Archives for posts with tag: kobieta

– Nie wiem, czy ona jest specjalnie inteligentna. Ale na pewno skuteczna i w pracy sobie radzi.

– A kim jest?

– Inżynierem.

– Z kobietami inżynierami jest jak ze świnkami morskimi – ani to świnka, ani morska.

 

 

ibrahimek

[Relacja Ibrāhīma Ibn Jakūba z podróży do krajów słowiańskich w przekazie al-Bekrīego, przeł. Tadeusz Kowalski]

– No popatrz, one są dla nas takimi MILF-ami.

– To kim my jesteśmy? SILF-ami?

– Ta, chyba sylfidami.

– Syfilidami!

– Dziwne. W tym tekście jest masa par pustych nawiasów. Chyba autor chciał sobie zaznaczyć, żeby później uzupełnić.

– Albo po prostu w trakcie pisania myślał o seksie.

 

 

– Ja tam w babie najbardziej lubię to, co na zewnątrz.

– Jakiej babie?!

– Wielkanocnej, oczywiście.

– Ja najbardziej lubię sam miąższ.

– Ja lukrowany wierzch. Bo dla mnie środek jest taki „no i? gdzie reszta?”. Muszę mieć coś do tego więcej.

– Mi wystarczy z masłem.

– Co za chałczane zwyczaje. To jest chałkizacja polskiej baby!

Oglądamy film o Carlosie Kleiberze sprzed kilkudziesięciu lat. Dyrygent odbywa próbę z jakąś niemiecką orkiestrą.

– Tam grają sami faceci!

– Prawie, są też kobiety.

– Ale dobrze przebrane za facetów.

– Może w takich orkiestrach kobiety musiały być facetami?

– Niekoniecznie. Może wystarczyło, że przed angażem dziesięć lat terminowały w bibliotece?

– I to w Dziale Ksiąg Zakurzonych!

– A może to jednak sami faceci są? Kleiber mówi do nich ciągle meine Herren i meine Herren.

– A nie, to inna sprawa: on ma tu na myśli Herrenvolk.

Całe bogactwo i prawdę Kundry – jednej z najwspanialszych postaci kobiecych w całym repertuarze operowym – penetruje fenomenalna Agnieszka Zwierko, której oszczędne ruchy i mimika dyskretnie tylko podkreślają niezliczoną ilość emocjonalnych odcieni, nagłych zwrotów i dygresji zawartych w materiale wokalnym.

[Adam Suprynowicz, źródło]

*

Zanim kobieta z brodą wygrała Eurowizję, jej poprzedniczki występowały w cyrku, wisiały na krzyżu, a nawet służyły na dworze polskiego króla. Przez wieki niewiele się zmieniło

[Dorota Ziemkowska, źródło]

*

W wietrznej Łebie swoją restaurację prowadzi Mirek, którego wspomaga manager Paweł. W nadmorskim otoczeniu, by wywołać element zaskoczenia, ktoś wpadł na łebski pomysł i stworzył chatę góralską. Myśl okazała się nie do końca trafiona, gdyż to miejsce przyciąga tłumy tylko w sezonie. Poza nim lokal świeci pustkami. To nie cieszy Mirka, który chciałby, żeby jego chata funkcjonowała również zimą.

[tvn, źródło]

*

Można wyzbyć się uprzedzeń, ale czy można nauczyć się pożądać? Czy zatem peryferyjność kobiet w wieku dojrzałym – dyskryminująca i opresyjna – byłaby nie-do-zmiany?

[Krystyna Duniec, źródło]

*

Żaden kraj europejski nie został poddany tak nasilonej kolonizacji jak Ukraina i żaden nie ucierpiał bardziej. W latach 1933-45 było to najbardziej zagrożone śmiercią miejsce na ziemi.

[Timothy Snyder, przeł. Andrzej Ehrlich, źródło]

*

Czułość można wyrażać różnie, ale są słowa do tego przeznaczone

Nic tak nas nie rozgrzewa jak ciepłe słowa bliskiej osoby. Prawda misiaczku?

[…]

Poznaj 10 najbardziej popularnych i 15 najbardziej zaskakujących afektonimów, czyli intymnych przezwisk funkcjonujących pomiędzy kochankami, małżonkami i osobami pozostającymi w bliskich relacjach. Ich lektura to świetna zabawa!

[wyskakująca reklama na stronie SJP PWN]

*

Powiedzieć o niej, że jest niezwykle utalentowana, obdarzona wyjątkowym głosem, zachwycająco piękna? Że arie z Traviaty śpiewała jako pięciolatka? Że zrobiła doktorat? Wspomnieć, że ma u stóp Metropolitan Operę, La Scalę, Royal Opera House? […] Opowiadać o tym, że kocha ją zarówno branża, jak i publiczność? Powiedzieć, że jest „królową polskiego sopranu”? To nic nie powiedzieć. Aleksandra Kurzak cała jest śpiewem. Cała jest muzyką. Niewyrażalną słowami.

[TW-ON, źródło]

*

Jedna z najsłynniejszych polskich śpiewaczek operowych domaga się 150 tysięcy zł odszkodowania od właściciela sieci restauracji Pizza Hut – podaje Radio Gdańsk. Sprawą zajmuje się gdański adwokat, jednak nie chce ujawnić nazwiska śpiewaczki. Kobieta zjadła spaghetti, w którym był trzycentymetrowy kawałek drutu!

[źródło]

– „Tak mało jeszcze znamy, a tak się bardzo chełpimy”. Co ty na to?

– Brzmi dziwnie.  „Tak mało jeszcze znamy”? O co tu w ogóle chodzi?

– Właśnie. A wiesz, co jest w oryginale? „Tak niewiele dotąd wiemy, a tak wiele przypuszczamy”.

– Aha!

– Jest takie seksistowskie porównanie, że przekład jest jak kobieta – jeśli jest wierny, to nie jest piękny, a jeśli jest piękny, to nie jest wierny. To tłumaczenie robi krok naprzód w dziedzinie emancypacji – nie jest ani piękne, ani wierne.

– Jest za to głupie. Jak powiedziała Nuśka o koncercie jakiejś śpiewaczki: „Było nudno i nieczysto, ale za to brzydkim dźwiękiem”.

– A tak poza tym to jutro jadę do domku, bo już dawno nie byłem i chce zobaczyć grubą Dyzię. Jak ostatnio byłem, to jeszcze wyglądała normalnie, ale że została zapłodniona, to nabrała trochę krągłości podobno.

– Kto to jest gruba Dyzia? Jakaś twoja krewna? Koleżanka…?

– Gruba Dyzia to najpiękniejsza suczka we wsi.

– O siostrze byś tak raczej nie mówił…

– Jest brzemienna obecnie, dlatego zgrubła, bo zawsze miała nienaganną figurę. Stężała, ale brzuchem jeszcze po ziemi nie szura.

– Dobrze, że nie szura. Kobieta musi się szanować.

– Ty jesteś porządny. I dlatego pozwalam ci jeść ser. Bo jak jesz ser, to tak ładnie jak mysz.

– Myszy nie lubią sera.

– A skąd pomysł, że myszy nie lubią sera?

– Bo sobie pomyślałem, że one wolą suchy chleb.

 – A to niby na jakiej podstawie?

– One wolą dostać ziarenko, suchy chleb, a nie jakiś ser. Ser nie chrupie, a one muszą mieć chrupiące.

– Skąd taka pewność?

– Spójrz na myszy, po co by im były takie zęby długie tutaj, jakby one nie lubiły chrupać.

– No nie wiem.

– O, mysz je marchewkę surową. Jabłko.

– To dlaczego jak są pułapki na myszy, to się tam wkłada ser?

– Może im pachnie i z większej odległości je zwabia. Myślę, że to jest głupie.

– Co jest głupie?

– Ten ser.

– Ale dlaczego?

– Bo one wolą chrupkie rzeczy. Zapytaj Marcina i Piotrka, oni mają szczury i myszy, i na pewno nie dają im sera, tylko jakieś specjalne coś.

– No bo pewnie to jest tańsze i zdrowsze niż ser.

– One by nie jadły sera!

 – Hm.

– Tak jak koty nie lubią mleka. Większość kotów woli wodę. Albo białko z jajka.

– Dawałeś kotu?

– Tak.

– Nie pomyślałbym.

– A kot znajomej był bardzo wybredny. Żywił się tylko surowym mięsem i jajkiem.

– W sumie taki kot jak najbardziej żywi się właśnie surowym mięsem i jajkiem, to naturalne.

– Naprawdę? Jajkiem?

– No, wyjada z gniazda. Chyba że to raczej wąż.

– Wąż. Kot pewnie też. To kotka była, tej znajomej, one są bardziej łowne niż kocury. Tak samo jak u ludzi.

– A kot lubi ser?

– Nie.

– Szkodzi mu?

– Żółty tak. Biały.

– Co biały?

– Biały lubi.

– A mysz?

– Nie, bo to  n i e   c h r u p i e !

– Nie będę cię podglądał, wiem, jak wygląda naga dziewczyna, widziałem taki film o bi na kablówce.

– O bi?

-Tak, o faceto-kobiecie.

– Jak to o faceto-kobiecie? Pół facet, pół kobieta?

– Nie, że podobali mu się faceci też, mi też się podobają koledzy, ale to nie na całe życie, tylko na trochę…

 

[zasłyszane przez Vinylka]

Słuchamy Fidelia, opery o kobiecie, która przebiera się za mężczyznę, żeby uwolnić swojego niesłusznie uwięzionego męża. Muzyka jest bardzo podniosła. Rabbio mówi z uznaniem:

– I zobacz, czego może dokonać kobieta…! W męskim przebraniu.

Kobieta w spodniach dokonuje, czego miała dokonać, a Rabbio podsumowuje z satysfakcją:

– No, i już uwolniła wszystkich więźniów politycznych.

– Uwolniła. A w drugiej, zaginionej części tej opery  pt. Infidelio, ci uwolnieni więźniowie będą jej dziękować…

Anna Mucha rozmawia z Najsztubem o samiczkach alfa. Komentujemy.

– Chciałaby pewnie powiedzieć, że są też samiczki na tę drugą literę, ale jej nie zna.

– Na którą?

– Beta.

– Tak. Samiczki beta… Są też samiczki gamma.

– Jak to?

– Takie jak promieniowanie.

– Doktor dwojga nazwisk, to powinien być w Polsce osobny stopień naukowy, dla kobiet.

– Jakbyś ją poznał, tobyś stwierdził, że ona powinna mieć numer. I płeć oznaczoną, a nie, kurwa, nazwisko.

– A wiesz, że mój [heteroseksualny] współlokator sprowadził sobie pannę? Siedzą przy stole, pewnie będzie seks. Ja udaję, że mnie nie ma, schowany.

– On sprowadził pannę – ja odkażam wannę; on przyszedł z dziewczyną – klozet chlorem spłynął; będą inne panie? – dezynsekcja w planie!

– No właśnie. Boję się robali i damskich włosów. No i że coś ukradnie. Z tymi babami to nic nie wiadomo. O nie, przestali gadać. To zły znak. Chyba powinienem wyjść zza szafy.

Piątkowy recital. Po raz kolejny: nie żałuję, że poszedłem, bo dzięki temu nie muszę żałować, że nie poszedłem (tak samo było z Manon). I gryźć się, że może straciłem coś dobrego, ciekawego.

Była pani, która śpiewa dwoma głosami na zmianę: w dole jest dobrej klasy fisharmonia, a w górze – przyzwoity akordeon. Niby nieźle, ale jak się spodziewasz usłyszeć organy, to trudno nie czuć się rozczarowanym. Bo ani to Silbermann pod palcami, ani Koopman czy Preston przy stole gry; gdyby było chociaż jedno, toby się broniło.

Rozumiem, że to taki styl, maniera, że charakterystyczna, i że kobieta dojrzała i role dojrzałe śpiewa, postacie przez czas bezlitośnie posunięte, na śmierć idące, mękami trapione, przez życie doświadczone. Ale można to oddać, nie robiąc z nich karykatury. Bo jest różnica między ukazaniem starości, niedołężności w jej przykrym, drażniącym też niekiedy kształcie, a robieniem z tego kabaretu (celowo bądź nie). Pokazać kogoś, kto  niedomaga, zapomina, cierpi – choćby i nieestetycznie, zachowuje się uciążliwie to nie to samo, co robić na niego zbliżenie, gdy się przewraca na śliskiej podłodze i wywijając rękami, upada z głośnym pierdnięciem. Śmieszne? Niesmaczne? Niepotrzebne? Co najmniej wątpliwe.

Rozumiem, że kwestia „po co” ustępuje tu przed pytaniem „dlaczego”, na to drugie jednak nie mam siły  próbować odpowiadać.

Na gorzką osłodę pomieszczam przykład mądrze i stylowo zaśpiewanej przez Podleś arii hrabiny z Damy pikowej.

– …Na przykład spotkania dla muzułmańskich kobiet z Warszawy.

– Sekta muzułmańskich kobiet w Warszawie? Brzmi egzotycznie.

– Egzotycznie?! A widziałeś czeczeńskie dziecko tańczące krakowiaka?

Czułam, że moja wagina umiera. Można próbować okłamywać rodzinę w czasie świątecznego obiadu, że u was w domu wszystko jest idealnie. Ale nie możesz okłamać swojej waginy. Kiedy wagina umiera to znaczy, że czas się zbierać

[Olivia Wilde]

*

 – Obecnie chcę, żeby pan Maserak odpowiedział za swój czyn w sądzie, tym bardziej że ten cios mógł okazać się śmiertelny, gdyby był zadany w skroń, kilka centymetrów wyżej – dodaje. 

Oskarżony o pobicie Maserak twierdzi, że DO NICZEGO NIE DOSZŁO, a cała sprawa to PROWOKACJA. Tancerz tłumaczy, że wychodząc z klubu zobaczył skuloną kobietę na chodniku. Podszedł do niej, aby jej pomóc, ale nigdy jej nie uderzył. 

[pudelek.pl]

*

Polski Związek Piłki Nożnej poniósł szkodę majątkową oraz wizerunkową i stał się podmiotem nieuzasadnionej krytyki. Dlatego też, Zarząd Polskiego Związku Piłki Nożnej podjął decyzję o wystąpieniu do Ministerstwa Sportu i Turystyki z roszczeniem o naprawienie poniesionych strat i wyrządzonych szkód.

[oświadczenie PZPN-u]

*

Your big package didn’t stimulate me

[z piosenki wyborczej przeciw Obamie]

*

„Jak nie ma nic zaplanowanego i pyta mnie, co chcę robić. Mnie to wkurza zawsze. Uwielbiam, gdy facet ogarnia”. Istnieje, może niedostrzegalna na pierwszy rzut oka, ale zasadnicza różnica między tym, że pytasz kobietę, na co ma ochotę, bo chcesz po prostu wiedzieć, na co ona ma ochotę od tego, że pytasz kobietę, na co ma ochotę, bo sam nie wiesz, co robić, nie masz nic zaplanowanego lub boisz się podjąć inicjatywę. Trudno powiedzieć dokładnie, jak to robimy, ale wyczuwamy to bezbłędnie.

[źródło]

Wyprowadziliśmy się razem do jakiegoś nowego mieszkania, ja na dłużej, a Żubr tylko na dwa dni, zanim wyemigruje; miał tam zostawić swoje rzeczy. I okazało się, że możemy sobie tam mieszkać, owszem, ale w sześcioosobowym dużym pokoju, gdzie każdy ma segment wydzielony z meblościanki. Mieszkały z nami głównie kobiety po czterdziestce, jedna z dziećmi. Mieszkanie składało się z czterech pokojów urządzonych w stylu lat siedemdziesiątych-osiemdziesiątych. Trzy z nich zajmowali lokatorzy, a jeden z nich zarezerwowany był dla właścicielki, która jednak nie mieszkała tam na stałe. Pytam, czy może mógłbym wynająć ten jej pokój sam.

– Nie ma mowy, odpada.

– Chodzi o sprawy obyczajowe?

– Tak.

– Ale proszę się nie bać ciąży [że nie można eksmitować kobiety w ciąży], bo o to tak naprawdę chodzi?

– Tak.

-Ale jestem gejem.

– O, to tym bardziej.

Rabbio: Kobiety lubią to robić, ale nie potrafią.

Mrówkodzik: Co ty powiedziałeś? Wyszło szydło z worka. Mosznowego.

Rabbio: Ale ja nigdy…

Mrówkodzik: Uff!

Wiewiór: Spadło ci szydło z serca?