Archives for posts with tag: kiełbasa

W Warszawie na ulicy Wspólnej znajomy napotkał takie oto znalezisko:

wspólna

– Jak to rozumieć?

– Może kluczem jest psia defekacja? Rzeczywistość została tu poniekąd odwrócona: zamiast wiosny, gdy takie efekty najbardziej widać, mamy jesień; zamiast tego, co wychodzi, mamy to, co wchodzi, w nieustającej syntezie przeciwieństw rodem z Kybalionu. Może to dadaistyczne w formie, a konserwatywne, reakcyjne wręcz, w treści oskarżenie świata, w którym wartości uległy odwróceniu? Jednocześnie trudno nie zobaczyć tu aluzji do krzyża – ale zubożonego, pozbawionego ramienia poprzecznego, gdzie słowo stało się pośledniejszym rodzajem ciała, lub wręcz złudzeniem, pustym i bez treści („kiełbasa wyborcza” w sensie lacanowskim?) – w ten sposób transsubstancjacja, zamiast przynosić odkupienie, staje się jałowym gestem, błędnym kołem, skąd trop wiedzie do synkretycznej metafizyki hellenistycznego Trismegistosa, jako naturalnego środowiska takiego dylematu. W tym miejscu ta instalacja od prostej krytyki społeczno-politycznej prowadzi nas do pytań o uniwersalną ontologię na gruncie logiki modalnej w ścisłym kontekście aksjologiczno-deontologicznym. Jak żyć w rzeczywistości, gdzie wraz ze stępieniem „ościenia śmierci” z I Listu do Koryntian w nieunikniony sposób rozkładowi ulega imperatyw kategoryczny, a ambiwalentny symbolicznie pies – symbol wierności, ale i ciemności – wielki zakulisowy aktor tej ikonografii, jawi się jako diaboliczny deus ex machina w świecie bez Boga?

– Sąsiadka pod nami namiętnie smaży kiełbasę z cebulą. Śmierdzi nam tą kiełbasą. Kilka razy w tygodniu. Kiełbasiara z Grójca.

– A czemu z Grójca?

– Tak wymyśliliśmy. Wygląda na córeczkę rodziców, którzy mają sad jabłoniowy pod Grójcem, badylarze, dorobkiewicze, słoma z butów. Ma się pewnie za najmądrzejszą, bo chodziła na korepetycje z połowy przedmiotów. Wiesz czym ona jeździ? Białą beemką. Co za menda. Biała glizda.

– Biel to nowa czerń?

– Nie, glizda to nowa menda.

– Wiesz, jest taka nowa sympatyczna knajpka wietnamska…

– Tak? A gdzie?

– Na Alexanderplatz.

– Aaa, na Alexanderplatz, światowe życie. Nie dla psa kiełbasa. Z psa.

– Jakoś wyszło.

– Zawsze wychodzi. Drugą stroną.

*

– A co ty, w mięsnym pracujesz?

– Tak jakby… Ale na moją kiełbasę nikt się nie skusi, mimo że biała, parzona.

*

– To jest moja cnota dyrektorska.

– Ta, co się zalicza do grzechów głównych?

*

– Idziemy do domu?

– Noo, po co mamy tu siedzieć.

– Aha. Czego chcesz się napić?

– Czy nie chciały pan poświęcić trochę czasu tej [mojej] miłej dziewczynie?

– Ja mam…?

– Że się tak wyrażę, od czasu do czasu zamieszać w rondlu, w którym postawiłem na ogniu kiełbasę z kapustą.

H. Mann, Poddany