Archives for posts with tag: kawiarnia

–  W życiu 99% czasu przepracowałem w domu i jestem od tego trochę uzależniony. Łatwo się rozpraszam. Chyba że jadę. W kawiarni, lub innej przestrzeni publicznej, bywa czasem nieźle, w bibliotekach jest za cicho – każdy hałas się wybija. No, ale są słuchawki.

– Słuchawki są niezbędnym atrybutem pracy w miejscach publicznych. Głupie rozmowy przy kawusi mnie deprymują, a tak to mam wrażenie, że mowa jest o czymś istotnym.

 

 

 

– A ta trzecia część… Pięknie zagrane, ale to kawiarnia i musical.

– Bardzo broadwayowskie.

– Było w tym jednak coś z gwałtu, przyjemnego, ale gwałtu.

– Taa… Kawiarnia zgwałciła operę i tak narodził się Broadway.

Myślałem sobie o krążącej ostatnio petycji przeciw wykorzystywaniu danych osobowych przez fejsbuka. Składała się z jednego zdania. Stwierdziłem, że to niepoważne i równie skuteczne, co ustawianie sobie flagi ukraińskiej jako zdjęcie profilowe w geście naiwnie pojętej „solidarności”. I skojarzył mi się (mutatis mutandis) niezły tekst średniej piosenki Afrokolektywu na temat kawiarnianej rewolucji (podaję we fragmentach, pełen tekst tutaj).

 

[…]
Spójrz no – wokół konsumpcyjny system,
Walcz, tu masz prawo, tu masz przebojów listę:
Davos, Kijów, Tybet, Irak, nuda.
śpiewam, idę, marsz lewą, śpiewam Pablo Neruda.
Odrzuć mieszczańskie ego. Witaj w nowej erze.
Układam swoje credo litera po literze,
Choć to na ugorze orka kijem, hasła wznoszę,
Garcia Lorca nie żyje, a ja owszem, proszę.
[…]
Jeśli ktoś mnie nazwie zwykłym sukinsynem
Z zachwytu się rozpłynę i wsiąknę w wykładzinę
Korporacji, gdzie siedzę do godziny szesnastej
A po szesnastej czas na rozrywki własne.
[…]

Oddajesz sporo bojom z Babilonem,
kiedy popijając Marlboro colą pod Auchanem
w znoszonej bluzie Ramones made in Taiwan
obmyślasz zamach na McDrive’a.
To czysta frajda – kiedy nic się nie klei,
Wybić komuś szybę w imię wyższej idei.
Czy to nie imponujący akt?
Dla mnie to raczej żenujący fakt,
Jak to, że w koszulce ‚Zjadaj bogatych’
Jedziesz na manifestację mercem taty,
Poza tym trochę mnie śmieszy, kiedy na murze
Piszesz ‚100% wegan’ w skórze.
Tudzież to, że twój rastafarianizm
To dredy wykonane na zniżkę mamy
Przez rozchwytywanych stylistów Provosta.
Rewolucja nigdy nie była taka prosta.

– I co, odpisała ci coś?

– Wiesz, no nie odzywała się ostatnio, ale może ona dostała biegunki od tych wszystkich 120 kaw pitych ciągle na mieście i nie może. To są tak zwane sprawy bieżące!

Siedzimy sobie z Rabbiem i Villanerą w księgarnioknajpce. Sięgamy na półkę tuż obok nas, zdejmujemy tom dzieł wybranych Schillera i wybór wierszy dla uczniów klasy czwartej. Czytamy na zmianę to z jednego (Don Carlos, Intryga i miłość, liryki), to z drugiego (Brzechwa, Tuwim, Chotomska itp.) Po paru piwach i przy kiepskim oświetleniu zamienia się to w [niedo]dialog tyleż osobliwy, co chwilami dla naszych zmąconych umysłów znaczący.

Wreszcie Villanera chwyta za książeczkę z wierszykami dla dzieci, by ze swadą i przekonaniem przeczytać wiersz Brzechwy pt. Żyrafa:

Żyrafa w  tym gównie żyje,

 Że w górę wyciąga szyję.

A ja zazdroszczę żyrafie,

Ja nie potrafię.

Dopiero do chwili dociera do nas, co zrobiła z pierwszą linijką tego wierszyka.

Torquato: Poproszę mojito.

Kelnerka: Ale obawiam się, że nie mamy już limonek.

Torquato: To co może pani zaproponować?

Kelnerka: Nie wiem. Chyba nic.

Torquato: A czy można by je zastąpić cytryną?

Kelnerka: Chyba tak, ale nie gwarantuję, jak to będzie smakować.

Torquato: No dobrze, to zaryzykuję. Poproszę z cytryną.

[Kelnerka notuje i odchodzi]

Torquato [po chwili ciszy, z galanterią]: Ach, mój drogi, gdyby nie twoja obecność, zdemolowałbym ten lokal.