Archives for posts with tag: łohoho

– To przejście…

– Co przejście?

– Pamiętasz Mateusza z motorem?

– No raczej!

– No, to właśnie tutaj mnie podniósł jedną reką za szyję na pół metra w górę.

– No. I to są wspomnienia! A nie jakaś tam wigilia z rodzicami…

 

 

– W dobie ruchów antyszczepionkowych choroby zakaźne coraz bardziej stają się problemem okulistycznym.

– Dlaczego?

– No bo na widok tego, co wyprawiają antyszczepionkowcy, lekarze chorób zakaźnych muszą z rozpaczy wydłubywać sobie oczy i wkładać je do dupy.

– From Wolska with lime… From Wolska with lice… From Wolska with lie…

– Czy możesz wyjaśnić, co próbujesz mi przekazać…?

– Próbuję napisać „From Wolska with love”, ale za cholerę nie chce mi się wstukać.

Wesoły Krakowski Prostak, Silny Kosmaty Byczek Piotruś Kowalski, Kocha Picz. Śmiały Padalec, Jak Then Koleś Gada, Chytry Oszust. Zaganiacz – Cudny Kolos! Grzeszny Sen Panów, Wieczny Postrach Bab.

Rucha Szparko Już Piąty Długi Dzionek, Asz Biedna, Luźna Cipa Gwizda, Wielki Cyc Klaska, Stuk, Puk, Dziurka Ciurka. Kudłata Wara Trzaska, Kuciapa Klekota, Pryska Gęsty Śluz. Żar Bucha, Zad Lata, Żywy Ogień, Sromek Pali! Oto Świetny Kochanek, Oto Jurny Buhaj!

Teraz Wspaniała Rozkosz, Ale Potem  Hańba, Troska, Żal: Fiutek Nader Swędzioł, Zielona Ropa Ciekała Cały Wieczór, Cewka Ślotała. Ojczenasz, Święty Jacenty, Ora Pronobis! Choroba, Zaraza! Potrzebny Światły Doktor. Konieczny Dobry Lek: Piguła Albo Plaster. Uważna Opieka, Morze Szpital.

Oto Nauka: Taki Miły Początek, Marny Jednak Koniec.

 

– Ojej, co to za dźwięk? Wprowadzili w pociągach komunikaty po hebrajsku?

– Nie, to tylko rzęzi zepsuty głośnik…

– Aha!

– Co „aha”?

– Przyszli.

– Kto przyszedł?

– Bóg seksu.

– A z kim?

– Jak to z kim? Z aniołem zagłady!

– Słyszałem, jak jaśnie pani  chwali się, że nosi najstarsze nazwisko na świecie.

– Pasowałoby to do wieku zawodu, jaki wykonuje.

 

– Masz ochotę na rybkę?

– Po co?

– No, przy piciu zakãsza się śledzia.

– To na początku. A potem inna rybkę. Złotą.

– Czemu złotą?

– To na pamięć.

– A ty wiesz, że moja babcia, to była trochę taka szamanka.

– Jak to?!

– No, na przykład jak kogoś ugryzła żmija, to ona go ratowała.

– Serio? Skąd to umiała? Wysysała jad? Przykładała zioła?

– Gdzie tam. Zaciskała pasek na nodze i wzywała pogotowie.

– W wikipedii czytam, iż Herbert Zbigniew „słynął z formalnego perfekcjonizmu, czego dowodem, że każdy wiersz i każda proza poetycka ma po kilka lub kilkanaście wersji”.

– Że co?  Co to za bzdurna logika?

– I jaki perfekcjonizm formalny? Treściowy, jeśli już, ale formalny?

– Co to, wdowa Herbertowa pisała…? Po pijaku…? Nogą…?!

 

 

 

– A ty dzisiaj sam?

– Jak widać.

– Taki słomiany.

– No. I mogę kogoś tą słomą wypchać.

– A ty to po litewsku będziesz czytać?

– Co ty! Nawet spisu treści bym nie ogarnął.

– E tam. Jak się popieści, to spis treści.

– „Przechodzimy przez życie z jednym okiem nadmiernie aż wyostrzonym, z drugim ślepym, zaciągniętym bielmem. Wystarczy, by widzieć? Nie, nie wystarczy.” – powiedział Gustaw Herling-Grudziński.

– Nie słyszałem, co mówiłeś. Co ten Grudziński?

– Popatrz, tu jest ten cytat. Zerknij sobie.

– Weź mi przeczytaj, bo nie widzę.

 

– Kojarzysz coś takiego jak judaizm reformowany?

– Hmm, to ten z prostowanymi pejsami?

– Patrz, nawet ładnie go wyrzeźbiła! A kto by podejrzewał panią o aparycji dmuchanej lali o tego typu zdolności.

– Nie oceniaj po okładzinie! To proste, że się na tym zna. Przecież siebie samą wyrzeźbiła!

– I namalowała. Wiem nawet dokładnie, co to za technika: silikon na desce.

 

 

– Wiesz, co kiedyś było w miejscu, gdzie dziś jest Uniwersytet Muzyczny? Cyrk!

– Może jeszcze powiesz, że tam, gdzie dziś jest opera, był burdel?

– Nie, targowisko!

– I jak tu żartować…

– Zaraz lecę na koncert do Iranu.

– O, do Iranu! Nie zgwałcą cię tam?

– Troszkę się obawiam tego wyjazdu, z wielu względów. Jadę grać koncert z okazji… stulecia…. niepodległości…

– Ja też bym się obawiał… trochę… Ale wiesz, tam facetom nie trudno o powodzenie. Pod warunkiem, że mają zarost. Zobacz, co ostatnio przeczytałem o wąsatej łamaczce męskich serc.

– Więc jako mężczyźni mamy tam bardzo do przodu!

– Czytałeś? Trzynastu chłopa się dla niej zabiło! Z miłości i pożądania!

– Wysłać tam Krychę Pawłowicz, to cały naród się powiesi!

 

– O, to znaczy, że dobra ta książka? Co to?

–  No nie wiem czy dobra, są różne opinie co do autora, więc nie wiem, czy nie wstyd upubliczniać.

– Ojoj, hepatitis M…?

– A dlaczego zaraz hepatitis?

–  Bo zaawansowane zapalenie wątroby może prowadzić do encefalopatii… Ale spoko, każdy ma jakieś swoje grzeszne przyjemności. Ja na przykład przeczytałem ileś książek Cobena, a nawet (i tu naprawdę się wstydzę) Piekary…

– No, ja przeczytałem Mroza, a to podobno passé, choć bardziej się wstydzę Bondy.

– Mroza to taki wstyd częściowy – należy go podzielić przez liczbę osób piszących jego książki, wyjdzie pewnie 1/12 wstydu, a to już nie wstyd. Z Bondą gorzej, bo ona chyba sama i z przekonaniem.