Archives for posts with tag: lampa

– A to co?

– Gin.

– Czemu akurat gin?

– Żeby przyszły dobre duchy.

– Od ginu? Jakie?

– No, dżiny!

– Aaa, chcesz, żeby ci poszedł dym z lampy!

 

 

– Gdzie ja taki halogenek dostanę? Nie mam pomysłu.

– Jak to gdzie, w Sezamie.

– Nigdy tam nie byłem. Boję się tam pójść. Znajomy pytał tam kiedyś o płyn do srebra w moim imieniu, to go prawie te baby, takie w podomkach z włochatymi pachami, zlinczowały. Boję się, że mnie pobiją albo zrobią mi zdjęcie do gablotki „tego klienta nie obsługuje się”.

– Czemu zapalasz z powrotem lampę?

– Gaszę…

– Zapalasz. Przecież przed sekundą podszedłem i zgasiłem.

– Aaa, nie widziałem.

–  Dwie fotki rentgenem, projekcja przednio-tylna i boczna dla zobrazowania serca i płuc. Kontrolnie.

– A jak słyszę „rentgen”, to od razu przypomina mi się ta scena z „Czarodziejskiej góry”, chyba najbardziej mi w pamięć zapadła ze wszystkiego tam.

– Mi chyba też ten rentgen najbardziej zapadł. W ogóle to od jakiegoś czasu mam przemożną chęć powiesić sobie rentgena na ścianie, ale to trzeba by jakoś sensownie zrobić.

– Musiałby być podświetlony od spodu. Albo oszukać, na okno dać, sfotografować i zrobić wydruk zdjęcia, tylko trzeba by dobrym aparatem.

– Tak właśnie myślałem. Bo podświetlacz to nie wiem, czy ma sens. Może da się jakiś tanio kupić? Mógłbym na nim zmieniać klisze ukochanych.

– Trudno powiedzieć, ile to kosztuje. Ale to fajna lampa mogłaby być. I zdjęcia zmieniać, też dobra myśl.

– To nie dobra myśl, to pesymistyczny realizm.