Archives for posts with tag: ksenofobia

Frazy, po których trafiano w ostatnim kwartale przez wyszukiwarki na mrówkodzika:

 

światło jelita odmiana

dominanta nonowa

huj nie słowik suko – w sztuce

imperatyw kopulacyjny

torebka foliowa uduszenie filmy fetysz

pryncypałka slang

wiera gronostajewa

scenka do ksenofobi

oj nie powstanę bom zamurowana

danuta stenka fellatio

fellow-jak odblokowac zablokowanego?

opowiadania ,blogi zboczone,masturbacja,insest,okres dojrzewania

ciągba

madame butterfly pieszczoty oralne

bzykanie damy na balu pilmy porno

smeralda-serialidagi sekslar

wyjaić znaczenie

ambiwertyzm pomocy

aunt rhody kto to

lesbianizm

grecka przypadłość

czarodziejska góra rtg

niedoczekanie jaka to część mowy

– Jak na nich patrzę, to sobie myślę, że ruskich to się nie powinno wypuszczać, wpuszczać za granicę. Powinni mieć wizy.

– Toć mają.

– To specjalny egzamin przed komisją obserwatorów.

– Ambasadorek złej woli ONZ!

– Z Kwaśniewską na czele. Uczyłaby ich, jak jeść bezę.

– No co ty, oni tam nie mają niczego takiego.

– Jak to? Przecież tam każda baba wygląda jak beza.

 

1. Podanie rozpaczone odmownie

WŁAŚNIE RZUCIŁ MNIE CHŁOPAK JESTEM ZAŁAMANY I ROZPATRZONY
BYC SZCZESLIWYM TO PRAWDZIWE SZCZESCIE , JUZ JESTEM

2. „…w Indiach oświecenie ulicami, razem z krowami, z krowami ulicami”

Gdzieś w świecie odgrywam ważną role dla tej osoby nie patrze na ludzi którzy ranią nie wiem po co tak to jest niektórzy ludzie nie mogą nas zrozumieć. mówią że jesteś zło i cie nie powinno tu być na tym świecie. parę osób wie że co to znaczy miłość do religii Indii albo poznac ich kraj :)

3. Na Berdyczów

NIE INTERESUJĄ MNIE EFEMERYCZNE KONTAKTY WIĘC Z WIADOMOŚCIAMI TYPU „SEX” PROSIMY NIE DZWONIĆ POD TEN ADRES.

4. Cud św. Kulinarii

Ułożony, inteligentny i miły. Wierny i cierpliwy. Pracujący i zadowolony z życia. Zalecany do związku monogamicznego. A co najważniejsze poprzez swój dar do kulinariów potrafi zadowolić swojego partnera!

5. Klucze i wytrychy

niczego nie wykluczam czas spedzic z kims zycie

6. Robot kolejkowy Ewa 1

Odpisuje na wszystkie wiadomości, ale kolejka to rzecz święta. Nie?

7. Taniec siedmiu zasłon

Proste jest zrzucić z siebie ubranie i uprawiać SEX. Ciągle to robimy. Ale otworzenie swojej duszy dla drugiej osoby, odsłonięcie przed nią swoich wierzeń, przemyśleń, lęków, nadziei i marzeń … – to jest prawdziwe obnażenie.

8. Future in the past

Szukam osoby która wprowadziła mnie w świat geja. Chciałbym z tą osoba sprobowac cielesnych doznań

9. Igły i widły

1.Musisz być wyższy ode mnie
2.Widełki nie są przypadkowo
3.Musisz być co najmniej ,,chętniej aktywny”

10. Quod erat describendum

Najtrudniej jest przedstawić samego siebie tak aby nie było banalnie.

11. Psu na budę

P.S. nie wystraszcie się mnie
P.P.S. Nie lubię ludzi bez twarzy bojących się własnego cienia… jeśli nie masz zdjęcia z twarzą nie pisz. Jeśli prezentujesz swoje genitalia daj sobie ze mną spokój ja cenię ludzi nie ich narządy płciowe…
P.P.P.S. Nie jestem mnichem, księdzem ani nikim takim
Znalazłem swój skarb – panowie myślę że jak pominiecie małostkowość i rządze to macie szansę :))

12. Butem o ścianę

Mam specyficzny gust, doceniam sztukę, dobry design i jestem estetą więc sorry, ale ze sportami, dresami i sneakersami nie mam o czym rozmawiać.

13. Koncentrat instant

Jak coś ma być to bedzie, teraz koncentruje sie na sobie.

14. Spis cudzołożnic

SPOKO NORMALNY KOLES SZUKA PODOBNYCH CO WIEDZA CZEGO CHCA-NIE POMAGAM W ZALATWIENIU NOCLEGU!!
CHETNIE WYRUCHAM POLAKA-dlaczego ciagle polacy daja najgorzej dupy?
od 2010 roku ruchalem kolesii z takich panstw jak;NIEMCY-HISZPANIA-FRANCJA-ANGLIA-IRLANDIA-HOLANDIA-BELGIA-DANIA-FINLANDIA-ROSJA-UZBEKISTAN-PAKISTAN-SRI LANKA-CHINY-IZRAEL-LIBAN-MAROKO-TUNEZJA-RPA-EGIPT-WLOCHY-GRECJA-SERBIA-CZECHY-WEGRY-BULGARIA-RUMUNIA-CYPR-USA-MEKSYK-BRAZYLIA-TURCJA-DOMINIKANA-KUBA-CHORWACJA-SZWAJCARIA-CHILE-AUSTRIA-KOLUMBIA-WENEZUELA-SLOWENIA-,MAURITIUS-TAJWAN-UKRAINA-CURACAO-BOSNIA i HERCEGOWINA-KATAR-SLOWACJA-NORWEGIA-EKWADOR

– Te kanapeczki nawet niezłe, o dziwo wątróbka mi w nich nawet wchodzi.

– Chcesz, to ci mogę zrobić kawior po żydowsku.

– Od trzech lat mi to obiecujesz… Aaa! To na tym polega żydowskość tego kawioru!

– Akurat doktoranci nie prowadzą zajęć za darmo, tylko w zamian za to, że w odróżnieniu od większości swoich kolegów z zachodu, nie muszą zaciągać kredytów, żeby w ogóle móc swoje studia odbyć. To, że nie ma sensownego systemu stypendialnego, to inna sprawa i oczywiście woła o pomstę do nieba.

– Np. we Francji wcale nie trzeba zaciągać kredytu, żeby zrobić doktorat … I zajęć za darmo też nie trzeba prowadzić.

– O ile się nie mylę, we Francji również nie płaci się za wszystkie niezbędne leki przepisane przez lekarza. Jaki wniosek natury ogólnej chciałaby Pani wyciągnąć z tych dwóch oderwanych exemplów?

– Odnoszę się po prostu do tego, co Pan napisał wcześniej: że „doktoranci nie prowadzą zajęć za darmo, tylko w zamian za to, że w odróżnieniu od większości swoich kolegów z zachodu, nie muszą zaciągać kredytów, żeby w ogóle móc swoje studia odbyć”. Podałam przykład kraju, w którym jest inaczej. Naprawdę nie wiem, czemu Pan pisze do mnie uszczypliwym i pełnym poczucia wyższości tonem – ja się nie wyzłośliwiałam, a poczucie wyższości nie jest niczym uzasadnione – zapewniam Pana.

– Nie no, przepraszam; drobna uszczypliwość była, zgoda. Warta zresztą argumentu z Francji. Ale ton pełen poczucia wyższości? Nie wiem, czy miałaby się ona przejawiać. Uderz w stół? Tak czy inaczej nie przyszło mi do głowy, że taka wypowiedź może kogoś urazić. Jeśli tak się stało w Pani przypadku, to ubolewam i zapewniam, że nie mam żadnych powodów ogólnych ani szczególnych, żeby się czuć od Pani lepszym.

– Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nie odpowiedziałby mi Pan takim tonem i takimi słowami, gdybym była mężczyzną – czytając Pana post, poczułam się tak, jakby uważał mnie Pan za jakąś zabawną paniusię, która sobie coś tam bredzi od rzeczy o Francji i pewnie nawet nie bardzo wie, co to są „exempla”. Co ciekawe, nie zetknęłam się do tej pory z taką niczym nieuzasadnioną uszczypliwością i protekcjonalnym tonem ze strony mężczyzn, którzy nie są Polakami.

– Oto – jako zdeklarowany od lat gej, poeta, bywalec parad równości i manif, filosemita, kosmopolita, ignostyk, do tego prawie niewychodzący z opery – poczułem się przez chwilę tak stereotypowym, heteronormatywnym polskim maczo, że nie wiem, czy bardziej mam się bać, czy podniecać.

– Widziałem ostatnio filmik, na którym Japończycy w kurtkach puchowych przewiązują się w pasie, schylają się i wyglądają od tyłu jak małe dzieci. Zrobię to kiedyś, to zobaczysz.

– A nie łatwiej znaleźć ten filmik w Internecie?

– Ale jak go znaleźć?

– Ja ostatnio nie mogłem sobie przypomnieć, jak się nazywał ten obraz Dixa. Portret Sylvii von Harden. Skoro tamto odszukałem, to i to znajdziemy.

– A jak szukałeś?

– Wpisywałem w wyszukiwarkę frazy typu expressionism German woman cigarette von painting 1920s albo ugly woman portrait von smoking Germany twenties. Najbardziej pewny byłem tam słowa von, więc wpisywałem też Petra von Kant portrait; wiedziałem, że to nie ona, ale miałem nadzieję, że ktoś się podobnie pomylił i mi wyskoczy.

– No nie wiem. Wiesz, ile Japończycy robią filmików?

– A wiesz, ile w Niemczech w latach dwudziestych było ugly women?!

Dwa lata temu przed Festiwalem Chopin i Jego Europa. Stoimy sobie, a przed nami grupka japońskich turystów przy kasie. Kupują bilety na koncert festiwalowy. Zniecierpliwiony Rabbio pogania sprzedawczynię:

– Pani jej szybciej ten bilet sprzedaje, ona jutro już musi być w Paryżu!

– Chcesz dotknąć mojego aśramu?

– Nie nabierzesz mnie, wiem co to jest aśram.

– No dobrze, a wiesz, jak się nazywa takiego guru w aśramie?

– Nie

– Sri.

– Nie.

– Tak. A jak jest bardzo wielebny, to sri sri. I tak dalej.

– Sri sri sri.

– Tak sobie myślę, że aż dziw, że mango lassi nazywa się po hindusku mango lassi, a nie na przykład ćipotwara.

————————————————————————————-

Patrz też: bez wyjazdu do Indii dłużej rady nie dam, odsłona pierwsza.

Por. śrabhata.

– A wiecie, że ja mam jedną babcię Chinkę?

– Serio?

– Poważnie. I na dodatek całkiem ślepą!

– Pewnie wszyscy mówicie: „Babciu, to trzeba sobie okulary kupić!”, ale tak naprawdę to ona widzi, tylko się tak mruży…

– Wróciłem do ćwiczenia jogi.

– Jogi? Tak po azjatycku?

– Nie, nie, ja nie znoszę Chińczyków i wszystkich tych skośnych.

– Ja w sumie też.

– Naprawdę?

– Prawie naprawdę, a ty?

– Nie no, ja to tak z przymrużeniem oka.

– Co ciekawe, ani u nas, ani w Niemczech nie regulują modyfikacji nazwiska w zależności od płci żadne przepisy. Opiera się to wyłącznie na normach językowych.

– Ha! To jestem zdziwiony. Czyli Anna Komorowska ma prawo sobie zrobić dowód na Anna Komorowski? I Anna Grodzki też!

– Nie, bo jej język zabrania. Ale jeśli Polka wyjdzie za mąż za Polaka za granicą, to już może.

– Aha, czyli te normy językowe mają charakter formalny.

– No właśnie nie wiadomo, jak to z nimi jest, tzn. czy mają czy nie mają.

– Czyli „ratunek” dla Grodzkiej to wyjść za zagraniczną lesbijkę, która odziedziczyła po rodzicach lub poprzednim mężu męskobrzmiące nazwisko słowiańskie.

– W sumie tak… Ale Grodzka jest lesbijką?

– Tak! Była heteroseksualnym mężczyzną, a została homoseksualną kobietą!

– A to zboczucha.

– A widzisz! Niektórzy to sobie lubią utrudnić. Czyli w sumie zamieniła kulturowo najlepszy los na taki mocno średniejszy. To w sumie bohaterskie dość.

– Pewnie tak miała od początku. Tylko że tego jej lesbijstwa to nikt nie zauważył nawet.

– No właśnie, szczwana lisica.

– To tak jak prawosławny pedał. Kogo obchodzi, że prawosławny?

– No właśnie. Bo jak czarny, to już co innego. Albo Żyd. To wtedy nie wiadomo, co gorsze.

– Ja myślę, że jeśli czarny pedał, to mało kogo obchodzi, że pedał…

– Ale taki Legierski… Chociaż on półczarny. To i to pedalstwo tak jakoś bardziej znać.

 – Znacie ten dowcip? Czemu Murzyn nie może być drużbą na ślubie? Bo służba nie drużba.

– Przezabawne. Ale spróbuj zastąpić Murzyna Ukraińcem i ten dowcip staje się zupełnie nie do opowiedzenia.

– Zaświeciły ci się jak złote monety te żydowskie oczka.

– Mowa nienawiści!

– I kto to mówi?! Ksenofobie ty.

– Ale ja o ludziach nigdy nie mówiłem nic ksenofobicznego…

kebaba

Piosenka sprzed lat, tyle wspomnień. Lubię cytować pewien fragment (wytłuszczam, pod koniec), więc chciałem znaleźć całość. Okazało się, że nigdzie na necie nie ma ani tekstu, ani samej piosenki, zatem Vinylek wrzucił ją dla mnie na youtube, a ja przetranskrybowałem pierwszą, lepszą połowę. Polecam gwoli sentymentów.

[Od pewnego momentu, niestety, Funky’ego Filona kojarzono głównie z drastyczną piosenką Chinka Czikulinka zaśpiewaną z… Kają Paschalską. To potknięcie kosztowało Filona karierę hiphopowca, i poniekąd słusznie, bo takiej kryptoksenofobicznej żenady chyba w polskim  rapie nie było. Chociaż sama idea piosenki – abstrahując od teledysku, tekstu, wokalu Kai i cody – jest całkiem godna, flow niezły, a sampel przyjemny.]

Jeden pięć zero dziewięć i siedem sześć
To jest data gdy pierwszy raz powiedziałem „cześć!”,
Nie próbuję wcale robić tu z nikogo osła –
W tym dniu właśnie moja mama mnie na świat przyniosła.
Wzniosła to sprawa i fakt oczywisty,
Że zamieszkaliśmy w pobliżu Wisły
Na Żoliborzu, in the place to be,
Super real motherfucker Funky Filon MC.

Przepraszam za lakoniczny charakter wypowiedzi,
Ja dobrze widzę, kto na mych koncertach siedzi:
Po prawej stronie zgredzi, a po lewej siedzi młodzież
(Zazwyczaj ubrana w sportową odzież).
Hiphop po polsku to jest fantastyczna sprawa,
Naprawdę, wierzcie mi, ja kitu wam nie wstawiam,
Bo z układania rymów może fajna wyjść zabawa,
Nawet gdy ojczysta mowa chwilami nie pasuje
Do murzyńskiej formy zwanej rapem – ja się nie denerwuję,
Lecz próbuję w myśl zasady starej, wszystkim znanej,
Posłuchajcie uważnie, przyjaciele moi ano,
Że Polacy nie gęsi, bo swój język mają.

Na ten pomysł wpadłem, gdy obudziłem się dziś rano,
I mówię teraz to, co w szkole powtarzano:
„Kto nie ryzykuje, ten w kozie nie siedzi”.
Wiedzą o tym nawet wszyscy moi sąsiedzi.
Ja rapuję od dawna, nie mam nic do stracenia,
Jestem nowy w branży, lecz mam coś do powiedzenia.
Ani ze mnie gangsta, ani wierszokleta,
Nie bawią mnie używki, bo to zwykła jest tandeta.
Wiem, że pewnych rzeczy w życiu nigdy nie zrobię –
Nie robię, bo nie lubię i nie lubię, bo nie robię.
Chcę zbić fortunę, w związku z tym dbam o zdrowie
Jak Blejk i Krystal Karingtonowie.

Trafiamy do ogrodu z roślinami leczniczymi i nie tylko. Widzę dużą kępę aksamitek; to jedne z nielicznych kwiatów, które o tej porze roku jeszcze kwitną. Rabbio zauważa moje zainteresowanie. Podchodzi i mówi:

– O, śmierdziuchy!

– Tak. Nie wiedziałem, że aksamitka się tak ładnie nazywa po francusku.

– A jak?

Œillet d’Inde*.

– Czyli też śmierdziuch?

—————————————————

* „Indyjskie oczko”.

– Znajomy uczył kiedyś polskiego w belgijskiej szkole językowej. Raz na lekcji pojawiło się pojęcie skośnych oczu. Któryś uczeń pyta: „A co to takiego skośne oczy?”. Ów prowadzący zajęcia znajomy nie wiedział, jak im to wytłumaczyć, więc postanowił pokazać. Rozciągnął oczy palcami, podchodził do każdego ucznia po kolei i z akcentem stylizowanym na chiński piszczał: „Skośne oczi! Skośne oczi!”. A kiedy podszedł taki piszczący i rozciągnięty do jednej z uczennic, która okazała się  faktycznie Azjatką, wskazał tylko na nią klasie i z ogromną satysfakcją podsumował: „Eh voilà!”.

– Nie wiem, po co w sumie oglądaliśmy wystawę sztuki pozaeuropejskiej.

– Ja wiem. Przyszedłem tu potwierdzić swoje najgorsze stereotypy.

Matka znajomego ubolewa nad jego niedawnym coming outem:

 – Synu, ja już wolałabym nawet, żebyś… ożenił się z Japonką!

– Hindusi i Europejczycy to podobno jedna rasa.

– Litewski prawie jak sanskryt przecież.

– No widzisz.

– Czyli że Litwini to jednak podgatunek?