Archives for posts with tag: kradzież

– Jak ona się nazywa?

– Ama.

– Ama Amelia?

– Nie wiem, może Ama Amba.

– Nie znam takiego imienia. Kto to Amba?

– Ta, co zjada skarpetki.

– Jak to?

– No, zjada. I potem są nie do pary.

– Ale skąd to skojarzenie?

– Różni się jedną literą.

– Od czego?

– Ama – Amba.

– Nie o to pytam. Skąd skojarzenie ze skarpetami?

– No nie wiem. Bo tak jest. Nie wnikaj.

 

 

 

– Znalazłem w toalecie portfel damski.

– I co?

– Powiedziałem kelnerkom.

– A zajrzałeś do środka…?

– Zajrzałem…

– I co tam było.

– Pieniądze.

– Dużo?

– Średnio, no ale trochę było.

– Ukradłeś?

– No co ty.

– E, do dupy. To po co zaglądałeś?

– Bo myślałem, że to kosmetyczka…

– I co chciałeś tam znaleźć?!

– Chciałem tylko zobaczyć, co ona tam ma…

– Dlaczego twierdzisz, że nienawidzę twojej poezji?

– Bo jak wychodziłeś, to powiedziałem coś o łzach i warzywach, a ty powiedziałeś, że jestem głupi.

– Coś o łzach i rynnach.

– O bakłażanach.

– Aha. Weź jeszcze pod uwagę, że ja przecież jestem trochę głuchy.

– „Bakłażany niepamięci zalały się łzami wspomnień”.

– A może wspomnieniami łez?

– Nie wiem. Nikt mi nigdy nie ukradł telefonu, a nawet bym się cieszył.

– A wiesz, że mój [heteroseksualny] współlokator sprowadził sobie pannę? Siedzą przy stole, pewnie będzie seks. Ja udaję, że mnie nie ma, schowany.

– On sprowadził pannę – ja odkażam wannę; on przyszedł z dziewczyną – klozet chlorem spłynął; będą inne panie? – dezynsekcja w planie!

– No właśnie. Boję się robali i damskich włosów. No i że coś ukradnie. Z tymi babami to nic nie wiadomo. O nie, przestali gadać. To zły znak. Chyba powinienem wyjść zza szafy.

– Ten fakt legł u ruiny mojego związku.

*

– Tym lepiej, bobym usnął i jeszcze bardziej by mnie okradli.

*

– To było w czerwcu, więc była już czwarta.

*

– To jest pub dla takich od 35 w górę, to klub dla osób starszych.

*

– Ziewasz?

– Ziewam.

– Klękaj?

– Łykam.

– Wyszedłem i tuż przed drzwiami psiknęli mi gazem pieprzowym w oczy, ale miałem okulary.

– I co, pobili cię? Okradli?

– Nie pobili, nie okradli. Psiknęli i zwiali.

– Dziwne.

– Wcale nie dziwne. Kryptociotki. Zaatakowali mnie symbolicznie, po pedalsku.

– W jakim sensie?

– No gazem po oczach? Tak to się bronią kobiety. Dres jak atakuje, to wali z pięści.

– Ależ to campowe!

…Wyrwał mi torbę i pobiegł, widzę, jak biegnie. Ja stanąłem jak wryty z samymi słuchawkami, które zostały mi w uszach. I stoję. A obok kobiety sprzedają kwiaty i podgniłe jabłka…

Tytuł dzisiejszego zestawienia najciekawszych słów kluczowych, po których ludzie trafiali na mrówkodzika, brzmi imponująco, ale zasadniczo rewelacji nie ma.

kantata kanapa

kutas interpunkcyjny

kradzież literatura

doskwierz przeobrażenie

pornole angielskich staruszek

palec grzebalec wiersz

nadzy faceci w lodi dodi

niewolnik w poprawczaku opowiadanie

nihilizm, defetyzm, sarkazm i orgazm

kierunek zwiedzania warszawy

sprzęty kuchenne na ó

pocałował drag queen w rękę

podnieca mnie golenie głowy

pipka i pitok

patologia słuchu

dupa dupczona

nie bij mnie kijem

To zasługa naturalnej siły lnu, który wsparty łagodną perswazją naszej dłoni pozbawia cebulę smakowego nieokrzesania. […]

Satysfakcja z własnego twarogu jest niewyobrażalna. […]

Rola serwety jest wielka, toteż warto poświęcić jej czasem uwagę, nie tylko od święta.

[M. Gessler, Newsweek z 19 III]

*

Każdy może się okazać osobą, która chce coś ukraść. To jeden z dowodów: kobieta o kuli wkładająca towar nie do koszyka, ale do własnej torby.

[tvn24]

*

To jest rzecz niepoliczalna. Ciągle ulega zmianie.

[żona trenera Smudy, zapytana o to, ile mąż ma dresów]

*

Piękne i zdbane dłonie i paznokcie to wizytówka każdej kobiety

[reklama z groupona]

*

To oczywista rzecz dla każdego, kto zajmuje się teatrem, że literatura, szczególnie ta powstająca poza teatrem, musi w nim zostać poddana przeróbce, żeby się w ogóle do czegoś nadawała.

[Piotr Tomaszuk, ostatni Newsweek]

*

Staram się patrzeć na świat jak Amerykanie – wprowadzam coś w rodzaju terroru optymizmu.

[Magda Mielcarz, ibid.]

Vrublini: Ukradłem kiedyś książkę.

Mrówkodzik [z aprobatą]: Ukradłeś?

Vrublini: Poniekąd…

Mrówkodzik [z rozczarowaniem]: To znaczy, nie ukradłeś.

Vrublini: Skłamałem, że ją odesłałem [właścicielowi].

Mrówkodzik [tonem pochwały]: To jednak ukradłeś.

Znajomy, mówiąc o  tym, jak jego znajomy ukradł stułę:

Mój kumpel zwinął z konfesjonału ten szalik taki.