Archives for posts with tag: krowy

– Jeszcze wytrzymam kila dni…

– „Kiła dni”, dobry tytuł na autobiografię Polaka początku XXI wieku.

– A „Dni kiły” świetnym sloganem dla drzwi otwartych oddziału wenerologicznego Dzieciątka Jezus.

– To może być pierwszy tom: „Dni kiły”. Tom II: „Kiła dni”. Tom III, i ostatni: „Łyka Indi”. Przez jedno „i”, bo to taki snob, co ma kredyt na mieszkanie i wakacje w Indiach, po oświecenie, ale marketingowa nowomowa pod strzechą i słoma z butów.

– A kiła z dupy.

– Czy ja wiem… W tym by było jeszcze coś dekadenckiego, że sobie przynajmniej pożyli. Myślę, że u nich może być na odwrót: ścisk dupy, modne ciuszki i kluby, ale tak naprawdę mentalność przywieziona w słoiku z Białegostoka.

– Hmm… a co z tym oświeceniem?

– A, oświecenie to jest wiesz, że lubi jogę i pierożki samosa. Ale nie dlatego, że lubi, tylko dlatego, że ogólne sushi. Wypada. No i te krowy, wiesz, że tam krowy po ulicach? I tak kolorowo. Uroczo, uroczysko – jak powiedziałaby Magda Gessler, koryfeuszka płycizny poznawczej.

– Bo wiesz… to jak z Niechcicową, co się z ziemianki w mieszczankę zamieniała.

Ilekroć mowa o efekcie cieplarnianym, kwotach na dwutlenek węgla itepe, mrówkodzik przywołuje sprawę krów, które emitują duże ilości metanu (zamiast pierd w rzëc jak porządny Kaszuba). Mówi wtedy o projekcie zamontowania im rurki odprowadzającej gazy do balona noszonego na grzbiecie – po pierwsze metan nie ulatałby do atmosfery, a po drugie można by go potem wykorzystać jako paliwo. Praktycznie nikt mu nie wierzy, że coś takiego na serio rozważano. Ostatnio podsumował to słowami:

– Widziałem takie krowy, w które nikt mi nie wierzy.

[A oto dowód, że warto wierzyć]