Archives for posts with tag: ikonografia

– Tu powinno być „Święta Damiana?” Nie jestem pewien, czy dobrze zrozumiałem.

– Proponuję to skreślić, bo w międzyczasie okazało się, że ta „święta Damiana” to chyba wcale nie święta Damiana, tylko nie wiadomo kto.

————————————————–

Por. historia o jeżyku znalezionym w lesie.

– Co to za topos tryskającego cycka? Na tych obrazach co druga karmi jakieś dziecko.

– Co, potrzebny jest jakiś pretekst, żeby pokazać cycek. I na tym polega ten topos.

W Warszawie na ulicy Wspólnej znajomy napotkał takie oto znalezisko:

wspólna

– Jak to rozumieć?

– Może kluczem jest psia defekacja? Rzeczywistość została tu poniekąd odwrócona: zamiast wiosny, gdy takie efekty najbardziej widać, mamy jesień; zamiast tego, co wychodzi, mamy to, co wchodzi, w nieustającej syntezie przeciwieństw rodem z Kybalionu. Może to dadaistyczne w formie, a konserwatywne, reakcyjne wręcz, w treści oskarżenie świata, w którym wartości uległy odwróceniu? Jednocześnie trudno nie zobaczyć tu aluzji do krzyża – ale zubożonego, pozbawionego ramienia poprzecznego, gdzie słowo stało się pośledniejszym rodzajem ciała, lub wręcz złudzeniem, pustym i bez treści („kiełbasa wyborcza” w sensie lacanowskim?) – w ten sposób transsubstancjacja, zamiast przynosić odkupienie, staje się jałowym gestem, błędnym kołem, skąd trop wiedzie do synkretycznej metafizyki hellenistycznego Trismegistosa, jako naturalnego środowiska takiego dylematu. W tym miejscu ta instalacja od prostej krytyki społeczno-politycznej prowadzi nas do pytań o uniwersalną ontologię na gruncie logiki modalnej w ścisłym kontekście aksjologiczno-deontologicznym. Jak żyć w rzeczywistości, gdzie wraz ze stępieniem „ościenia śmierci” z I Listu do Koryntian w nieunikniony sposób rozkładowi ulega imperatyw kategoryczny, a ambiwalentny symbolicznie pies – symbol wierności, ale i ciemności – wielki zakulisowy aktor tej ikonografii, jawi się jako diaboliczny deus ex machina w świecie bez Boga?

Z okazji – zamieszczam ikonę św.św. Piotra i Pawła podarowaną braciom (siostrom) z zaprzyjaźnionego monasteru przez PontiFexa, w której uroczystym przekazaniu i, hm, pokropieniu w nowym miejscu kultu miałem przyjemność uczestniczyć.

Znajomy, by zakomunikować, że chyba zrobiła mu się gradówka pod powieką:

– A widać moje oko kaprawe?