Archives for posts with tag: hihihi

– Zamówiłem coś do jedzenia.

– Aha…

– Nie bój się, nie jest to pizza.

– O! To może hinduskie?

– Też nie. Kompromis polega na tym, żeby nikt nie był zadowolony.

– No to wreszcie co zamówiłeś?

– Wiesz co, kurzy poślad!

– A czekaj, coś dzisiaj czytałem o kurach. Przeglądałem zeszłoroczne papiery, bo coś mi się zawieruszyło, i trafiłem na jakieś pismo urzędowe, coś z kurami, co to było…

– Z kurami? Co, teraz kury wam coś nabroiły? Ja rozumiem, że jest problem z krowimi plackami, ale żeby zaraz kury…

– A nie, inaczej. To był pismo, pod którym podpisała się pani Poślad!

 

 

 

– Ładna broda.

– Tak, ale była ładniejsza, jak była krótsza.

– Dlaczego?

– Bo była jasna. To ciemnieje z długością.

– To tak jak z Murzynami.

– Chce ci się tak ciągle pracować? Odpocząłbyś sobie.

– Jakbym miał z kim, tobym odpoczywał, a tak to mi się nie chce.

– Czekaj, mam tu centymetr.

– Czemu masz na imprezie centymetr krawiecki?! Nosisz go zawsze przy sobie?

– A nie, tak wzięłam.

– Nieprawda, znowu cię z nim widzę na tej imprezie.

– Raz nie miałam.

– I co wtedy? Poprosiłaś kogoś, żeby ci postawił?

– Bo z zakochaniem jest jak z fantazją o gwałcie.

– Niby chcesz, ale jednak nie chcesz?

– Żeby cię ktoś zgwałcił.

– To, co siedzi w nas głęboko, to i ciąży bardziej.

– No. Dobrym tego przykładem jest ciąża.

– Pierwsi chętni do współpracy z prawicową reżimową gazetką literacką okazali się najzagorzalsi lewacy.

– I jak oni to tłumaczą?

– Och, to bardzo proste. Wszystkiemu winni są liberałowie!

– Do you like your lithe?

– My what?

– Your lithe.

– My lies?

– No, your lithe.

– Oh, you mean life!

– Yeth. I tend to lithp when I’m drunk.

– Funny it’s enough to get drunk to make life and lies become the same…

– Dmuchnij w butelkę. Co masz?

– Dominantę.

– A ja subdominantę.

– Czegóż więcej chcieć!

– Zdaniem szefa nauczycielskiej Solidarności pedagodzy są odpowiedzialni za zbawienie. Czyli pan od WF-u też ?

– Proponuję temat pracy magisterskiej dla studentów AWF-u: „Między zbijakiem a zbawieniem: implikacje gry w dwa ognie piekielne w świetle nauki społecznej kościoła”.

– To był argument z dupy.

– To się ładniej nazywa argumentum ex recto.

– Ta, z naciskiem na „sre”.

– Trzech to „prawie” stu?

– Sam wiesz, że od pewnej liczby to już się wszystko zaciera.

–  A potem to już nawet tarcia nie ma…

– Chyba, że jest chemia.

– Chyba inżynieria dróg i mostów. Na przykład żwir.

 

 

 

– Mrożek się śmiał, że jak ktoś ma nobla, to niech się leczy, a nie chodzi po przyzwoitych toaletach.

– Bardzo mi się podoba ta jednostka chorobowa! Znam parę osób, którym ona doskwiera. Z urojenia.

– Skoro dziś jest Dzień Jedności Niemiec, to może by się wreszcie zjednoczyć z jakimś atrakcyjnym Niemcem…?

– Hm… Zjednoczenie to jest jak jeden Niemiec z drugim. Jak Niemiec z Polakiem, to jest pojednanie.

– I co, pochłonęła to tiramisù?

– Powiedziałbym raczej, że tiramigiù.

– A z czym to się je?

– Przełyka się ze wstydem, bo każda porcja to o jedną za dużo.

 

– Czemu ona śpiewa, że „to już było i nie wróci więcej”, skoro ona ciągle wraca i wraca?

– No… Przez lata. Jak bóle półpaścowe.

 

– Najntis to było złooo.

– A mnie tam polska muzyka lat 90. wprawia w trans.

– Mnie co najwyżej w transakcentację.

– Widziałem dzisiaj zdjęcia ze zniszczonej Notre Dame… Poruszające…

– Poruszające to jest to, że pierwsze zniszczenia w Paryżu pojawiły się już 74 lata po zakończeniu wojny!