Archives for posts with tag: Kjuba

– Skoro nie wiadomo, co tym rządzi, istnieje szansa, że rządzi przypadek. Skoro przypadek czasem działa na korzyść – to dlaczego nie miałby pomóc wam?

– Przypadek ponoć pomaga tylko umysłom przygotowanym. Tak twierdził Paskal. Mam ochotę założyć, że miał rację.

– I potem nazwano jego imieniem ułomny system programowania głupich maszyn…  W sumie to może zadziałać.

 

 

– Oby moje dzisiejsze doświadczenia kulinarne nie okazały się prorocze: podgotowałem lasagne, zrobiłem sos, pokroiłem jabłka i sery pleśniowe, poukładałem, zalałem i – zobaczyłem, że piekarnik się nie podgrzał. Bo przestał działać. Mam teraz półsurową zapiekankę i pusty żołądek.

– Zepsuł się?

– Najwyraźniej. Jest nadzieja, że to bezpiecznik, bo wysiadł też jeden palnik, tzn. grzewnik elektryczny. Trzy pozostałe działają. Cóż, ciągnąc to dalej: da się korzystać z takiej kuchenki.

– Spójrzmy na to inaczej. Na dole masz sklep całodobowy. Jest też winda. Z głodu nie umrzesz, nawet jeśli zapiekanka nie dała rady, tudzież piecyk.

– Właśnie tej diety, jak ostatnio rozmawialiśmy, wolałbym nie kontynuować. Zakupy w nocnym i danie z mikrofalówki? Nie-e.

– Są też scenariusze pośrednie. Ani lazania, ani dania z mikrofali. Bo jednak nie mówimy o jedzeniu.

– No nie.

– Kiedyś na Pradze była jedna apteka, gdzie sprzedawał czarny pan, i tam były w asortymencie durexy XL.

– Ostatnio nawet zwiałem sprzed, jakby to powiedzieć, ołtarza, to znaczy kiedy już miałem spodnie wokół kostek i fujarę na wierzchu.

*

– Chcesz jeszcze raz?

– Daj.

– Bez reszty?

*

– Czasem się tak zdarza.

– Lepiej, żeby to „czasem” było rzadziej niż częściej.

*

– Nie zapytałeś się, czy możesz się kochać z moim facetem, a numer to wziąłeś!

*

– Hej! Masz może ochotę na seks dzisiaj?

– Ani czasu.

– Mam przyjemniejsze życie własne niż seks z byle kim. Jak będę bardzo chciał, pooglądam sobie pornosy. To skądinąd też nudne, ale przynajmniej wiadomo, że to nieprawda od samego początku.

– A, czyli jeszcze autoredakcja przed tobą? Nie zazdroszczę. Ale widać koniec, jeśli nie światełko, to definitywnie przynajmniej widać tunel.

– Prosiak. I w dodatku statysta. Ale i tak cię kocham na swój sposób.

– Nie jest to sposób łatwy, ale i vice versa, więc się nie czepiam. No bo wiesz. Mnie statystowanie już potężnie zmęczyło. Chciałbym się załapać na jakiś epizod.

– To znaczy?

– Och, znaczy, znaczy.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

When they answered the bell on that wild winter night,

There was no one expected – and no one in sight.

Then they saw something standing on top of an urn,

Whose peculiar appearance gave them quite a turn.

All at once it leapt down and ran into the hall,

Where it chose to remain with its nose to the wall.

[…]

In the night through the house it would aimlessly creep,

In spite of the fact of its being asleep.

It would carry off objects of which it grew fond,

And protect them by dropping them into the pond. […]

[Edward Gorey,  The Doubtful Guest]

– Jak nogi odmawiają posłuszeństwa, to nie ma co iść na nogach. 

–  Cześć, myszko!

Myszko?!

Bo do ciebie trzeba jak do dziecka.

Czy to nie był czasem twój pierwszy raz z facetem?

Tak.

I jak ci się podobało?

Średnio.