Archives for posts with tag: łabędzi śpiew

 

Żegnaj, kochany

Las dogasał szkarłatem owoców…
Gdyby wszystko zacząć od początku!
Nasza miłość jest łabędzią pieśnią,
Ty, kochany, wiesz to:
Pielgrzymem odwiecznym, pielgrzymem odwiecznym
Moje serce wciąż jest.

Wnikasz we mnie jak promieniowanie,
Niesiesz z sobą natchnienie i karę,
Łabędziej pieśni pełen jest świat cały,
I ciebie, kochany,
Mój niezastąpiony, mój niepowtarzalny,
Znikąd zjawiłeś się.

Serce do serca raptem się wyrywa,
Naszego szczęścia nie sposób ukrywać,
W łabędziej pieśni czuć posmak goryczy,
Ty wiesz to, miły,
Szkarłat jarzębiny, szkarłat jarzębiny
Znaczy, że nie ma cię.

Las przygasał szkarłatem owoców…
Gdyby wszystko zacząć od początku!
Łabędziej pieśni pełen jest świat cały,
Żegnaj, kochany,
Mój niezastąpiony, mój niepowtarzalny,
Na zawsze żegnasz mnie.
 

słowa Nikołaj Dobronrawow, tłum. mrówkodzik
muzyka Aleksandra Pachmutowa

U nas w domu był kwiat średniorosnący i wynędzniały, który już stał w każdym pokoju i nikt nie miał do niego ręki, i nikt ręki do niego nie przykładał. A kwiat rósł i się trzymał, choć wyglądał na zabiedzonego. Z racji jego zmarnienia i tego, że stał już wszędzie, pieszczotliwie, razem z mamą, nazwaliśmy go: „dziwką”, albo „starą dziwką”. [Jak w zdaniu: „Idź podlej też dziwkę”]. Ostatnio mama, robiąc porządki, [chyba] wyrzuciła dziwkę, a w każdym razie miała zamiar, mówiąc: „Trzeba cię wypieprzyć, już niedługo pożyjesz i nikt cię już nie chce”.

Innym razem do kaktusa, którego albo przelewaliśmy, albo zasuszaliśmy, mama krzyknęła: „Jak nie zaczniesz rosnąć to cię wypierdolę”. Po kilku dniach kaktus zakwitł pięknymi kwiatami, a po kolejnych kilku zmarniał i zgnił [niepodlewany]. Jego łabędzi śpiew.

[Vrublini o kwiatach minionego czasu]