Archives for posts with tag: kolana

Był rok 2014, a ja ponownie byłem członkiem międzynarodowego komitetu przyznającego nagrodę Nobla w dziedzinie perfum. Trzy finałowe kompozycje z jakichś powodów nie występowały we flakonach, tylko w cienkich strzykawkach, jak do szczepionki. Wraz z dwoma innymi członkami jury wstrzykiwaliśmy każdy z zapachów w puchowe kurtki, a dokładniej kieszonki na ramieniu, takie z pionowym suwakiem. Na laureata wybraliśmy zielonkawy, niemal całkowicie bezwonny zapach z oznaczeniem GRU. Po obradach czekaliśmy na oficjalną ceremonię w szerokim korytarzu umeblowanym jak dawny orbisowski hotel – wszystko czuć było sklejką i kurzem. Spotkałem koleżankę z dzieciństwa, której dawno nie widziałem – okazało się, że ona należy do gremium nagradzającego najlepszych tancerzy baletu młodzieżowego. Potem przez megafon mówiono coś o Ameryce, więc ja na kolana padłem i uczyniłem znak krzyża. Zauważył to przechodzący obok Dick Cheney i zaczął głucho protestować: „Nie! Nie! Nie! Nie!”. Powiedziałem, że się modlę, a on na to, że klęczę jak rycerz, na jednym kolanie, a to nie pozycja do modlitwy. Po czym, nie przestając pohukiwać, zniknął w końcu korytarza. Wtedy zrozumiałem, że chyba już mnie więcej nie zaproszą do prac w komitecie.

 

 

 

– Czemu lektor w tramwaju mówi „Warsaw Rising Museum”? Myślałem, że „powstanie” to uprising, a rising to takie… No, zwykłe wstanie.

– No, bo Polska wreszcie wstała z kolan.

 

 

 

– I tak Polska wstała z kolan.

– Żeby wypiąć dupę?

 

 

Przedstawienie The Tempest Purcella w Collegium Nobilium (teatr Akademii Teatralnej w Warszawie). Brak miejsc siedzących, bo wstęp wolny. Jakiś nieznajomy próbuje znaleźć sobie miejsce do wygodnego stania. Trochę po sobie depczemy, choć nie bez sympatii, na balkonie.

– To przedstawienie będzie bardzo dobre, bo czeka nas owacja na stojąco.

– Z konieczności.

– Chociaż możemy też klęknąć tu przy barierce. W świątyni sztuki.

– Możemy się też opierać.

–  No właśnie: klęknąć czy się opierać?