Archives for posts with tag: los

[od 41’58”]

ЛЮБАША
Ах, не нынче уж я приметила,
что прошли они, красны дни мои.
И в груди болит, ноет вещее,
злое горе мне предвещаючи.
Нет, нет! не тот, не тот со мной,
не тот со мной он теперь.
Нет, нет, не тот, не тот со мной.
Да, разлюбил он меня.

БОМЕЛИЙ
Много в мире есть сокровенных тайн,
Много темных сил неразгаданных;
Но в науке ключ к этим тайнам дан.
Но ключ к ним дан, к ним дан светом знания.

 

I wariacje na temat:

 

 

Fuggi, fuggi, fuggi se fuggir nieghi,

che così il Cielo, diva, ti leghi

Né mai possa pur muovere un passo

fatta di carne un rigido sasso

e infin ch’abbia

la tua rabbia

Fugga, fugga, fugga chi brama pace

perch’ogni froda ascosa qui giace.

– Taki mamy klimat.

– Oby nie na długo, oby nie na stałe.

– Przecież wiesz, że nic nie jest na stałe. Ani Trzecia Rzesza, ani IV RP.

– Rzecz w tym, że ja też nie jestem na stałe.

– Bardziej niż ja.

– Nikt nie zna dna ani gadziny.

– Sama serotonina to chyba nie szczęście, tylko euforia?

– Euforia to szczęście tych, których szczęście nie zależy od szczęścia.

– A co byś chciał: jest akcja, jest reakcja.

– Przydałaby się jeszcze redakcja.

 

 

– Ona w chwilach zwątpienia jest dla mnie jak opoka, podpora. Trwająca, niezmienna wśród zmiennych kolei losu.

– To piękne, że tak o niej mówisz. Na czym polega ta jej wyjątkowość?

– Jej głupota jest pewna jak nic na tym świecie.

– Możemy się poznać. No i jak będzie?

– Co będzie, to będzie, i tyle. Lub więcej.

– Ja go za bardzo nie trawię.

– On dużo doświadczył…

– O, super, uczyń go człowiekiem w moich oczach, może tak będzie łatwiej go zrozumieć…

– …Doświadczył innych.

– Kocham cię!

– Mów dalej, gorzej już nie będzie.

*

– Ty się tak na niego nie patrz. Ma takiego samego. I faceta.

*

– Z nieba mi spadłeś!

– Ale, jak widać, do piekła.

*

– Co się wyginasz?

– To był ukłon. Takie moje hommage.

– O masz, ci los.

– Abbado umarł, słyszałeś?

– Słyszałem, przykre, ale tak to jest, ludzie umierają, normalna kolej rzeczy. Niech zgadnę, wrzuciłeś coś na walla?

– Wrzuciłem… Ale nie adagietto z V symfonii, tylko andante z VI, no bo wiesz, to ostatecznie nic niezwykłego, ludzie umierają.

– No to dobrze. Dla mnie jak umiera ktoś starszy, z ogromnym dorobkiem, to jest co najwyżej moment, żeby się ucieszyć, ile po sobie zostawił, a nie rozpaczać. Co innego, gdyby umarł ktoś młody. To może być powód do rozpaczy.

– Tak, na przykład Agata Zubel.

Wracam z łazienki i włączamy Finlandię Sibeliusa. Zastanawiam się głośno:

– Czy ten Sibelius nie za pompatyczny jak na taki kraj jak Finlandia?

– Dla mnie wcale nie jest pompatyczny. Czuję w jego muzyce ten śnieg i mróz, i las…

– Nie-e, to odświeżacz do kibla.

Po chwili rozmowa schodzi na malarstwo Juliana Fałata. Rabbio się rozmarza:

– Fałat… Jak ja lubię Fałata. Kojarzy mi się z tym Sibeliusem. Może to przez te jego łosie we mgle…?

– A jadłeś kiedyś racice…?

– Co?! O co ty mnie pytasz!

– No wiesz, je się świńskie racice…

– Sam jesteś świński, nawet gorzej… Tacy jak ty… Świnie świniom zgotowały ten chlew!

 

– Ale on pasywny jest.

– Pochyliłbym się nad jego losem.

– A ja bym się chętniej pochylił…

– Nie jest to chyba zakamuflowana oferta matrymonialna.

– Jak jej się przyjrzeć, to mogłaby być. Oczywiście nie ważyłbym się tego powiedzieć, a może nawet pomyśleć, gdyby nie to, że wiem, że to nie ma znaczenia.

– Defetysta.

– Po prostu wyciągam wnioski zamiast ciągnąć losy.