Archives for posts with tag: lues

– Czekamy na autobus po plaży. Obok dwie Francuzki. Oczywiście palą, bo muszą – narodowość zobowiązuje. Zatrzymuje się grecki taksówkarz i próbuje sobie zorganizować kurs. Zagaduje jedną z panienek po angielsku. Ta patrzy na niego z niesmakiem i oznajmia: „We are French. We don’t speak English!”.

– Toż to moja miła powinowata, Sra. Carmencita Lues de Méndez y Ropa! Jakżeż zdrowie? – Podpytywała, skandując, doña Simoña Influenza de Vargas, podszczypując znikomo wyrzut, co na jej pełne usty wychynął bąbliście, niby skwarka na krągłym zakwitająca pierogu. – Czy lepiej? Tuszę, iż nasz dochtór Juyoza zapisał jakie serum lubo nasiadówki, a skutek ich już bliski a ostateczny?