Archives for posts with tag: historia

– Ktoś powiedział, że żywi zamykają oczy martwym, a martwi otwierają oczy żywym.

– W Polsce odwrotnie: żywi na siłę otwierają oczy martwym i wpatrują się w nie jak głupi, a ci martwi zamykają żywym oczy na rzeczywistość.

– I to się nazywa gra w „oczko mu się odlepiło”.

– Chyba odjaniepawliło…

– „Politycy przemijają, a prawo ma długą pamięć”.

– Pamięć może ma i długą, ale rączki jak tyranozaur – bidne i malutkie. Przynajmniej wtedy, kiedy przychodzi do rozliczania zbrodniarzy i autokratów. Dowodzi tego przynajmniej ostatnie pół wieku historii tego kraju.

– Ale kiedy za byle co trzeba zmiażdżyć formalistyczną machiną obywatela, to wtedy prawo ma wielkie szczęki tyranozaura i nie waha się ich użyć.

– Takie dinozaury prędzej wymordują wszystkich dookoła i wyginą, niż ewoluują. Bo jaką mają motywację? Czego mają się bać? Do czego mają dążyć? Wszystko już mają.

– I na końcu zostaną karaluchy. Czyli sami obywatele, którzy i tak muszą sobie radzić, więc sobie jakoś radzą.

– Hm, to całkiem za pocieszająca wizja końca świata…

 

– Prawda historyczna to chyba taka wartość asymptotyczna – nieosiągalna, ale dążyć warto…

– Historyk jak Syzyf ciągnie ten kamień i ciągnie, wiedząc, że nie dociągnie…

– A niektórzy wystrzeliwują się z tym kamieniem z metodologicznej katapulty. Lądują różnie.  I czasem sporo zniszczą.

Oto frazy z wyszukiwarek, po których w ostatnich miesiącach trafiano na mrówkodzika:

 

+wolicjonalizm filozofia

dry those eyes which are o’erflowing

hymenoplastyka porno

froterowanie cipki film

balzamum vigor

surykatka wiersz

masterów i cweli dres

jamnikogończy

kaczor francuski penis

skuza slang

barańczak ażeby

spółłgłoski zwarto wybuchowe

relacja ibn jakuba pdf

ululacja

lodkonogi

jestem zła – wiersze

filiae maestae jerusalem tłumaczenie

zamiana par kazirodztwo porno

ładny srom zdjęcia

nie znoszę chińczyków

geje w damskich ciuszkach zdjęcia opowiadania erotyczne

gniazdo na gruszy bocianie

jackpot polski

– Wiesz, co kiedyś było w miejscu, gdzie dziś jest Uniwersytet Muzyczny? Cyrk!

– Może jeszcze powiesz, że tam, gdzie dziś jest opera, był burdel?

– Nie, targowisko!

– I jak tu żartować…

– Weź takie zdanie: „Żydzi wybiegli z domu”. Niby nic takiego, a zaraz się dziwnie kojarzy.

– Tak jak „getto” – u nas kojarzy się historycznie i jednoznacznie z Holocaustem. A w takich Stanach to żywe pojęcie, kategoria socjologiczna.

– Kategoria socjologiczna? Więc to tak teraz nazywamy czarnych?

 

– A ty jesteś Żydem?

– Niestety nie.

– Czemu niestety?

– Bo i tak mam po tym wszystkim traumę, ale bez sedna.

 

– Poseł Andrzej Melak przestrzega: w „Medalionach” Zofii Nałkowskiej pada sformułowanie „polskie obozy śmierci”. Koniecznie trzeba tam zawrzeć dopisek, że obozy były niemieckie, że to Niemcy je stworzyli na terenie Polski.

– Najlepiej niech to ten Melak sam dopisze. I chętnie do tekstu głównego. Za kilkanaście lat będzie to druk bibliofilski. Sam chętnie kupię.

– A póki co trzeba skupować starsze wydania. Jak wyjdzie to NOWE POPRAWIONE, to stare będą chodzić na podziemnym Allegro za krocie! Chociaż w sumie nie. Na podziemiu nie wypada zarabiać. Chyba trzeba pożyczać albo oddawać, nie…?

– Uuu, trochę zagieroić, trochę sprzedać, czemu nie?

– Słusznie! Po co mieć jeden kręgosłup, jak można mieć dwa w jednym? Odcinek szyjny giętki, do zginania głowy, piersiowy nieugięty, do dumnego wypinania piersi, lędźwiowy znowu giętki – to się w tych sprawach przydaje, krzyżowy – sztywny, żeby się wypiąć, na kogo trzeba, a ogonowy znów giętki, żeby móc pomachać radośnie!

Co ty oglądasz? Masz za dużo czasu wolnego. Takich bzdur nie słyszałem dawno, i to mówionych z takim przekonaniem.

– Byłam ciekawa! Chcę wiedzieć, co/kto w tamtej trawie piszczy!

– Bardziej szczy niż pi. Pi to jednak bardzo mądry koncept starożytnych filozofów.

Jak osoby zawiadujące Parco della Musica (kompleksem trzech imponujących sal koncertowych, a zarazem siedzibą Accademia di Santa Cecilia – szanowanego stowarzyszenia naukowo-artystyczneego – i jednej z lepszych orkiestr Europy) kwalifikują swój obiekt:

parco-musica

 

I jak mój najwyraźniej pamiętliwy historycznie telefon zakwalifikował samą Accademię:

accademia-nazi

Sądząc z zachowania tamtejszej publiczności, faktycznie mógłby to być teatr. Osiemnastowieczny. Aż dziw, że jeszcze nie przynoszą sobie pieczonego kurczaka na widownię i nie rzucają kośćmi w muzyków…

ibrahimek

[Relacja Ibrāhīma Ibn Jakūba z podróży do krajów słowiańskich w przekazie al-Bekrīego, przeł. Tadeusz Kowalski]

– Ten nasz orzeł biały jest jak jakaś taka niewielka ozdobna kurka; regularnie w Warszawie są wystawy drobiu, a na nie takie różne dziwadełka hodowcy przywożą, całymi klatkami! – przeurocze niektóre.

– Też obstawiam drób hodowlany! Na takich skrzydłach daleko nie poleci.

–  Nie rozumiesz … Te skrzydła były specjalnie krępowane, żeby nie urosły. Wrodzy ojczyźnie i bez boga w sercu ludzie je krępowali, żeby zniszczyć orła, a ten mimo wszystko bohatersko podrywa się do lotu. Taka jest moja analiza ikonograficzna tego powstańczego cuda.

– To bardzo ciekawe, jak krępowanie skrzydeł wpływa na perystaltykę – ten kurak ewidentnie cierpi na zatwardzenie!

– Już Krzywousty miał coś podobnego. Jest teoria („teoria migracji”) głosząca, że Słowianie wywodzą się od australijskich Aborygenów. Przypłynąwszy na tratwach do ujścia Odry i Wisły przywieźli ze sobą swoje totemy rodowe, w tym totemy wyobrażające strusia emu i nielota kiwi. Zwolennicy tej teorii dzielą się na dwa odłamy. Jedni twierdzą, że orzeł Krzywoustego powstał jako wynik kontaminacji orła ze strusiem inni optują raczej za kontaminacją orła z kiwi. Z kolei wedle „teorii autochtonicznej” jest to jednak swojski drób domowy. Na to mógłby wskazywać fakt, że temu zwierzęciu wystaje z kupra coś, co mogłoby być rożnem. To sugeruje kaczkę, kurę, ostatecznie swojską polską gęś domową.

 

 

 

– Będziemy się brandzlować do upadłego tymi pożalsięboże podbojami Piastów i ich państewkiem, które ledwo rozkręcili, to już rozpieprzyli, żeby zapomnieć, że potem przez sześćset lat była bida z nędzą.

– Nie no, jeszcze Jagiellonowie byli.

– No, toć mówię. Połowa XV wieku. Teraz jest prawie połowa XXI.

– No… Gdyby nie Sasi…

– …to tu byśmy szczekali dupami jak na Ukrainie.

– W moim podręczniku do niemieckiego w szkole był niejaki Herr Kaleschke. Do tej pory mnie prześladuje to nazwisko.

– Okropne! Strasznie wschodnioberlińskie. Herr Kaleschke to taki wschodnioniemiecki inżynier. Pracuje oczywiście w fabryce. Mieszka w bloku typu klocek. Jest bogaty, więc ma trabanta i kolekcję kufli piwnych na ścianie.

– Albo uczy zajęć praktyczno-technicznych. Jego hobby to robienie wyklejanek z użyciem tłuczonego szkła. Ma też żonę Hannelore.

– Ona zajmuje się prowadzeniem domu. Jej hobby to stanie w kolejkach i podpierdalanie koleżanek na Stasi.

– Taki mamy klimat.

– Oby nie na długo, oby nie na stałe.

– Przecież wiesz, że nic nie jest na stałe. Ani Trzecia Rzesza, ani IV RP.

– Rzecz w tym, że ja też nie jestem na stałe.

– Bardziej niż ja.

– Nikt nie zna dna ani gadziny.

– To jest ten gawot. Gawot ma sześć dubli, bo historia lubi się powtarzać. Niestety bez szans na dublera.

– Miałem kupę kaset Eleni, które wykorzystywałem do nagrywania audycji z radia.

– To były kasety chromowe?

– A gdzie tam, zwykłe żelazowe, to była epoka żelaza.

– Powiedzieć, że program partii komunistycznej był w owym czasie był dla Polski najlepszy, to tak jakby stwierdzić, że seks był najlepszym programem dla tego, kto w jego trakcie zaraził się kiłą.

Jakaś pani pyta znajomego w Muzeum Powstania Warszawskiego:

– Dzień dobry. Czy słyszał pan o akcji „Żonkil”?

– Nie, ale słyszałem o akcji „Hiacynt”.

– Już mi o tym opowiadałeś, chyba ze dwa razy.

– Ach tak, wiem, że powtarzam wciąż tę samą historię do znudzenia…

– Nie martw się, ja się przyzwyczaiłem do rozmawiania z ludźmi po osiemdziesiątce.