, a dostał hopla.

– A co tam z naszym maczo-kolegą?

– Podrywam go ostatnio intensywnie.

– Tak? A co w tym kierunku robisz? Nic nie mówiłeś.

– Bo nic nie robię.

– I to działa?

– Najskuteczniej. Wystarczy odpowiadać półsłówkami albo nie odpowiadać wcale i zaraz jest się gotów oświadczyć.

– Proszę nie zdejmować butów, nie trzeba!

– Lepiej zdejmę, bo jest naprawdę straszne błoto na dworze.

– No dobrze. A czego się pan napije? Kawy? Herbaty?

– Herbatę poproszę.

– W filiżance czy może być w kubku?

– Może być w kubku, i tak już zdjąłem buty.

– Czytałem znów „Opowieść o miłości i mroku”…

– O mosznie w lochu?!

– Nieźle śpiewa. A po jakiemu to?

– Po polsku.

– Ups, a ja już chciałem go pochwalić za ładny angielski…

– Wielkie nazwisko, autorytet, wybitny autor, latami tak sądziłem. A tu błąd na błędzie, i całość się nie trzyma kupy.

– Cóż, i Homer skiśnie.

 

– A to kto był?

– Nie wiem.

– Myślałem, że miałeś z nim kontakt…

– Miałem, ale nie zostawił kontaktu.

– Znowu wykazałem esprit d’escargot.

– Co to jest?

– Syndrom ślimaka. Polega na tym, że kiedy zbierzesz się w sobie, żeby do kogoś zagadać, okazuje się, że ten ktoś już wyszedł.

– … To moja ulubiona piosenka Abby.

– Coo? Jaka piosenka? „The Wiener Tuxedo”?!

– „The Winner Takes It All”… Ale byłeś blisko.

– Często tu bywasz?

– Raz w roku!

– O, zawsze w karnawał?

– Niekoniecznie, ale skoro jest karnawał, to korzystam.

– Może z karnawałem jest jak z południem albo osiemnastą? Zawsze gdzieś na świecie akurat jakiś jest.

– Fajnie, że dali jej tę galę do poprowadzenia.

– Fajnie. Przecież Torbicka nie może być wszędzie!

– Chociaż chciałaby i się stara.

– Kwestia organizacji. Może w niektórych miastach sylwester odbywał się w połowie stycznia, bo dopiero wtedy Grażyna Torbicka miała wolny termin?

– Wyrywać mleczaki, znaczy się: lecieć na gimnazjalistów

– A mleczaki szybko się psują, jak wiadomo.

– Nooo… Im więcej słodyczy, tym głębsza próchnica!