Archives for posts with tag: las

Nie ma bardziej towarzyskiego zwierzęcia i gadatliwego.
Jeżeli spotkamy dzika w lesie – proszę, nie bójmy się,
nie starajmy się go zaskakiwać.
Jak on jest skoncentrowany, sobie buchtuje,
to chrząknijmy, zacznijmy głośno rozmawiać.
Możemy też go obserwować, ponieważ warto zwrócić na niego uwagę,
dlatego że jest to niezwykłe zwierzę,
zarówno pod względem inteligencji, jak i przystosowań.
On ma kopyta, ma ryjek;
To jest narzędzie pracy dzika.

Dziki są zbawieniem lasów.
One w lesie są tylko dobrem

[Marcin Kostrzyński, kanał na YouTube]

– Im dalej w las, tym więcej drzew…

– W tym wypadku raczej: im dalej wlazł, tym więcej grzech.

– Opowiesz mi bajkę?

– Znowu bajkę?

– Nie denerwuj mnie, bo zobaczysz! Opowiadaj!

– Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma morzami, za siedmioma rzekami żył sobie dziczek. Dziczek miał, jak wiadomo, znajomych i babrzysko, ale go wszystko… wkurwiało. Znajomi go wkurwiali, babrzysko go wkurwiało, las go wkurwiał, nawet ptaszki go wkurwiały.

– Ptaszki też? Dziwne…

– Cicho bądź. I tak chodził dziczek w tę i we w tę, nie wiedząc, co zrobić z tym wszystkim. Udał się więc w daleką podróż. Wędrował i wędrował, gubiąc się i wracając, jak to dziczki mają w zwyczaju, aż dotarł wreszcie do wróżki.

– Wróżki Hirsuty?

– Hirsuta to była księżniczka, nie przerywaj, o tym będzie w innej bajce. I powiedział wróżce, że go wszystko wkurwia. Zabrał ją ze sobą i pokazał jej swój problem: las, ptaszki i inne zwierzęta w lesie. Wtedy wróżka dała mu czarodziejską fujarkę. I dziczek zagrał na tej fujarce, i ona uśpiła wszystkie zwierzęta.

– I co dalej?

– Nic. Uśpiła je. Na amen.

– Były nieżywe?

– Tak.

– A wróżka?

– Nie, na wróżki nie działa.

– Znowu przerażająca bajka! Jak ja mam po tym zasnąć? A byłem już śpiący… No dobra, skoro ty tak, to ja tak: i wtedy dziczek poprosił wróżkę, żeby też mu zagrała na fujarce, i ona mu zagrała i też usnął, i miał wreszcie spokój.

– Jak sobie chcesz.

– …

– Śpisz?

– …

– Śpisz?

-…

– Śpiiisz?!

– …Gierymski, Grottger…

– O boże, tylko nie Grottger. U niego sami powstańcy, konie, powstańcy na koniach, powstaniec w lasku, powstaniec żegnający się z matką, powstaniec żegnający się z koniem…

 

————————————————————————–

knur – patrz: słowniczek.

– Ty, zobacz. Jak myślisz, co to za ptak wydzióbał tę dziuplę?

– Nie wiem.

– No ale powiedz.

– Nie wiem… Ryjówka dziuplówka ostrodzioba… gładkolica.

Mój przyjaciel uczy się tureckiego. W zamian za konwersacje pomaga Turkom w nauce polskiego. Jeden z nich okazał się niebywale sfrustrowany literą „w”, a szczególnie jej użyciem jako przyimka. Zapytał nawet nieśmiało, czy może omijać ten przyimek i nadal będzie zrozumiały. Otrzymał odpowiedź, że w sumie może, jeśli tak mu zależy.

– Ty, jak się nazywał sklep tej twojej znajomej? „Wiatraki na niebie”? „Jaskinia przemocy”?

– „Las rąk”!

– I natknęliśmy się na wycieczkę łotewskich emerytów na campingu…

– Łotewskich emerytów? Co oni tam robili?

– Jak to co, heilowali w lesie.

Sans frayeur dans ce bois seulle je suis venüe
J’y vois Tircis sans estre esmüe
ah, n’ay je rien a mesnager
qu’un jeune coeur insensible est a plaindre
je ne cherche point le danger
mais du moins je voudrois le craindre 
 

Bez trwogi weszłam samotnie do lasu
I nie poruszył mnie widok Tircisa.
Ach, czy nie mogę poradzić nic na to
Nieszczęsne młode i nieczułe serce?
Nie dążę wcale do niepezpieczeństwa;
Gdybym tak chociaż mogła się go bać.
 

[tł. mrówkodzik]