Archives for posts with tag: jabłko

– Kolejny szalony dzień za mną. Tak, że następnym etapem byłoby dodawanie jabłka do kanapki z szynką.

Znajomy przytacza dwa dialogi zasłyszane na osiedlu – dzieci komunikują się z matkami, krzycząc między oknem a podwórkiem:

– Krystiaaan!

– Cooo?

– Do domu!

– Po co?

– Na obiad!

– A co na obiad?

– Jabłko!

*

– Mama!

– Cooo?

– Rzuć mi paletki!

– Do czego?

– Do babingtona!

– Chyba żeby się połamali!

– Pamiętasz tę akcję „Niech nas zobaczą?”

– Ona fajna była.

– Tak, ale nazwa mi się ciągle kojarzy z „Niech nas obsobaczą”!

– „Niech nas rozkraczą”!

– „Niech nas odrobaczą”.

[Dwie wyborne sytuacje przeżyte i spisane przez Futurosioła, które publikuję za jej miłym przyzwoleniem. Po raz kolejny dzi(ę)kuję!]

Wczoraj za to robiłam zakupy na bazarze u przygłuchego dziadka. Poprosiłam go o jedną cukinię
– Jedną? – zapytał nieco zdziwiony.
– Jedną. – potwierdziłam.
Kiedy on po nią poszedł, oddałam się rozmyślaniom, jakie jeszcze warzywo jest mi potrzebne, aż w końcu uśmiechnięty dziadek przyniósł mi w foliówce jedną brzoskwinię.
– Ale ja prosiłam o jedną cukinie!
– Proszę?
– O jedną cukinię prosiłam! – i wskazałam w kierunku skrzynki z cukiniami.
– Moreli? – już się dziadek wyrwał z foliówką do skrzynki moreli, co się obok cukinii znajdowała, a ja za nim. W końcu bardziej na migi zrozumiał, że chodzi o cukinie, a pozostałe warzywa już sama mu podawałam.

Jednak mistrzostwo świata w niewyraźnym mówieniu osiągnęłam pewnego razu w osiedlowym warzywniaku.
– Poproszę jabłko – poprosiłam.
– A co to jest? – odpowiedziała zdumiona sprzedawczyni.