Archives for posts with tag: hihihi

– Słucham?

– Nic, przepraszam, mówiłem do siebie.

– A co takiego?

Cecità morale.

– Kto to? Jakaś tancerka w stylu Carmen Mirandy?

Cecità morale to ślepota moralna. Ale byłeś blisko.

 

ś

– Nazywam się Karina i przyjechałam do państwa z „Dynastii”.

 

– A ja miałam dziś kolonoskopię i bardzo się cieszę, że już to ze mnie wyjęli.

– Nie jestem pewien, czy bardziej nienawidzę jej, czy siebie. Zapytam szefa.

– Jestem Rafał. Mam bardzo małe zdjęcie. Ale za to mam bardzo długą firmę! To znaczy dużą.

– Przed każdym posiłkiem zjadam papryczkę piri-piri, żeby piekło mnie gardło. Dzięki temu pamiętam, że jedzenie to zło i brzydota.

– Nie wiem, jak się gra na tym pianinie, ale chyba mam talent.

– Lubię szejki czekoladowe. Poznałam też bliżej kilku szejków.

– Wystarczy mieć trochę wiedzy o przeszłości i trochę szacunku do niej i zaraz ludzie mają cię za konserwatystę. Ale są tacy, w porównaniu z którymi wypadamy chyba dość liberalnie…

– O, wiedzą panowie, w porównaniu z nim beton to sitko!

 

 

– Ostatnio w pracy  ktoś postawił śliczne ciasteczka w pięknym opakowaniu. Gdy wziąłem w łapę, okazało się, że to pasztet.

– W sumie to jak z relacjami międzyludzkimi…

– Brrrr, widziałeś jakie ten wyłysiały dziad przed nami ma włosy w nosie? Jak tak można?!

– Może hoduje na przeszczep…

– Ja nie pamiętam swojego pierwszego razu. Zatarł mi się.

– Było nie żałować żelu!

Badania okresowe – na koszt pracodawcy

Mail do przychodni na Banacha z prośbą o wyznaczenie terminu – za darmo

Mail z przychodni o treści „Zapraszam Pana na badania w czwartek 12.04.18 na gody. 8.20” – bezcenny

– Święta, święta, i po wielkiej niedzieli. Który właściwie dzisiaj jest?

– Pierwszy kwietnia.

– Nie żartuj!

 

 

 

– I co, działo się?

– Działo, działo, i to jakie!

– Zamówiłam taksówkę z tego waszego numeru. Podjechał taki duży samochód, bo ja wiem, na dziewięć osób. Więc czekam dalej. Ale on też czeka, kierowca do mnie kiwa, więc podchodzę i okazuje się, że to moja taksówka.

– Czarny van z przyciemnianymi szybami? Strach się bać…

– Dokładnie. Wsiadam. Jedziemy, a on sobie coś grzebie między nogami. Ja udaję, że nie widzę, że wyglądam przez okno, szukam pasów bezpieczeństwa, a on grzebie i grzebie. Ze trzy minuty tak grzebał, a potem zakrzyknął: „A, znalazłem!”.

– Wiesz, to nie było się chyba czego bać, skoro on musiał między nogami trzy minuty grzebać, żeby znaleźć.

– Miałam to na końcu języka!

– No, sama widzisz.

 

 

– Stój, czerwone.

– Ile jeszcze będzie czerwone?

– Skąd mam wiedzieć. Spieszy ci się?

– Idziemy, piesi zadecydowali, że będzie zielone. To się nazywa demokracja.

– Nie, to się nazywa bydło. Ale skoro do niego dołączyliśmy, to niech będzie, że demokracja.

– To na przykład też jest chyba Włoch.

– Skąd wiesz?

– Popatrz, jak gestykuluje.

– Aaa, to on te okulary ma po to, żeby sobie oczu nie wydłubać!

– Moje tłumaczenie wiersza Schuberta przypisali komu innemu, a tłumaczenie wiersza Blake’a – mnie, choć to Barańczak.

– No widzisz, nic w przyrodzie nie ginie.

– Fakt. Poza, kurwa, prawdą.

– Nad czym tak dumasz?

– A bo jestem po alkoholu. I zaczynam się zastanawiać, jakich słów mi brakuje.

– Co to za metody?

– Pedagogiczne.

– No dobrze, kij widzę. Ale gdzie marchewka?

– W dupie.

– Oto katedra w Orvieto.

– Gotyk? Ten styl, co go nie było we Włoszech?

– Był, był, tyle że na północy i trochę w centrum.

– To gdzie to Orvieto?

– Orvieto jest w Umbrii.

– A nie w Skumbrii?

– Nie! Skumbria jest w tomacie.

– Dlaczego śpiewaczka nie poszła na wybory?

– Bo bała się oddać głos.

 

 

–  W życiu 99% czasu przepracowałem w domu i jestem od tego trochę uzależniony. Łatwo się rozpraszam. Chyba że jadę. W kawiarni, lub innej przestrzeni publicznej, bywa czasem nieźle, w bibliotekach jest za cicho – każdy hałas się wybija. No, ale są słuchawki.

– Słuchawki są niezbędnym atrybutem pracy w miejscach publicznych. Głupie rozmowy przy kawusi mnie deprymują, a tak to mam wrażenie, że mowa jest o czymś istotnym.

 

 

 

– Kiedy wstaję przed świtem czuję się… Tak bardziej częścią społeczeństwa. Chyba wtedy odrobinę mniej źle myślę o bliźnich.

– Mi nie przeszkadza to nadal źle myśleć o bliźnich.

– Ja nie lubię o nich źle myśleć. Ale nie dają mi wyboru.

– Mi też nie.

– Więc staram się o nich za bardzo nie myśleć. Praca w tym pomaga. Albo kiedy człowiek się nastawi na to, że będzie średnio lub chujowo, a jest średnio lub niechujowo, to jest super!

– Ja się raczej niczego nie spodziewam, a i tak jestem notorycznie rozczarowany.

– Służy ci to, po urodzie sądząc…

– Jaaaaaki flirciarz!

– Ha! Jako realista powinienem dodać: cóż, kto wie, jakbyś wyglądał, gdybyś NIE BYŁ notorycznie rozczarowany ludźmi.

– Może mógłbym się skupić na zdrowej diecie, krosficie, joggingu, maseczkach!

– Nie sądzę, żeby pomogło – bo to raczej rzeczy, które – jeśli kompulsywnie – robią ludzie nienawidzący innych ludzi, z sobą samym na czele. W związku z tym również możemy to robić. Od nich jednak różni nas to, że my mamy tę świadomość, a tamci nie. I dlatego to oni wygrywają!

– To ja idę na jogę.

– Ale to może być +300 do mizantropii (ze szczególnym poczuciem wyższości) i –500 do męskości. Chyba że należysz do tego promila wyjątków.

– Ja żartuję z tą jogą, ale pomysł, że odbiera męskości jest kontrowersyjny.

– W wąskim sensie: jeśli dodaje takiego zadufania z powodu rzekomego uduchowienia i ogólnego CZI wystającego z ujścia kiszki stolcowej – to wtedy jest antymęskie, w ogóle antyseksualne. Chyba że ktoś jest „sapioseksualny”, jak to teraz modnie mówić, czyli sapie na widok ludzi mądrzejszych od siebie, to znaczy w zasadzie na widok większości ludzi.

 

– Prawda leży pośrodku.

– Po jakim środku?

– Przeczyszczającym!