Archives for posts with tag: hotel

– Wiesz, że hotele mają czasem specjalny cennik na czyszczenie pościeli z kału?

– No co ty! To spytajmy, ile u nas kosztuje czyszczenie po durchlagu.

– Po czym?

– Powiemy, że miałem w pokoju durchlag i trzeba wyczyścić.

 

 

– Tu jest chyba jeden z najlepszych hoteli w Rzymie.

– A jak się nazywa?

– Eklezjor!

– Chociaż tyle się umieli zachować.

eschenbach

– Wiesz, jak się tam idzie?

– Znając tutejsze zwyczaje nazewnicze, to gdzieś na via Piazza między Villa Palazzo a Castel Giardino jest jakiś Hotel Albergo, pod którym znajduje się Ristorante Trattoria…

– Łoho, ale tu mają kanapy! Co za rokokoko… Jak dla dżentel… Dżentel… lejdis.

– Albo lejdimenów.

– A papież Franciszek jest skromny i prosty, i mieszka w Domu świętej Marty…

– Widziałeś, jak ten dom wygląda? Ma standard pięciogwiazdkowego hotelu.

– Ale zbudował go Nasz Papież Polak. Ten Prawdziwy Ojciec Święty.

– A, to zmienia postać rzeczy.

– A ty wiesz, że jak byłem mały, to długo uważałem, że Ojciec Święty jest synem Matki Boskiej?

– A nie mężem? Ojciec jest zazwyczaj mężem matki, a nie synem.

– Wiedziałem przecież, że jest księdzem i nie może mieć żony. Więc synem. Tym bardziej mi się to zgadzało, bo przecież Matka Boska, jak wiadomo, jest Polką i mieszka w Częstochowie. I nie wiadomo, co robiła w Ziemi Świętej. Na wyjeździe jakimś była.

– Rzeczywiście, jako dziecko miałeś bardzo wiele przemyśleń teologicznych.

– Tak, ale niestety nie złożyłem ich w żaden spójny system.

– Mi się najbardziej podobało, że uważałeś, że w wiecznym światełku w kościele mieszka dżin, którym jest Jezus lub Bóg, i że wisi tak wysoko, żeby nikt go nie pocierał.

– Śniło mi się, że znalazłeś gdzieś walizkę z 200 tysiącami dolarów. Istniało podejrzenie, że to jakieś mafijne rozrachunki i porachunki, więc możemy mieć kłopoty, jeśli ją weźmiemy, ale postanowiliśmy zaryzykować. Zaniosłem ją do domu swoich rodziców, który miał dół mniej więcej taki, jak naprawdę ma, za to na piętrze było nasze wcześniejsze mieszkanie. I w swoim pokoju na górze próbowałem przeliczyć te pieniądze, ale miałem z tym kłopot, ponieważ nie były w postaci zwykłych banknotów, tylko specjalnych bonów bankowych o wyglądzie półprzeźroczystych zakładek samoprzylepnych do książek. Każdy bon opiewał na sumę 32 lub 1222 dolarów. Te po 32 dolary były łączone w pęczki po 32 sztuki, których suma wynosiła 1000 dolarów (szybko stwierdziłem, że to tak naprawdę 1024 dolary*, i zdziwiłem się trochę, ale zaraz skojarzyłem, że banki przecież zaokrąglają to przy wpłatach w dół.) Nie wiadomo po co wynieśliśmy te bony i przenosili w bezpieczniejsze miejsce. Z cennym ładunkiem w kieszeni przemykaliśmy się ulicami – w tym momencie już Wrocławia – i na wszelki wypadek szliśmy, prowadząc za uzdę konia, żeby straż miejska nie uznała nas za podejrzanych. Do hotelu na Kiełbaśniczej podeszliśmy zatem od tyłu.

 

——————————————————–

* Nie mam pojęcia, jakim cudem pamiętałem we śnie, że 32 do kwadratu to 1024, bo – szczerze mówiąc – wydaje mi się, że nie wiedziałem.

Ostatnio nie było, no to niech będzie, żeby nie było, że nie ma.

 

 

Má dlaň je jak pytlák v lese,
tlukot srdce zrychluje se.
Nejste starší ročník, ba ne,
rty však máte rozpukané…
Moře smutku je holt slané.
Chyťte se mne, chyťte, pane!
Jsem to stéblo pro tonoucí
na hotelu v Olomouci.

Chytil jste mě smyčkou hada.
Ale kdo jsem? Zkuste hádat.
No, to sotva uhodnete.
Budu totiž vším, čím chcete.
Krásnou, blbou, útlou, tučnou,
oněmělou, či tak hlučnou
až si zacpou uši brouci
na hotelu v Olomouci.

Ztěžka dýchám. Byls jak zvíře.
A teď spíš. Jsi se vším smířen.
Do ruky si boty beru…
Než ti zmizím v ranním šeru,
políbím tě. To se může.
Líbám přece svého muže.
Však víš – změna neublíži.
Příští pátek v Kroměříži.

—————————————————–

A kojarzy mi się ta piosenka z Sur l’oreiller Juliette Noureddine.

– Ogól mnie na łyso, bo teraz jest wiosna.

*

– W wulgarny sposób dostałem w mordę, plując na mnie.

*

– Już do mnie nie pisze. A w hotelu nocowaliśmy!

 

Do not disturb.

It’s disturbing enough.

Wiewiór: Stwierdzono pewne wady strukturalne [w konstrukcji krakowskiego Hotelu „Forum”]…

Mrówk: To znaczy jakie?

Wiewiór: Że się zawali.