Archives for posts with tag: kołysanka

– Opowiedz mi bajkę na dobranoc.

– Nie umiem opowiadać bajek.

– Oj, umiesz, umiesz. Zobacz, zacznij od „Był sobie kiedyś…”

– Był sobie kiedyś chłopiec o imieniu Patryk. Miał dziewięć lat. Rodzice poświęcali mu bardzo mało czasu, więc był niewychowanym bachorem. Nie lubiły go inne dzieci. To znaczy dzieci w szkole i dzieci na podwórku. Żadne dzieci go nie lubiły. A dziadkowie… Dziadkowie nie chcieli z nim zostawać. Nie lubiła go też matka innego ucznia, bo była zazdrosna o jego osiągnięcia szkolne. Wiedziała, że Patryk ma trudności z przełykaniem, i dała mu landrynka.

– I co wtedy było?

– Patryk się zakrztusił, udusił i… Wszyscy żyli długo i szczęśliwie!

– „Śpij, dzieciątko, śpij, bo złapię za kij, pójdziesz tam, gdzie rośnie pieprz, bowiem buźkę masz jak wieprz…”  Nucę.

– To brzmi jak taka piosenka powstańcza, ale nie pamiętam tytułu…  wchodzi mi Rabbio we frazę.

– Szkoda, że mi przerwałeś, bo pewnie nie usłyszałeś końca.

– Usłyszałem! „Śpij, dzieciątko, śpij, bo jak nie to coś tam…”

– Widzisz, nie słuchałeś, tylko przerwałeś i zniszczyłeś mi puentę.

– Nieprawda!

– Prawda. Ale pamiętaj, kto komu przerywa, ten temu też przerywa…  mówię, starając się brzmieć groźnie i sentencjonalnie.

– Ojojojoj, ojojojoj!  wyzłośliwia się.

– Wygląda na to, że właśnie osiągnąłeś szczyt elokwencji i ja cię z tego dna podnosić nie będę.

 

 

Harmonia początku tego duetu kojarzy mi się silnie z ostinatem z Berceuse Chopina (stąd wybór wykonania w podobnie wolnym tempie):

 

 

 

– Łaaa, spać mi się chce. Jadę do domu.

– Uśnijcie, krwawe sny.

– Jak zmęczona, syta krwi pantera.

– Dzik syty żołędzi.