Archives for posts with tag: jazda

– Nie denerwuj mnie, bo zwrócę odkurzaczem to wszystko, co wczoraj wysprzątałem.

– Całkiem jak rumba dla kota.

– Jaka znowu rumba?

– No taka, o.

– Nie machaj mi tu rękami, tylko wytłumacz.

– No, jeździawka dla kota.

– Jeździawka? I co ona robi?

– I ona jeździ, i wyrzyguje na dywan kłaki.

– Zaraz, zaraz. A może tak od początku? Jak to na dywan?

– Jak wjedzie. Dziewczyny takie coś mają, to im sprząta.

– Taki odkurzacz samobieżny?

– Tak, to NASA wymyśliła, ale trzeba uważać, bo jak wjedzie na dywan, to zwraca to, co przedtem posprzątało.

– A ja myślałem, że to jakaś zabawka dla kota.

– No tak, bo kot bardzo by lubił na tym jeździć.

– Oj, będę jutro niewyspany.

– Oj. Ja ciągle jestem: ktoś się tłucze po nocy, choć nie wzywa pomocy.

– Ja się tłukę i upadlam czasem, widać trzeba. Jadę, jadę. Do domu dojeżdżam. Pić mi się chce i spać, i rozmawiać też, co gorsza, o wzniosłych tematach…

– You have been drinking!

– Oj, no właśnie nie… Na trzeźwo, jak widać, jest nawet gorzej.

– Jaką ta taksówka ma taryfę?

– 1,40zł za kilometr.

– Wolny? Zajęty? On chyba nie jedzie.

– Nie jedzie, za tanio, nie opłaca mu się.

– Słuchaj, ja już jadę do ciebie, właśnie wyszliśmy, ale nie wiem, ile to potrwa, jedziemy z tych, no, Szwoleżerów… Szarych Szeregów…? Szaserów, o!