Archives for posts with tag: hyperbaton

– Uwielbiam słowo „srogo”, „srogi”. Tak jak „plugawy” i „szpetny”, i „sromotny”.

– Ja też kocham „szpetny” i „plugawy”.

– Dziś „srogi” jest rzadko spotykane. W sumie kojarzę tylko ze dwa, trzy związki wyrazowe w powszechnym użyciu. Wiesz jakie?

– „Srogi jamnik”?

– Nie, raczej „zima”, „kara”, „nauczyciel”, coś takiego… Ale zgoda, „jamnik” też.

 

 

– Jak się masz?

– Tak średnio, sprzątam, a o 15 muszę zjawić się. A ty? W biurze na chwilę.

– Nie rozsnuwaj tego oczyma sarny smutku, bo już lato się kończy.

Czytając jakieś tam szkice krytyczne, przypomniałem sobie swoją niegdysiejszą mocno późnonocną analizę wiersza  Lotte. Pomieszczam we fragmentach, w obawie i w końcu.

 

zapały swe ostudź i żądzę swą schłódź

i wzwodów swych nie wzwódź i wstrzymaj swą chuć

 

co może się zepsuć to musi się psuć

co czułam gdyś bódł przestałam już czuć

 

więc proszę się nie trudź lecz raczej stąd pódź

i więcej mi nie słódź i nie mnie już łudź

 

[…] Polisyndeton w służbie paralelizmu składniowego współgra z regularnym tetrametrem taktowanym amfibrachami. Poniekąd onomatopeiczna figura etymologica, na którą nakłada się chiazm w drugim wersie, przez pozorny hysteron-proteron w trzecim prowadzi uwagę do enallage z piątego, a anafory środowego segmentu wiersza stanowią wrzeciono, wokół którego dogodnie tkają się paronomazje. […]

[…] Konsekwentnie poprowadzony rym wewnętrzny koresponduje z regularną średniówką formy endekasylabicznej, w nieco rzadszym – lecz nie mniej wszakże czarującym – układzie 6+5, a jambiczna kataleksa w czwartym wersie, tym bardziej zaskakująca, że pojawiająca się przed dierezą, a nie w wygłosie wersu, nadaje arsie męskiej szczególnego charakteru – zważmy, iż rzeczona sylaba nie znajduje w całym wierszu konsonansu, a bazuje na – nieco „narcystycznym” – asonansie. […]

[…] Szeroko stosowana aliteracja prowadzi do niejednoznacznych paronimii, a pozorny hyperbaton z ostatniego wersu okazuje się… anapestową emfazą! […]