Archives for posts with tag: Holender

– Hej. Jak powrót?

– Dostałem w metrze brawa.

– Oboże. Już się zdenerwowałem. Znowu wszcząłeś jakąś burdę?

– Niee…

– Kazałeś się komuś przesunąć do środka, żeby się dało wsiąść?

– Nie. Zapomniałem się i sobie śpiewałem.

– Śpiewałeś? Co takiego?

Duet Holendra z Sentą, tę taką melodyjkę ładną na początku.

– A jak się zorientowałeś, że śpiewasz na głos?

– Jak niedokładnie zaśpiewałem któryś skok i pokręciłem głową. I wtedy się zorientowałem. Przeprosiłem państwa i dostałem brawa.

Ha, zweifelst du an meiner Treue?
Unsel’ger, was verblendet dich?
Halt ein! Das Bündnis nicht bereue!
Was ich gelobte, halte ich!

– Z okazji zapadnięcia na vagneritis, z życzeniami nieuleczalności.

[link i dedykacja od Wehwalta]

*

Czy jeśli słysząc, jak szafka w łazience skrzypi mi kwartę w górę, myślę o Holendrze, to jest już bardzo źle?

Mokre przedstawienie. Akt drugi. Dziewczyny kręcą: summ und brumm.

Spinnen! Hahaha! Ty wiesz, co to znaczy?

Chyba wiem…

Ale oprócz znaczenia podstawowego?

-: No, tak jak po polsku, kręcić.

Haha! No właśnie!

Da spinnen die Mädchen, da lachen die Dorfbub’n?

Nie tylko spinnen ma dwa znaczenia. Brummen też.