Archives for posts with tag: łzy

 

How strange their ends,
And yet how glorious,
Where each contends,
To fall victorious,
Where virtue its own innocence denies,
And for the vanquish’d the glad victor dies!

 

 

For Sion lamentation make
With words that weep
and tears that speak.

 

 

– Z samego rańca usłyszeć od miejscowego Żula Waldka: „Pani magister. Bo ja chciałbym coś kupić, jednak nie mam pieniędzy… a tak się w pani kocham!” – bezcenne.

– Może trzeba by mu wydać remedium amoris? Rp. verborum Ovidii 1g, aquae lacrimarum ad 100,0.

Wprawdzie to nie Tomáš Král z Collegium 1704, ale posłuchać warto. Wykonanie koncertowe, lecz – mimo drobnych niedoskonałości – życzyłbym sobie wielu równie mądrych i ciekawych realizacji studyjnych. Dyryguje oraz tu i ówdzie śpiewa znakomity Gérard Lesne.

Vrublini opowiadał kiedyś, że jego babcia ciągle płacze. Jak się okazuje, płacze również dziadek. Vrublini wyjaśnia dlaczego.

A bo płacze, bo chował się w tych ziemiankach na Wołyniu.

A bo płacze, bo byli źli Polacy i byli dobrzy Polacy, tak jak byli dobrzy i źli Ukraińcy.

A bo dostał książkę o Wołyniu i płacze; płacze, że przeżył i może teraz czytać o tym w książkach.

Tylko nie wiem, dlaczego nie płacze, że o tym czyta, bo to chyba niezbyt miłe wspomnienia.

– Nic tak dobrze nie oczyszcza nosa i zatok jak orgazm i płacz, niestety.

– Uśmiech odmierzaj na uncje, łzy zostaw sobie na później.

 – Nigdy przedtem nie słyszałem Fischera na żywo.

– Ja też nie.

– Ani Dieskaua.

– Rany, co za suchar.

– Bardzo na miejscu. Można sobie osuszyć łzy.

– I stoi w tym metrze taki chudy, biedny, blady, w tych okularach większych niż twarz, optycznych, i w koszulince, w kratkę, zestresowany taki, i widać, że to jedna wielka nieśmiałość, niepewność, zagubienie, i nic tylko go wziąć na ręce, na rękach nosić. Płacząc.

 

Dry those eyes which are o’erflowing,

All your storms are overblowing.

While you in this isle are biding,

You shall feast without providing,

Ev’ry dainty you can think of,

Ev’ry wine that you can drink of,

Shall be yours and want shall shun you,

Ceres’ blessing too is on you.

– Kiedy po raz pierwszy w życiu podczas strojenia pękła mi struna w moim klawesynie, płakałam przez trzy godziny.

 

Vrublini opowiada o swojej babci, która ciągle na jakiś temat płacze:

A bo przyjechaliśmy i ona się cieszy, więc płacze.

A bo wyjeżdżamy i ona płacze.

A bo ona jest stara i znów płacze.