Archives for posts with tag: koń

– „Gdyby nie było kary, zabiłbyś?”*

– Ija!

– I ty?

– Ijał! Ijał!

– Co to, okrzyk wojenny, czy  udajesz konia albo naśladujesz karetkę?

– Nie: zabiłbym! Zabijałbym!

 

——————————–

* Hasło reklamowe II sezonu serialu Westworld.

– Znów wiosna, znów dużo czasu spędzam w srebrnych i w zaśniedziałych strzałach PKP. I z tego powodu coś muszę wyznać. Otóż mało co mnie tak irytuje językowo, jak nowa moda w żargonie konduktorów: „Tu u państwa nikt nie dosiadał?”  Co to jest, bydlęcy wagon z końmi? Wojskowy pociąg kawaleryjski? Nie, ani na oklep, ani z siodłem nikt nie dosiadał. A jeśli nie chodzi panom konduktorom o dosiadanie koni, to tym bardziej nie panów sprawa, czy w tym przedziale ktoś dosiadał, czy nie.

– Z grzybami też zamierzasz spróbować?

– ?

–  Ojej, okienka mi się pomyliły, to miało być u Vrubliniego, który upewniał się, że nie lubi truskawek. Przepraszam!

– Ależ spróbuj z grzybami! Podróż może być znacznie ciekawsza, a konduktor może się okazać np. wielką gąsienicą.

 

 

Po tych frazach w ostatnich dwóch miesiącach trafiano przez wyszukiwarki na mrówkodzika:

 

scenka na prawoslawie

ku przestrodze gej opowiadanie

www erotyczne opowiadania sex z potworem morskim.pl

rozpacz teologia fonda

szukam faceta na jedna noc freiburg

szlauch etymologia

gwara mazowiecka agrest

synonim słowa syndrom poniedziałku

ruchanie lumpiary

czemu po amfetaminie kurczy się penis

pewnym, możliwie sprężystym krokiem, broda, marynarka, czapka z daszkiem

jaki chleb dla konia

obolale po niemiecku

a chtóz tam puka tekst

edyta górniak ruchanie dobra jest

laski z coburga

asperger a socjopatia

wiersz o sklerozie

– I jak Ci się to widzi?

– E tam, on kombinuje jak koń pod górę.

– Po błocie?

– Tak, Pobłockiej.

– Śniło mi się, że znalazłeś gdzieś walizkę z 200 tysiącami dolarów. Istniało podejrzenie, że to jakieś mafijne rozrachunki i porachunki, więc możemy mieć kłopoty, jeśli ją weźmiemy, ale postanowiliśmy zaryzykować. Zaniosłem ją do domu swoich rodziców, który miał dół mniej więcej taki, jak naprawdę ma, za to na piętrze było nasze wcześniejsze mieszkanie. I w swoim pokoju na górze próbowałem przeliczyć te pieniądze, ale miałem z tym kłopot, ponieważ nie były w postaci zwykłych banknotów, tylko specjalnych bonów bankowych o wyglądzie półprzeźroczystych zakładek samoprzylepnych do książek. Każdy bon opiewał na sumę 32 lub 1222 dolarów. Te po 32 dolary były łączone w pęczki po 32 sztuki, których suma wynosiła 1000 dolarów (szybko stwierdziłem, że to tak naprawdę 1024 dolary*, i zdziwiłem się trochę, ale zaraz skojarzyłem, że banki przecież zaokrąglają to przy wpłatach w dół.) Nie wiadomo po co wynieśliśmy te bony i przenosili w bezpieczniejsze miejsce. Z cennym ładunkiem w kieszeni przemykaliśmy się ulicami – w tym momencie już Wrocławia – i na wszelki wypadek szliśmy, prowadząc za uzdę konia, żeby straż miejska nie uznała nas za podejrzanych. Do hotelu na Kiełbaśniczej podeszliśmy zatem od tyłu.

 

——————————————————–

* Nie mam pojęcia, jakim cudem pamiętałem we śnie, że 32 do kwadratu to 1024, bo – szczerze mówiąc – wydaje mi się, że nie wiedziałem.

– Co tak bzyczy?

– To Birgit. Zgrywam tego Wagnera na komputer. Czasem tak bzyczy ta stacja dysków.

Ring zgrywasz?

– Nie, a dlaczego?

– Bo ona tylko w Ringu śpiewa w tym boksie.

– W Tristanie też… Ha! W boksie! A więc jednak Nilsson b y ł a  koniem!

– Ty jesteś porządny. I dlatego pozwalam ci jeść ser. Bo jak jesz ser, to tak ładnie jak mysz.

– Myszy nie lubią sera.

– A skąd pomysł, że myszy nie lubią sera?

– Bo sobie pomyślałem, że one wolą suchy chleb.

 – A to niby na jakiej podstawie?

– One wolą dostać ziarenko, suchy chleb, a nie jakiś ser. Ser nie chrupie, a one muszą mieć chrupiące.

– Skąd taka pewność?

– Spójrz na myszy, po co by im były takie zęby długie tutaj, jakby one nie lubiły chrupać.

– No nie wiem.

– O, mysz je marchewkę surową. Jabłko.

– To dlaczego jak są pułapki na myszy, to się tam wkłada ser?

– Może im pachnie i z większej odległości je zwabia. Myślę, że to jest głupie.

– Co jest głupie?

– Ten ser.

– Ale dlaczego?

– Bo one wolą chrupkie rzeczy. Zapytaj Marcina i Piotrka, oni mają szczury i myszy, i na pewno nie dają im sera, tylko jakieś specjalne coś.

– No bo pewnie to jest tańsze i zdrowsze niż ser.

– One by nie jadły sera!

 – Hm.

– Tak jak koty nie lubią mleka. Większość kotów woli wodę. Albo białko z jajka.

– Dawałeś kotu?

– Tak.

– Nie pomyślałbym.

– A kot znajomej był bardzo wybredny. Żywił się tylko surowym mięsem i jajkiem.

– W sumie taki kot jak najbardziej żywi się właśnie surowym mięsem i jajkiem, to naturalne.

– Naprawdę? Jajkiem?

– No, wyjada z gniazda. Chyba że to raczej wąż.

– Wąż. Kot pewnie też. To kotka była, tej znajomej, one są bardziej łowne niż kocury. Tak samo jak u ludzi.

– A kot lubi ser?

– Nie.

– Szkodzi mu?

– Żółty tak. Biały.

– Co biały?

– Biały lubi.

– A mysz?

– Nie, bo to  n i e   c h r u p i e !

– …Gierymski, Grottger…

– O boże, tylko nie Grottger. U niego sami powstańcy, konie, powstańcy na koniach, powstaniec w lasku, powstaniec żegnający się z matką, powstaniec żegnający się z koniem…

 

————————————————————————–

knur – patrz: słowniczek.

Moja ulubiona pieśń z Kurpiów, wspomnień czar, wspomnień czad. Pod spodem podaję wersję tekstu, którą wolę od śpiewanej przez panią Apolonię.


W kadzidlańskiem boru

źródełecko bzije

Chto idzie, cy jadzie,

Wodę z niego psije.

Nie psij wody z boru,

Bo ona zmącona,

Pomąciła ci jo,

Dziewczyna nadobna.

Choć woda zmącona,

Ale się ustoi,

Ładna kadzidlonka,

Choć się nie ustroi.

– To subtelna Zyglinda…

– Taka jak zaśpiewana przez Jessye Norman?

– Heh… Ta gdyby miała śpiewać Brunhildę, to zamiast na koniu musiałaby cwałować na słoniu!